niedziela, lutego 18, 2007

Znalezione w sieci: Część 2(4)

Autor: W. Gombrowicz

Niewolnica własnej urody

Porównując kobiety południowoamerykańskie z Europejkami („europejskie” to słowo bardzo niedokładne, gdyż istnieje rozmaitość typów kobiet europejskich), od razu dochodzimy do przyjemnego i pochlebnego dla nas wniosku, że pod względem urody fizycznej nie mamy czcgo zazdrościć staremu kontynentowi. Jakież tu, w Południowej Ameryce, możemy oglądać oczy jakie zęby jakie ciała i twarze! Ogromny jest ponadto wrodzony wdzięk kobiet latynoskich, a także niezawodne, właściwe im wyczucie formy, stylu; w każdej sytuacji potrafią one znakomicie poruszać się i uśmiechać, a ich reakcje niemal nigdy nie bywają szokujące -nawet w oczach najbardziej wymapjących sędziów i koneserów lbraz jednak po tym hołdzie, niechaj nasze damy przygotują się do wysłuchania paru słów surowej, ale również poważnej, jak myślę, krytyki. Dlaczego mianowicie ta fizyczna uroda bynajmniej nie wywiera takiego wrażenia, jak powinna? Innymi słowy dlaczego piękność południowoamerykańska nie urzeka, nie zawlada mężczyzną w takim stopniu jak europejska? Oto interesujące pytanie. Jest rzeczą oczywistą, że aby wywrzeć na kimś głębokie wrażenie, nie wystarczą piękne oczy, lecz ze konieczne są też pewne czynniki psychiczne. Otóż jasne jest, że kobieta południowoamerykańska ma poważne kłopoty z ujarzmianiem mężczyzn swoją urodą z tego prostego powodu, iż sama jest całkowicie we władzy swego wyglądu zewnętrznego. Cóż za fryzura! Jaki szyk! Jaka elegancja! Ile zachodów i wysiłku, ile godzin i ofiar kosztowała ją realizacja niemal doskonała tego ideału estetycznego! Wszelako ta kobieta jest już tak wytworna, powabna i Finezyjna, że prawie nie może się ruszać z obawy że zrujnuje swój wygląd zewnętrzny. Obcasy tak wysokie, że nie potraFi pobiec ani podskoczyć; wiatru się hoi, gdyż jest zbyt starannie uczesana. Nie może też pozwolić sobie na spontaniczne wybuchnięcie śmiechom ani energiczniejszy gest, ho w najlepszym razie będzie to nieestetyczne. Ale nie może też pozwolić sobie na uczucie ani małżeństwo
, które nie byłyby po stokroć estetyczne, jako że jej rolą i powinnością jest być czarującą bez ustanku, bez wytchnienia. Kobieta poludniowoamerykańska jest niewolnicą własnej urody tedy konsekwentnie staje się niewolnicą mężczyzny.
Przypominam sobie, jak pewnego razu byłem na Montparnasse w towarzystwie kilku francuskich studentów i paru bardzo eleganckich, świetnie uczesanych dziewcząt. Nagle jeden z chłopców skoczył jak lew i wrzeszcząc „przecież nie da się rozmawiać z tak wyondulowanymi głowami!” zrujnował im owe koaFiury, które ohnosily z takim poczuciom odpowiedzialności. Nic chcę nikogo podjudzać, ale uważam, że właśnie coś takiego trzeba zrobić w Ameryce Południowej... i że byłoby nader wskazane, aby mężczyzna dał do zrozumienia kobiecie, iż piękność zbyt doskonała męczy go i nudzi, zamiast zachwycać. Żeby tylko fizyczna; to jeszcze drobiazg! Nieporównanie ważniejsza i bardziej szkodliwa dla życia zbiorowości jest owa „piękność duchowa”, „czystość psychiczna”, „estetyka duszy” przymuszająca kobietę poludniowoamerykańską do odgrywania roli anioła, co spadł z nieba. Ideał urody takich kobiet jest zbyt Fikcyjny i ciasny. Chcą być uosobieniem Harmonii, ponieważ jednak w rzeczywistości nikt nie zdoła osiągnąć absolutnej harmonii. wszyscy zaś skazani jestcśmy na pławienie się w morzu sprzeczności i dysonansów ta harmonia zmienia się w kłamstwo.
Chcą być estetyczne; ale ponieważ tak ciało, jak i dusza mają swe szpetne strony i ponieważ niemało ich jest również w samym życiu, także ten skrajny estetyzm zmienia się w kłamstwo. Chcą być „czyste”; czym innym wszelako jest wynosić czystość do rangi dobra najwyższego i stawiać ją sobie za odległy cel, czym innym zaś -udawać czystość w świecie tak dramatycznie nieczystym jak nasz.


Mniej pozorów, więcej szczerości

Jeśli dzisiejsza Europejka jest bardziej szczera, bardziej autentyczna i spontaniczna w swych reakcjach, to nie jest to jej własna zasługa, lecz wynika z Faktu, że sytuacje wojen i rewolucji zmuszają do szczerości. Spokojniejsze, mieszczańskie życie na kontynencie południowo-amerykańskim przyzwyczaiło ludzi do przesadnego kultywowania pozorów, a w celebrowaniu załosnego tego kultu celuje właśnie kobieta. Gdy kobieta południowoamerykańska jest tylko obiektem spojrzeń, Europejka patrzy; gdy pierwsza jest bierna, druga jest aktywna; gdy ta pierwsza istnieje dla mężczyzny, ta druga ma również własne życie. Europejka nie jest tak piękna zewnętrznie, ale za to bardziej dramatyczna, a przede wszystkim - bardziej dynamiczna. Niewątpliwie dlatego mężczyzna bierze ją bardziej na serio. Albowiem mężczyzna południowoamerykański nie może brać na serio kobiety skoro czuje, że całyjej sposób bycia, wszystko, co ona mówi czy robi, w istocie płynie zjednego źródła - chęci oczarowania mężczyzny i zdobycia go swoim czarem. i oto widzimy, jak ta kobieta, przesadnie zabiegająca o urodę, popada w inFantylizm, co nie tylko jest szkodliwe, ale i okropnie, straszliwie nudne. Nie sposób mówić poważnie o erotycznej reedukacji kobiety poludniowoamerykańskiej nie podkreślając Fatalnego wpływu tego ideału piękności, jaki wypracowała sobie ona przez lata życia nazbyt łatwego i powierzchownego. Reakcja musi wyjść od mężczyzny; jeśli chcemy, by kobiety były wobec nas bardziej autentyczne, my musimy być bardziej autentyczni wobec nich. W rzeczywistości jednak mnóstwo potężnych czynników utrudnia nam tę postawę autentyczności i szczerości, tak że zamiast wyrażać sprzeciw wobec aktualnego stylu naszych kobiet, nadal tylko im schlebiamy i utwierdzamy je w zachowaniach konwencjonalnych. Schlebiamy ma, bo chcemy zdobyć ich względy, a też i dlatego, że tak przyzwyczailiśmy się do tego rodzaju kobiet i takiego ich traktowania, że inne, nowe podejście wydaje nam się czymś zgoła niemożliwym i Fantastycznym. Ponadto jest oczywiste, że natury i mentalności powierzchowne są zupełnie zadowolone z tego, że tu, na tym ziemskim padole, mają kawałek nieba... choćby tylko malowanego. Tacy ludzie nie rozumieją, że tania moralność i tania estetyka to w istocie obraza dla moralności prawdziwej. Qwszem, zdaje się, że wszyscy, od Fryzjera i pedikiurzystki po pisarza i poetę (pisarze piszący „powieści dla kobiet!”), spiskują w celu przekształcenia kobiety w anioła, kwiat, dziewczynkę... we wszystko, tylko nie w kobietę.
Pieniądz - źródłem wszelkiego materializmu
Społeczne konsekwencje całej tej maskarady są ogromne. Kobieta-kwiat potrzebuje równiez sztucznego środowiska i sztucznej konwersacji, a także specjalnego traktowania, koniec końców zaś - całego systemu sztucznych ułatwień chroniących jej delikatność przed naporem rzeczywistego życia. Podstawą dla wszystkich tych wyszukanych subtelności jest, rzecz jasna, pieniądz, i tu właśnie tkwi główne źródło południowoamerykańskiego materializmu. Porównując jednak arystokratyczny pełen luksusu światek Buenos Aires z arystokracją europejską od razu zauważamy różnicę: jeśli w salonach Buenos Aires robi się wszystko, co możliwe, aby jakoś ominąć rzeczywistość, wytwarzając sztuczną atmosferę dowcipu, „dobrego wychowania”, „kultury” i „subtelności”, to arystokracja europejska jest o wiele gorzej wychowana i w pewnym sensie o wiele bardziej energiczna. Chociaż tam ludzie również starają się, jak mogą, upiększyć swoje życie, to jednak wszyscy mają o wiele większą świadomość, że to tylko ozdoba. Istnieje w Europie pewien wstyd luksusu, wygody i ńnezji, wstyd nader rzadko odczuwalny w salonach buenosaireńskich. Wszelako owa sui generis delikatność klas wyższych stolicy w środowisku klasy średniej przekształca się w sztywną konwencję, która także przeciwstawia się rzeczywistości. W obu zaś tych środowiskach kobieta-kwiat, kobieta-dziewczynka staje się niewolnicą pieniądza, brak jej bowiem ducha walki, romantyzmu i wyczucia poezji głębszej, o szerszych horyzontach.

Problem kobiety-kwiatu

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w takiej sytuacji stosunki kobiety-kwiatu z mężczyzną nabierają, by tak rzec, charakteru nazbyt konkretnego i jednostronnego. Mężczyzna pragnie zdobyć kobietę, kobieta pragnie zdobyć mężczyznę... i koniec. Cale piękno erotyki i miłości w najrozmaitszych swoich postaciach -przyjaźni, koleżeństwa, obcowania duchowego, zderzenia osobowości - ulega zredukowaniu do paru nachalnych komplementów, jakiegoś balu czy pójścia do kina (które płaci on), wreszcie zaś do określonej taktyki po obu stronach, z których żadna ani na moment nie traci z oczu celu bezpośredniego: zdobyć kochankę, zdobyć męża. Jeśli zaś kobieta-kwiat pomimo swych wysiłków nie zdoia doprowadzić partnera do ołtarza, oznacza to katastrofę, bo przecież rzucila na szalę całą swoją niezależność i osobistą godność, aby tylko zdobyć męża i stworzyć ognisko domowe. Niewątpliwie wiele można by powiedzieć na obronę kobiety południowoamerykańskiej; przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, ze choćby tylko pod względem flzycznym jest ona delikatniej sza od swych siostrzyc z innych ras, zrodzonych w innych klimatach... i że jest kobietą latynoską. Naiwnością byłoby wymagać od Latynoski, by stała się, powiedzmy kobietą anglosaską, zdradzając swoją rasę, kulturę, tradycję. Pamiętając o wszystkich tych zastrzezeniach i poprawkach należy jednak podsycać sprzeciw wobec aktualnego ideału „piękności południowoamerykańskiej”, gdyż ideał ten nie satysfakcjonujejuż nikogo, wszystkim zaś przynosi szkodę. Osiągnąć zaś to można jedynie stawiając problem w sposób jasny i wyraźny: wszyscy musimy mieć świadomość, że problem ten - problem kobiecej urody - jest jednym z najważniejszych i najbardziej palących w naszej kulturze.Obecnie postaramy się przeanalizować pewne mity i wtórne kompleksy kobiety południowoamerykańskiej.

O życie dla kobiet!
Tak więc kobieta południowoamerykańska ma obraz samej siebie jako kwiatu, albo raczej -ściśle biorąc - pragnie być kwiatem. Jak jednak widzi sam siebie mężczyzna? Czy również ijego wyobraźnia nie zdradza cech żadną miarą nie dających się pogodzić z życiem współczesnym 1 jego wymogami? Gdyby ktoś mnie spytał, jakie są w tym względzie cechy charakterystyczne Ameryki Południowej, odpowiedziałbym następująco: nigdzie indziej w cywilizowanym świecie kobieta nie boi się bardziej mężczyzny niz tutaj; nigdzie indziej kobieta nie jest bardziej skrajna w swej postawie wobec mężczyzny; wreszcie nigdzie indziej nie spotyka się tak wielkiego kultu dla miłości i dziewictwa.

„Rycerz” albo „Sinobrody”
Szczerze mówiąc, kobiety poludniowoamerykańskie stawiają mężczyzn w sytuacji nadzwyczaj niewygodnej, a niekiedy wręcz śmiesznej. Po pierwsze, już cały mechanizm zwyczajów i konwencji, cały ten aparat skonstruowany gwoli obrony kobiety przed rzekomym barbarzyństwem płci brzydkiej zakrawa na groteskę. Nieszczęsny narzeczony surowo kontrolowany przez cały areopag starszych pań, które ani na moment nie pozostawiają go sam na sam z narzeczoną, musi czuć się jak dzika bestia wobec jaskółki. Biedna „panienka” (licząca już dobrych dwadzieścia parę wiosen), wystraszona tak pieczołowitą troską, zaczyna sądzić, że On jest jakimś demonem, a owe przyjemności muszą być czymś absolutnie nieodpartym, skoro nawet mama i ciocia nie mogą zauFać jej uczciwości i zdolności do stawienia oporu. Jak widzimy wszystko tutaj zmierza do rozpalania wyobraźni i przesadnego malowania potęgi
Erosa, podczas gdy zdrowa pedagogika w sprawach płci powinna polegać właśnie na sprowadzaniu tych zagrożeń do ich właściwych rozmiarów. Mężczyźni tedy szamocą się między dwiema fikcjami: zjednej strony muszą udawać delikatność, sympatię, rycerskość i subtelność uczuć zupełnie niezwykłą, przesadną; z drugiej -czują się wydani na pastwę mitu dzikiego samca, męskiej bestii. Mężczyzna południowoamerykański nie ma wyjścia: musi być albo Sinobrodym przebranym za rycerza, albo rycerzem przebranym za Sinobrodego. Jest rzeczą jasną, że strach popycha do brutalności, a erotyczna brutalność południowego Amerykanina płynie ze strachu przed kobietą, jakkolwiek całkiem możliwe, iż przed wiekami strach kobiety mógł się zrodzić z brutalności mężczyzny Dzisiaj jednak nadzwyczaj komicznie wygląda ta sztucznie wykreowana brutalność, nie mająca już nic wspólnego z prawdziwym charakterem dobrotliwego i spokojnego handlowca z Buenos Aires czy urzędnika z Rosario. „Człowiek nie jest ani aniołem, ani bestią; kto chce zeń uczynić anioła, czyni bestię” - to zdanie Pascala doskonale pasuje do naszego życia erotycznego, w którym nie istnieje człon pośredni, w którym wszystko zdąża do jakiejś niebywałej skrajności i w którym kobieta, przekształcając się w anioła, mężczyznę przemienia w bestię. Rzecz to dziwna, iż cywilizacja łacińska mogła osiągnąć taki stopień braku równowagi i zdrowego rozsądku, aczkolwiek nie należy zapominać, że geograficznie biorąc Hiszpania leży na jednym z krańców Europy Jednakże poza tradycją hiszpańską istnieje tu również nie mniej silna tradycja lokalna; przez wiele stuleci żyło na tych ziemiach o wiele mniej kobiet niż mężczyzn, więc kobieta była bardzo ceniona i upragniona... Dziś ta sytuacja w znacznej mierze się unormowała, nadal jednak żyjemy w nienormalnym klimacie psychicznym.


Maska erotyzmu

Dlatego kobieta południowoamerykańska musi uczynić wysiłek, aby przezwyciężyć swe atawizmy i stworzyć sobie bardziej realistyczne wyobrażenie o współczesnym mężczyźnie. Gdyby zechciała zrezygnować ze swego kostiumu „anioła”, „kwiatu”, „dziewczynki”, łatwiej mogłaby lekceważyć przebranie również u mężczyzny i powrócić do rzeczywistego życia. Po pierwsze, powinna ona wiedzieć, że mężczyzna ani w połowie nie jest tak erotyczny jak ona sobie wyobraża i jak to wyobrażają sobie sami mężczyźni w Ameryce Południowej. Ośmielam się na takie stwierdzenie wbrew wszystkim pozorom, gdyż ludzie tutaj nie tylko mają temperament, lecz również tak się ekscytują erotyką, ze niekiedy przybiera to formę manii. Każdy młodzieniec z łatwością popada w mniejszą lub większą przesadę, gdy opowiada przyjaciołom o swych milosnych przygodach. W ten sposób tworzy się cała legenda o „życiu erotycznym wszystkich innych”; każdy mężczyzna południowoamerykański jest w głębi duszy przekonany że wszyscy mają większe powodzenie, zażywają większych rozkoszy od niego i że tylko on skazany jest na ubogie i nieciekawe życie seksualne. Kiedy przechodzi k
obieta, wszyscy udają przesadne podniecenie, a udając podniecają się naprawdę. Rozmawiając z kobietą mężczyzna południowoamerykański zawsze udaje trochę więcej, niż odczuwa w rzeczywistości, to samo zaś robi kobieta; tym sposobem rodzi się między nimi coś, co mogłibyśmy nazwać „erotyką sztuczną”, „maską erotyczną”. Ale gdzież to, zapytacie mnie Państwo, jest taki kraj, w którym nie hołdowano by podobnemu sztucznemu podnieceniu? Takle zjawisko oczy-wiście istnieje we wszystkich częściach świata, tyle tylko, że tam obie płcie znają się i kontrolują lepiej oraz wykazują mniejszą naiwność wobec gry własnej wyobraźni. Gdy kobieta południowoamerykańska zrozumie, że „jej mężczyzna” jest o wiele „chłodniejszy”, niż się na zewnątrz wydaje, za to bardziej ludzki i zrównoważony, już to będzie można uważać za wielki krok naprzód. Jeśli zaś zrozumie jeszcze i to, że mężczyzna nie jest z natury cynikiem, lecz staje się cynikiem, gdy tak właśnie się go traktuje - dokonany będzie drugi wielki krok do przodu. Kiedy zaś nareszcie potrafi ona lepiej zapanować nad swymi snami o „mężczyźnie doskonałym”, „doskonalej miłości” tudzież „doskonałym zrozumieniu i szczęściu” - wówczas będzie można z nią rozmawiać w sposób sensowny i normalny.


Czekając na „wielką miłość”

Na początku tych zapisków stwierdziłem, ze nigdzie indziej na świecie wyobraźnia kobiety nie jest tak zdominowana przez mit miłości i dziewictwa. Wymawiając święte słowo „miłość” kobieta południowoamerykańska zdaje się ulatywać do niebios, jej oczy błyszczą... Zachwyca mnie ten idealizm, za sprawą którego
kobieta traci nie tylko swój wdzięk, ale i swoją godność. Jakoż nawet najpiękniejsze uczucia trzeba poddawać weryfikacji i kontroli, aby nie stały się pretekstami do innych, nie tak pięknych uczuć i pragnień. W swym kulcie miłości,jak i w pozostałych swoich uczuciach, kobieta południowoamerykańska wykazuje przede wszystkim pasywność; nie marzy o tym, żeby kochać, lecz żeby ją kochano, co bywa czymś zupełnie innym i nasuwa podejrzenie o... lenistwo. Jak to cudownie być kochaną i spędzać Życie w ramionach oczarowanego mężczyzny! Zarazem wszakże wielka miłość, miłość doskonała, służy jako wspaniała wymówka wobec wszystkich miłości mniej doskonałych, bardziej ludzkich, na które trzeba chuchać i dmuchać, i które nieraz wymagają nie tylko wysiłku, ale i ofiar. Czekając na "wielką miłość” kobieta południowoamerykańska po prostu ucieka przed zyciem, a jej ekstremizm i tym razem popycha ją w stronę izolacji i osamotnienia. W świecie współczesnym już nie wystarcza, by kobiety pozwalały się kochać; one same muszą kochać, tzn. aktywnie uczestniczyć w życiu tworząc sobie najrozmaitsze powiązania i oddając się różnym pasjom, włączając się w życie zbiorowe i narodowe, wreszcie znajdując sobie jakieś zajęcie. Jedynie taka szkoła, ciągły kontakt z praktyczną rzeczywistością może uleczyć je z mrzonek zrodzonych z lenistwa i bierności, owoców nudy i wygodnictwa. Pamiętam, że pewnego razu zapytałem jakieś dziewczę, co robi przez cały dzień. „Nic - odparła. - Wyglądam przez okno i czekam na miłość...”

Pretekst do ucieczki przed życiem
Do jakiego stopnia egzaltacji, przesubtelnienia, przewrażliwienia i sensualizmu może dojść wyobraźnia tych panienek, które nie żyją, lecz czekają, gdy tymczasem ich siostrzyce z innych ras i kontynentów udzielając się i walcząc w rozmaitych dziedzinach życia, wdrażają się do zdrowej dyscypliny duchowej i fizycznej, bez której człowiek pogrąża się we własnej słabości! W takiej atmosferze lenistwa i bierności również drugi wielki kult kobiety poludniowoamerykańskiej - kult dziewictwa, przemienia się w pretekst do ucieczki przed życiem i znieruchomienia w wiecznym oczekiwaniu. Kult dziewictwa, podobnie jak kult miłości, jest naturalną cechą każdej przyzwoitej kobiety toteż, rzecz jasna, każdy przyzwoity mężczyzna powinien zdjąć kapelusz przed tym pięknym i nieomal boskim kobiecym odczuciem. Wszelako w Ameryce Południowej odczucie to przekształciło się w społeczny przesąd o charakterze czysto praktycznym, stając się nadto czymś tak konkretnym i wyłącznie fizycznym, że ma już o wiele więcej wspólnego ze zmysłowością aniżeli z idealizmem. Mogłoby się wydawać, że życiowy program kobiety południowoamerykańskiej sprowadza się do tego oto: dopóki nie wyjdę za mąż, zachowuję dziewictwo, jestem na utrzymaniu tatusia i powinnam się pilnować. Potem mąż zapewni mi miłość, ognisko domowe i szczęście. Jakże to skromniutki ijakże wygodny program! Walczmy o życie dla kobiet! Nowa generacja powinna wyjść z domu, zmierzyć się z rzeczywistością, sprawdzić się, oczyścić swoją wyobraźnię. Wówczas kobieta południowoamerykańska odzyska świadomość swych ogromnych sił, dynamikę własnej młodości, pozostawiając za sobą cały ten smutny świat lęków, słabości, egzaltacji - pusty świat wiecznego czekania.
O przyzwoitości kobiecej

Nasze czarujące damy muszą znieść jeszcze jeden, ostatni, atak, ostatnią już krytykę. Potem przyjdzie czas rewanżu, gdyż zajmiemy się płcią brzydką. Narzekania przeciętnego Latynoamerykanina na kobiety są liczne i gorzkie, ale najczęściej przypadkowe i fragmentaryczne. Od razu widać, że literatura niedostatecznie rozpracowała ten temat i że obie strony wikłają się w gąszczu szczegółów zamiast zmierzać wprost do sedna. Co mówią między sobą chłopcy kiedy rozprawiają o płci pięknej? Otóż mówią, że odbywają one nie kończące się rozmowy telefoniczne. Ze dostają szalu widząc w Maipń czy Suipacha trzy lub cztery dziewoje, spacerujące pod rękę w godzinach największego ruchu i zajmujące całą szerokość chodnika. Ze kobiety są „fałszywe”. „Dlaczego się skarżą na naszą agresywność
- pytał jeden młody człowiek - skoro robią wszystko, żeby ją pobudzić? Kiedy jakaś babka ma ładne nogi, pokazuje je aż do kolan, żeby potem rozpowiadać: Jakiś idiota gapił się na moje nogi w autobusie; jak gdyby nigdy nie widział nóg!”. A znów inny powiedział mi: ‚Złości mnie, kiedy widzę, jak łatwo oszukać kobietę najbardziej banalnymi, najgłupszymi pozorami. Wąsik, krawat... ężczyzna dystyngowany-, mężczyzna wytworny- to dla nich bożyszcze. A jeśli w dodatku jest wysoki, topnieją jak wosk”. Krytyka pod adresem płci pięknej sprowadza się zazwyczaj do tego rodzaju luźnych uwag i wyrzutów Stymuluje ją ponadto wysokie mniemanie, jakie o życiu erotycznym w Europie ma mieszkaniec Południowej Ameryki. Jednakże i w tym punkcie potoczna wyobraźnia musi zostać wyleczona i oczyszczona z przekonań przesadzonych i naiwnych; na szczęście -czy nieszczęście - kobieta zawsze jest kobietą, tak w Ameryce, jak w Europie. Powszechne przeświadczenie, iz w Europie „nie ma przesądów” i że szczęśliwy Europejczyk może zaspokajać wszystkie swe pragnienia, okazuje się bardzo szkodliwe dla amerykańskiej kultury seksualnej. Co dziwniejsze, fascynacji tym naiwnym mitem „europej sklej swobody” ulega nie tylko zwykły przeciętny mężczyzna, ale i intelektualista, pisarz, artysta...Ileż mitów, legend i skrzywień wyobraźni składa się na erotyczny dramat południowo-amerykański!

w.s.i.

Kolejny pomysł na igrzyska. Ujawnienie raportu zapowiadane hucznie, okazało się kolejna kompromitacją, tych dziwnych, wrogich Polsce rządów. Efekt jest taki, że będą rozprawy o zniesławienie, a nasz wywiad jest pośmiewiskiem. Kompromitacja absolutna. Szkoda mi tych wszystkich ludzi, którzy mogą na tym bardzo ucierpieć, także tych, którzy z miłości dla ojczyzny, zostaną teraz podeptani, przez ludzi CHORYCH. "Dzieje głupoty w Polsce", jak widać są nieustannie kontynuowane a ich charakter, nieznacznie się zmienia.

sobota, lutego 17, 2007

Znalezione w sieci: Część 1(4)

Autor: W. Gombrowicz


Kobiety samotne idące spiesznym krokiem


Artykułem niniejszym rozpoczynamy cykl szkiców opatrzonych ogólnym tytułem Nasz dramat erotyczny, a dotyczących kwestii o wielkim społecznym znaczeniu. Autor rozpatruje ją z punktu widzenia obiektywnego i naukowego. Dzięki swej znakomitej kompetencji i godnej uwagi zręczności pióra potraf on naświetiić rozmaite strony tego zagadnienia, które z samej swej istoty nastręcza duże trudności, zwłaszcza gdy dla celów anaLizy trzeba je konfrontować z twardą rzeczywistością.


Ktoś, kto powraca do Argentyny po wielu latach (czy nawet dziesięcioleciach) życia za granicą, zdumiony jest ogólnym rozwojem kraju. Ile łazienek, lodówek, jaki ruch na ulicach, jakie bogactwo, ile przyjemnie wyglądających ludzi, jak bardzo ucywilizowały się formy społecznego współżycia! Oto kraj spokojny i zacny, uczciwy i szczęśliwy, kraj do szpiku kości łagodny.. A przecież coś w nim nas szokuje, wywoluje wrażenie czegoś wręcz okrutnego; są to rozmaite aspekty życia erotycznego Buenos Aires, jakie obserwować można na jego ulicach. Panny i panie chodzą po nich ze spoj rzeniem utkwionym w przestrzeń, nie śmiąc nawet popatrzeć na mężczyznę. Nie mogą spojrzeć na mężczyznę, gdyż zostałoby to źle zrozumiane. Wrażenie, jakie owa nieobecność kobiecego spojrzenia wywiera na przybyszu, jest wstrząsające. Ulica wydaje się ślepa. Za to mężczyźni - i owszern, przypatrują się kobietom, ba, pochłaniają je wręcz swymi spojrzeniami. Kiedy człowiek wchodzi do kawiarni w towarzystwie kobiety, dwadzieścia głów zwraca się w jej stronę, dwadzieścia par oczu kieruje się ku biednej oherze. Gdy zaś ta kobieta musi wieczorem wracać do domu samotnie, powinna bardzo się spieszyć. Ach, te kobiety samotne, pędzące wieczorem, jakby je ktoś gonił! W tym kraju nadal jeszcze istnieją w kawiarniach „salony familijne”, żywy jest także zwyczaj, wręcz mania, nachalnego komplementu.
Pozory a rzeczywistość
Bardzo prędko dochodzimy do wniosku, że nie są to wyłącznie pozory, ale że istotnie wszyscy tutaj czują się głęboko niezadowoleni, nawet rozgoryczeni swoim życiem erotycznym. Nie ulega wątpliwości, że współżycie mężczyzny i kobiety w Ameryce Południowej sytuuje się grubo poniżej poziomu tego, czym mogłoby być. Ten stan rzeczy odbija się na życiu całego kontynentu. Zadziwiająco wielka w porównaniu z Europą jest tutaj liczba złych małżeństw, a kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że tutejszy materiał ludzki pod wieloma względami przewyższa europejski oraz że zarówno mężczyznom, jak i kobietom w Ameryce Południowej bynajmniej nie brak zalet takich jak inteligencja, dobroć, uczciwość i szczerość -ta głęboka i głucha walka płci wydaje się czymś niezrozumiałym, prawie sztucznym. Trzeba stwierdzić, co następuje: w Argentynie, gdzie istnieją wszelkie warunki do życia szczęśliwego i zdrowego, niemal nikt nie jest szczęśliwy, gdyż tutaj ani kobieta nie uszczęśliwia mężczyzny, ani mężczyzna kobiety. Natomiast argentyńska melancholia bynajmniej nie rodzi się na pampie, lecz po prostu z erotyzmu szamocącego się pośród form anachronicznych i niezdrowych, zanadto prymitywnych. W każdym kraju toczy się jakaś wojna; wojna tutejsza nie ma charakteru wałki politycznej, wrze natomiast zaciekła i mroczna walka między płciami. Najciekawsze w niej jest to, że publicznie niemal się o niej nie mówi. Jedynie z wielkim trudem tu i ówdzie w prasie czy w literaturze można by odnaleźć odbicie tego stanu rzeczy, który staje się społeczną klęską. Prasa i literatura podchodzą do tego zagadnienia na dwa odmienne sposoby, z których żaden, szczerze powiedziawszy, nie jest dla mnie przekonujący Oto z jednej strony mamy namaszczoną retorykę, zapewne bardzo dostojną, ale ciut monotonną, z drugiej zaś - ton jakby nieco zbyt lekki, niekiedy popadający wręcz w przesadny infantylizm. W literaturze dla kobiet panuje taniutki sentymentalizm, nieznośny patos, zdumiewający konwencjonalizm, autorzy zaś, jak się zdaje, żywią mocne przekonanie, że „z kobietami nie można inaczej”. Czyżby więc wszystko to, co mówi się kobiecie albo o kobiecie, koniecznie musiało tonąć w pustej retoryce bądź w naj trywialniejszym, konwencjonalnym banale? Otóż brak prawdziwej powagi wobec kwestii o tak podstawowym znaczeniu nie moze już satysfakcjonować nikogo - ani duchownego, ani konserwatysty, ani lewicowca, ani wreszcie jakiegokolwiek bądź obywatela, który po prostu pragnie być szczęśliwy. Ponadto to, co się pisze publicznie, bardzo się różni od tego, co się mówi prywatnie.
Co się mówi prywatnie
Prywatnie wszyscy narzekają. Narzekają przede wszystkim kobiety, gdyż to właśnie one w swej delikatności uczuć urażane bywają najbardziej, to ich właśnie głęboka otwartość na miłość cierpi najmocniej wskutek tej przepaści duchowej i społecznej dzielącej obie płcie. Walka między płciami jest czymś nieuniknionym; równie oczywiste jest, że w tej walce kobieta reprezentuje interesy społeczeństwa. Pragnienia kobiety, chcącej wszak założyć rodzinę i zostać matką, są nieskończenie bardziej poważne, jej zaś odpowiedzialnosc - znacznie większa, i musi to być uszanowane. Najważniejsze jednak, że ta walka to koniec końców nic wyłącznie walka, gdyż jej wynikiem staje się najbardziej chorobliwa pod słońcem samotność obu płci! Jeśli mężczyzna marzy tylko o zdobyciu kochanki, a kobieta - o zdobyciu męża, wówczas nic, tylko umierać z nudów! Jest oczywiste, że cały mechanizm społeczny powinien zmuszać mężczyznę do ożenku i założenia rodziny,jest tedy czymś najzupelniej zdrowym, jeśli społeczeństwo i kobieta skazują nieszczęsnego kawalera na permanentny brak satysfakcji, z którego uleczyć go może jedynie małżeństwo. Jeśli jednak mechanizm ten staje się nazbyt sztywny, nazbyt „mechaniczny” to wskutek tego kobieta ucierpi jako pierwsza. Poza współżyciem doskonałym, realizującym się pomiędzy jednym mężczyzną i jedną kobietą małżeństwie, istnieje również współżycie społeczne i powszednie wszystkich mężczyzn ze wszystkimi kobietami, i dla społeczeństwa wcale nie jest ono mniej ważne. Jednakże w społecznościach południowoamerykańskich kobieta nadal jest u krywana, czyni się z niej łup i nagrodę. Oto ona - wieczne dziecko, „dziewczynka” wyłączana z życia społecznego, umysłowego, narodowego, o osobowości spara liżowanej, istota skazana na wieczne czekanie.
Młodzież
Rozmawiając z wieloma młodymi ludźmi przekonałem się, że młodzież tutejsza bardzo się różni od swych europejskich braci i sióstr. Jest tu mniej wesołości, mniej witalności i zapału. Młodzi ludzie wydają się tu nieco przygaszeni; są spokojni i dobrze wychowani, zrównoważeni, lecz również przygaszeni. Tym, czego im brak, jest zachwyt, urzeczenie, jakie rodzi się między chłopcem i dziewczyną, gdy w ich obcowaniu wzajemnym jest coś więcej niż tylko elementarny popęd fizyczny. Owi chłopcy są świadomi, że marnują swoją młodość, i napełnia ich to goryczą, hamuje duchowym rozpędzie. Żyją osobno. Młodzież południowoamerykańskajest bez wątpienia mniej „kochliwa” od europejskiej, a jej ogromny kapitał zapału idzie w zatratę na skutek owej smutnej izolacji, która zresztą również pobudza - ale do złego.
Spojrzenie całościowe

Ogólna panorama południowoamerykańskiego życia erotycznego jest, jak widać, dość dramatyczna. Skądinąd właśnie ten nadmiar ciemnych barw skłania do optymizmu, jako że cała ta sytuacja dalece już nie odpowiada potrzebom i możliwościom przeciętnego Amerykanina, o wiele bardziej dojrzałego od swych obyczajów. Otchłań lęku i nieufności uniemożliwia ludziom wypracowanie naturalnego, nacechowanego równowagą sposobu bycia. Mężczyzna doskonale mógłby w stosunkach z kobietą być bardziej przyjacielski i ludzki, ale kobieta się go boi, a ta uporczywa, ślepa nieufność kobiety rani go i budzi w nim najgorsze instynkty. Kobieta, o wiele inteligentniejsza, niż się zwykle wydaje, doskonale mogłaby wywierać zbawczy wpływ na mężczyznę, on wszelako traktuje ją jak dziewczynkę, chce, by była dziewczynką... no więc owo biedactwo, malutka „dziewczynka”, robi się jeszcze mniejsza na swych wysokich, niewygodnych obcasach. Mężczyzna zbarbaryzowany, kobieta skarłowaciała - oto para aktorów południowoamerykańskiego dramatu erotycznego. Rozmawiałem na ten temat z przyjacielem, pisarzem R., i chciałbym zrelacjonować tutaj tę rozmowę.
Ja: Dlaczego prasa i literatura nie usiłują poddać „reedukacj i” południowego Amerykanina w sprawach wzajemnego współżycia?
On: Niech pan nie sądzi, że można tu wiele zrobić. Zyjąc tyle lat za granicą zatracił pan wyczucie naszej rzeczywistości. Jesteśmy tacy jacy jesteśmy, i byłoby śmieszne, a także niebezpieczne importowanie tutaj obyczajów europejskich.
Ja: Daleki jestem od importowania obyczajów, ani tym bardziej północnoamerykańskiej „swobody obyczajowej”. Nie, nie o to chodzi, by zmieniać obyczaje!
On: No więc o co?
Ja: Oto moja diagnoza: sądzę, że wszystkie te schorzenia, o jakich mówiliśmy, pochodzą głównie z anachronizmu pewnych wyobrazen. Mężczyzna przywykł do wyobrażania sobie kobiety w pewien sposób i szukania w niej pewnych wartości, innych zaś nie. Kobieta oczywiście stara się zaspokoić te pragnienia mężczyzny, który z kolei podobnie postępuje względem niej. Często jednak nasza wyobraźnia nie nadąża, paraliżują ją najrozmaitsze atawizmy, nawyki mentalne, odziedziczone przekonania; okazuje się ona, by tak rzec, bardziej zacofana od nas samych.
Źródło południowoamerykańskiego dramatu erotycznego tkwi właśnie w tym, że mężczyzna wyobraża sobie kobietę w sposób zbyt ciasny, naiwny i nachroniczny i vice yersa. Wszelako wyobraźnia południowego Amerykanina nie tylko jest zacofana; cierpi ona również, jak się wydaje, na pewne kompleksy, co łatwo pojąć wziąwszy pod uwagę ową sztuczność i napięcie panujące między obiema płciami. Tak czy owak jedno jest pewne: wszyscy musimy dokonać wielkiego wysiłku, aby dogłębnie zrewidować naszą wyobraźnię, a przede wszystkim naszą mitologię erotyczną.
On: Zadanie chyba dość niewdzięczne...
Ja: Przeciwnie, i powiem panu, dlaczego czuję się pełen nadziei. Otóż w wielu krajach byłem świadkiem takiego zbiorowego wysiłku w celu odnowy i reedukacji i przekonałem się, że jest to coś niezwykle pilnego i że wszyscy witają to z największą wdzięcznością. Gdy wszyscy w głębi duszy czują anachronizm swoich mitów, upodobań, pragnień, wyobrażeń, wystarczy tylko wyrazić to powszechne niezadowolenie, aby cały ten paraliżujący i uprzykrzony system runął. Czy nie należałoby powołać Ministerstwa Spraw Erotycznych?

Powszechny jest błędny pogląd, że życie erotyczne każdego człowieka jest czymś dyskretnym i prywatnym, a W pewnym sensie nawet antyspołecznym.


Skoro wszyscy narzekają i wszyscy są niezadowoleni, to dlaczego znaczna część południowoamerykańskiej opinii publicznej z taką biernością odnosi się do jakiejkolwiek reformy zmierzającej do usunięcia zarówno drobnych, jak i wielkich kłopotów we współżyciu erotycznym? Jakie są przyczyny tego uporczywego, traclycj onalistycznego konserwatyzmu, który ślepo odrzuca wszelkie reformy, zarówno nietrafne i źle pomyślane, jak i dobre, potrzebne i nieuniknione? Latynos w głębi duszy jest bardzo romantyczny; nie chce myśleć o utrudnieniach chronicznie nękających ludzi w życiu codziennym, bo przecież „gdy przychodzi prawdziwa miłość, wszystko staje się nieważne”. Przeciwstawia on miłość erotyzmowi, tzn. całej tej grze instynktów i namiętności między kobietami i mężczyznami, którzy nie kochają się, lecz tylko przyciągają nawzajem. Tylko miłość może rozwiązać konflikt między obiema piciami, toteż nie warto zbytnio przejmować się nieuniknionymi cierpieniami tych, co nie potrafią kochać. Ba, im więcej cierpią, tym lepiej. W tym wyznaniu wiary w miłość daje się odczuć wpływ mentalności hiszpańskiej - surowej, wzniosłej, romantycznej i skrajnej. Jakikolwiek nazbyt „higieniczny” pogląd na tę świętą sprawę Latynosowi nieuchronnie wyda się plaski i szokujący. Z obrzydzeniem będzie on patrzył na wysiłki gwoli wprowadzenia na ten teren zdobyczy nowoczesnej psychologii czy też po prostu odrobiny zdrowego rozsądku. Dla konserwatystów tego rodzaju erotyka nie jest sprawą poważną; poważna jest jedynie miłość. My w niniejszych uwagach bronimy tezy, że jakkolwiek miłość to sprawa bardzo serio, również erotyka jest - w aspekcie wszelkich swoich konsekwencji psychicznych i społecznych - sprawą dość poważną. Wielkie uczucia kształtują człowieka w o wiele mniejszym stopniu aniżeli właśnie te całkiem drobne i przyziemne czynniki jego Życia codziennego i środowiska. Wielkie porywy duszy są czymś stosunkowo rzadkim, każdy natomiast człowiek doznaje drobnych, ledwie zauwazalnych wzlotów i upadków Ponadto do uczuć wielkich człowieka przygotowują tysięczne uczucia całkiem małe. Czy „wielka miłość” może w sposób nagły uleczyć dziewczynę albo chłopca wyedukowanych w szkole lęku, bierności i nieufności? Europa już jakiś czas temu zrozumiała to wszystko i nikt, nawet w najbardziej zachowawczych kręgach opinii społecznej, nie próbuje tam traktować jako błahostki tego, co moglibyśmy okieślić mianem normalnego, codziennego współżycia obu płci. Przeciwnie właśnie kręgi najbardziej konserwatywne najwięcej zajmują się tą kwestią, wiedzą bowiem, że to im zagraża ona najbardziej. Warstwom ludowym trudne warunki życia nie pozwalają na żadną ekstrawagancję ani przesadę, która zaczyna się dopiero wraz z luksusem. Wszelako przesada i eksces wyrażają się nie tylko we wstrętnych przywarach i rozwiązłości. Warstwy wyższe grzeszą również przesadą w cnocie, gdy zamiast być zdrową i zrównoważoną, staje się ona histeryczna i przejaskrawiona. Owe mistrzynie cnoty pojawiające się w sferach wyższych i pragnące oczyścić wszystko wokoło są nieraz produktem luksusu jeszcze bardziej niezdrowym niż grzechy, jakie zwalczają. Również wybujały .„idealizm”, cechujący niektórych członków tej warstwy, ich nadwrażliwość moralna i estetyczna nie zawsze bywają przekonujące. Jeżeli warstwa - nazwijmy ją tak -uprzywilejowana chce zachować swój wpływ na społeczeństwo oraz należny sobie prestiż, musi zacząć od surowej samokrytyki i od wy-rzucenia przez okno wszelkich cnót zrodzonych w hermetycznej atmosferze salonu. Oprócz tego wszystkiego utrzymuje się w Ameryce Południowej przeświadczenie, iz życie erotyczne każdego człowieka, właśnie w swoim zwyczajnym, codziennym aspekcie, jest czymś dyskretnym i prywatnym, w pewnym sensie nawet antyspołecznym. Erotyka radzi sobie, jak umie, gdzieś w cieniu; przedmiotem godnym oficjalnej czci jest jedynie miłość. Jeśli konserwatywna myśl latynoamerykańska taki nacisk kładzie na miłość, a przemilcza erotyzm, to dlatego, że sądzi, iż w ten sposób służy ojczyźnie i społeczeństwu. Ciekawe byłoby także porównanie postawy kół prawicowych w Europie i w Ameryce. Otóż w Europie tymi, którzy zrozumieli najlepiej, że w życiu zbiorowym i narodowym erotyce przypada rola ważniejsza niż miłości, byli właśnie nacjonaliści. Powód jest bardzo prosty: miłość rodzi się pomiędzy jednym mężczyzną i jedną kobietą, tymczasem erotyka mieści w sobie relacje między wszystkimi mężczyznami i wszystkimi kobietami. Uczucie miłości, nieporównanie głębsze, pełnego urzeczywistnienia doznaje w rodzinie; erotyzm atoli, niby niewidzialny most, łączy w każdej chwili wszystkich synów i wszystkie córki danego narodu stanowiąc, na kształt słońca, niewyczerpane źródło energii. Kiedy miody człowiek wychodzi na ulicę i staje w obliczu dziesięciu tysięcy kobiet, z których każda go pociąga, jest z pewnością znacznie bliżej ducha zbiorowości niż wówczas, gdy obcuje z tą jedną jedyną, własną, ukochaną. Otóż właśnie w tej bezustannej, niepochwytnej grze instynktów namiętności, wzajemnych oczarowań, zabawy, rozmów z kobietami kształtują się w narodzie wzorce twórczego donżuanizmu, męskości i kobiecości, rodzi się piękno i entuzjazm. Wspólnocie, która jeszcze nie w pełni stała się narodem (a tak było w Ameryce jeszcze kilkadziesiąt lat temu), wystarcza bezpośredni cel instynktu erotycznego - prokreacja. Obywatel się żeni, ma liczne potomstwo, którym należycie się opiekuje, i to az nadto wystarczy Jednakże w narodzie kobieta i mężczyzna łączą się nie tylko w celu prokreacji, ale także po to, by nawzajem wywierac na siebie czar, i z tego właśnie oczarowania rodzi się ojczyzna. I nie jest tak, iżby jedna tylko kobieta miała wywierać czar na jednego tylko mężczyznę, ale wszystkie mają czarować wszystkich - i na odwrot. Skoro jednak w imię interesu zbiorowego spycha się w cień wszystko to, co nie zdołało osiągnąć poziomu miłości, uczucia i małżeństwa, wówczas bardzo jest trudno pozytywnie ukierunkować te namiętności. Myśl konserwatywna w Południowej Ameryce nadal wzdraga się przed spojrzeniem na te sprawy pod kątem innym niż wyłącznie „domowym” (rodzina, stadło, prokreacja), choć przecież samo życie coraz energiczniej wyciąga nas wszystkich na ulicę. Tutaj ojcowie nie pomagają synom w kłopotach erotycznych, gdyż w ich oczach godne uwagi są jedynie sprawy takie jak zdrowie i szkoła. Poza tym chłopak „niech sobie radzi, jak urnie”- aż do końca, czyli do dnia ślubu. No i biedak radzi sobie, jak potrafi, często nad wyraz żałośnie. Ale i zbiorowość nie przychodzi z pomocą jednostce: wszystko, co ma związek popularną rozrywką, z organizacją społecznego współżycia mężczyzn i kobiet, z likwidacją anachronizmów i przesądów - jest zwykle traktowane jako coś mało istotnego. Społeczeństwo troszczy się o robotnika przez wszystkie dni tygodnia z wyjątkiem soboty i niedzieli. Chociaż jest wątpliwe, czy „Ministerstwo Spraw Erotycznych” byłoby innowacją szczęśliwą, żadnej chyba nie podlega wątpliwości, że jakaś akcja ze strony państwa, pośrednia i dyskretna, byłaby w tej dziedzinie ogromnym dobrodziejstwem dla wszystkich. Na przykład propaganda handlowa przez radio, dziś służąca jedynie do niesłychanego wręcz ogłupiania duszy ludu, mogłaby stać się znakomitym i potężnym narzędziem właściwego wychowania. Dopóki wszakże lęk, fałszywy wstyd i beztroska panują w najwyższych kręgach opinii publicznej, dopóty rządy nie mogą zrobić nic, a południowoamerykański erotyzm „radzi sobie, jak może”, gdzieś w mrokach absolutnie prywatnej anarchii. One chcą być kwiatami
Aktualny poludniowoamerykański ideał urody kobiecej nikogo już nic zadowala a wszystkim zaś szkodzi. Jest to jeden z najpoważniejszych i najbardziej palących problemów naszej kultury
W poprzedniej notatce stwierdziliśmy, że xy celu uzdrowienia zycma erotycznego w Poludniowej Ameryce trzeba wpierw uzdrowić erotyczną wyobraźnię mężczyzny i kobiety, nazbyt ciasna anacbroniczną. ( Główny powód naszego kiepskiego, niedoskonałego współżycia seksualnego polega na tym, że zarówno) mężczyzna wobec kobiety, jak i kobieta wobec mężczyzny udaje kogoś innego, niż jest w rzeczywistości, wyobrażając sobie, że taką fikcyjną i sztuczną osobowością łatwiej będzie pozyskać milosc partnera i osiągnąć szczęście. Ten naiwny i uparty karnawał nie zatrzymuje się ani na chwilę, ba, stal się już zwyczajem, a nawet rytuałem. Dokonajmy teiaz małej analizy „erotycz nego sposobu bycia” kobiet południowoamerykańskich, starając się wykryć niektóre spośród owych zafałszowań. Od razu formułujemy tu pewną definicję: tym, co najbardziej paraliżuje kobietę południowoamerykańską i najmocniej jej szkodzi‚jest fakt, że nie chce ona być kobietą, lecz kwiatem i dzieckiem.

wtorek, lutego 13, 2007

Z okazji święta zakochanych, wszystkim którzy kochają:

Krwawy diament (Blood Diamond)



Zobaczyłem, więc się podzielę swoimi odczuciami. O treści postaram się jak najmniej, ponieważ nie chcę nikomu psuć zabawy, bo od razu mogę napisać, że film warty uwagi.
Ma przesłanie, które mogę polecić wszystkim osoba podniecającym się wielkimi problemami świata. Za to napisze o tym co mnie męczyło w tym filmie. Leonardo DiCaprio. Świetny aktor, wiele świetnych ról. Ale tutaj to jakaś parodia.



Niedorozwinięty cwaniaczek, który wypił za dużo kawy. Przez cały film, jest nie prawdziwy, czasem śmiesznie absurdalny. Nie pasuje, za gładki, za ładny. Świetnie odegrana ostatnia scena, tutaj widać kunszt.
Tyle w temacie.

KRAV MAGA W PIGUŁCE

Ty też, szukasz pomysłu jak ciekawie spędzić ferie?

Specjalnie dla Ciebie przygotowaliśmy:
INTENSYWNY KURS KRAV MAGA dla początkujących!

W programie:
- poznasz izraelskie sposoby atakowania przeciwnika, których podstawowym celem sa strefa kroku, krtań i oczy
- dowiesz się jak radzić sobie z duszeniami i różnego rodzaju chwytami
- poznasz izraelskie możliwości obrony przed kopnięciami, uderzeniami pięścią czy narzędziem tak w pozycji stojącej jak i parterze
- spędzisz czas w atmosferze przyjaźni i rozwoju psycho-ruchowego :-)

TWÓJ WIEK I KONDYCJA SĄ BEZ ZNACZENIA - POMOŻEMY KAŻDEMU!

Termin:
19-23 luty, tj.
poniedziałek-piątek (codziennie)
godz. 9.00 - 12.00

łącznie 15 godzin treningu - to więcej niż miesiąc treningu w regularnej sekcji!

Rezerwacja miejsc oraz pytania:
Paweł Jagodzik
GSM 502 22 15 15
poczta@kravmaga.tgory.pl

Mężczyźni będą mogli legalnie sprawdzać ojcostwo

PAP 14:05

Testy genetyczne przeprowadzone bez zgody dziecka i matki są nielegalne i nie mogą być uznane za dowód w procesie sądowym o zakwestionowanie ojcostwa - orzekł niemiecki trybunał konstytucyjny, zobowiązując równocześnie rząd do stworzenia podstaw legalnego wyjaśniania przez mężczyzn ich wątpliwości co do ojcostwa.

Z szacunków telewizji publicznej ARD wynika, że rocznie nielegalne badania DNA rzekomych dzieci przeprowadza 40 tys. niemieckich mężczyzn.


REKLAMA Czytaj dalej



Sędziowie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe oddalili skargę mężczyzny, który początkowo uznał córkę swojej partnerki za swoje dziecko, a następnie, w związku z wątpliwościami, przeprowadził w prywatnym laboratorium test DNA. Bez zgody matki i córki wykorzystał do tego celu ślinę znajdującą się w gumie do żucia dziecka. Opierając się na wynikach badań, całkowicie wykluczających jego ojcostwo, mężczyzna wystąpił do sądu o uznanie, że nie jest biologicznym ojcem. Sąd oddalił wniosek, nie uznając za dowód testu przeprowadzonego w tajemnicy przed matką i dzieckiem.

W wydanym wyroku trybunał zobowiązał niemiecki rząd do opracowania do 31 marca 2008 roku projektu ustawy umożliwiającej mężczyznom legalne wyjaśnienie wątpliwości co do ojcostwa. Prawo matki i dziecka do zachowania w tajemnicy informacji genetycznych nie zasługuje na większą ochronę niż prawo rzekomego ojca do wyjaśnienia kwestii pochodzenia dziecka - podano w uzasadnieniu.

Wykonanie testu powinno być możliwe już w przypadku istnienia zwykłych wątpliwości co do ojcostwa, a nie - jak obecnie - gdy istnieją po temu "konkretne przesłanki". Nowe przepisy powinny - zdaniem sędziów - umożliwić mężczyznom, których biologiczne ojcostwo nie zostało potwierdzone, do zachowania roli ojca prawnego, bez zrywania związków z dzieckiem i rodziną.

Komentując orzeczenie trybunału, telewizja publiczna ARD uznała, że jest ono właściwie, mimo pozornej porażki, sukcesem wnioskodawcy. Powód zainicjował coś, co za jakiś czas zaprocentuje stworzeniem legalnego systemu służącego sprawdzaniu, czy jest się ojcem biologicznym, czy też nie - powiedział komentator Karl-Dieter Moeller. (js)

Jacek Lepiarz
źródło: http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8729426&rfbawp=1171382656.580&ticaid=13372

Ja osobiście, w pełni popieram prawo mężczyzny, do pewności.

piątek, lutego 09, 2007

a jednak...

"...I prawie każdy potrafi zrozumieć, że jeżeli byliśmy "miastem węgla i stali", to po likwidacji kopalń i hut (z wyjątkiem jedenego zakładu górniczego), konsekwencje tych decyzji będą rzutowały na sytuację w gminie przez dziesiątki lat. Nikt nie zmieni z roku na rok struktury społecznej, struktury wykształcenia, a szkody górnicze będą rzutowały na życie miasta przez dziesiątki lat. Wszak na niektórych terenach szkody te uniemożliwiają na przykład lokowanie inwestycji...."

Autor: Prezydent Piotr Koj
źródło: http://piotrkoj.blog.onet.pl/

czwartek, lutego 08, 2007

niedziela, lutego 04, 2007

Rozstania i powroty (Breaking and Entering)



Tak się złożyło, że wylądowałem na seansie kinowym. Generalnie nic nadzwyczajnego, jednak mało mam czasu na rozrywki, ostatnimi czasy, więc radość z tego faktu była duża. Stojąc w nieskończonej kolejce zabrzańskiego Multikina, zdałem sobie sprawę jaki zbawienny wpływ ma na mieszkańców ogromnego osiedla, taka instytucja niosąca rozrywkę. Dając przyjemną alternatywę miejscowej młodzieży, przy spędzaniu wolnego czasu. Ale nie o tym chciałem pisać.

Generalnie aktualny repertuar kinowy, mało dla mnie pociągający. Jednak w planie, było obejrzenie pewnego dramatu. "Rozstania i powroty", trudno jest mi napisać, czego się spodziewałem, bo spodziewałem się, że uda mi się nie zasnąć. O dziwo, udało się. Nie należy się spodziewać wartkiej akcji, gdyż jej nie ma. Tym czym widz może się fascynować, przy oglądaniu tego fimu, jest różnorodność ludzkich uczuć, i ich uwarunkowania.



Mamy do czynienia, z życiorysami kilku różnych postaci, które diametralnie się od siebie różnią, a przypadek sprawia, że ich drogi się krzyżują. Każda z tych postaci, w swojej nieprawdopodobnej i nieszablonowej kreacji, wydaje się być paradoksalnie bliska nam przez co bardziej rzeczywista. Forma oraz poziom dialogów, często pełnych metafor, dodam nie łatwych, daje możliwości głębszej refleksji nad tym co najciekawsze, czyli uczuciami bohaterów. Fabuła raczej średnia, nic wyjątkowo ciekawego, czasem nawet tandetnie przeciętna. Jednak w tym filmie, nie do końca chodzi o akcję, jak już wspomniałem na początku. Komu mogę polecić? Przede wszystkim paniom, bo jest tam wiele uczuć które są bliskie raczej kobietom. Jeżeli chodzi o panów, to gdy potrzebują refleksji oraz chwili wyciszenia.
Kamera i muzyka, bez specjalnych zachwytów. Gra aktorów dobra, szczególnie aktorki odgrywające główne role, prócz gry aktorskiej, dają dużo przyjemności także dla oka.




ps. Dzisiaj miałem pyszne śniadanko. Dziękuję.

czwartek, lutego 01, 2007

Nikita CHAMPION POLSKI!!!



Wszystkich zainteresowanych, pragnę z przyjemnością poinformować, iż moja sunia Nikitka, w sobotę tj. 27 stycznia 2007 r.,na krajowej wystawie psów w Głogowie, ukończyła drogę, którą należy przebyć, w celu uzyskania tytułu Championa Polski.Nie będę zanudzał o trudzie i poświęceniach, jakie wiążą się z pracą, którą należy wykonać, jednak muszę stwierdzić z satysfakcją, że było warto i jest to bardzo przyjemne. Na jednym ze zdjęć widać moją sunie, w tow. zawodowej "handlerki" Asi, przy tabliczkach informujących o pierwszym miejscu, oraz o certyfikacie, który jest potrzebny do uzyskaniu tytułu Championa Polski. Wcześniej musieliśmy zdobyć takie certyfikat na międzynarodowej wystawie(w naszym przypadku w Opolu) oraz jeszcze jednej krajowej. Oceny psów musiały pochodzić od różnych sędzi.


sobota, stycznia 27, 2007

Tiesto - Beautiful Things

Coś pozytywnego na weekend

czwartek, stycznia 25, 2007

H. G. W.

W Polsce, jak zawsze odbiegając od tematów istotnych, które mają kluczowe znaczenie dla egzystencji naszej zbiorowości, znalazł się temat zastępczy. I właśnie na ten temat chciałem się wypowiedzieć.

Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, nie dopełniła formalności, związanych z objęciem prze nią prezydentury w Naszej stolicy. Konsekwencjom, ustawową, jest utrata mandatu. Zacznę od PO i p. Gronkiewicz-Waltz. Nie potrafię sobie uświadomić, jak można dopuścić do takiego niedbalstwa. Wszyscy chcielibyśmy żyć w państwie, gdzie przestrzega się prawa. A przykład musi iść skądś. Nie z dołów, ale z góry. W obecnej sytuacji, należy się starać z całych sił, by pokazać, że prawa należy przestrzegać, że przepisy są po to, by naprawdę żyło nam się lepiej. A tutaj mamy "bezpłodną" PO, która nie potrafi należycie usadowić się na tak korzystnej posadzie jaką jest Prezydent Warszawy. Sama pani Hanna Gronkiewicz-Waltz, świadoma swojej (czy sztabu, bo to raczej ich problem) pomyłki, nie potrafi należycie się ukoić, woli udawać, że
ona dalej jest super, extra nieomylna. Pomimo, że problem, który występuje, ma bardzo nikły ciężar gatunkowy, to nigdy nie powinien nastąpić, bo świadczy o "bylejakości". Byle jakie prawo...itd.

Cała problematykę, oczywiście z największą przyjemnością wykorzystuje partia, która w prawie każdym swoim posunięciu, działa na szkodę Polski. Politycy PiS, których można określić, jako już znanych z omijania prawa, nie respektowania zasad moralnych oraz z CHAMSTWA! Raduje ich, że pomimo porażki w stolicy, mogą kogoś kopnąć, w stylu posła Kurskiego. Istotny komunikat dla ludzi ograniczonych:"zobaczcie! my ich kopiemy!". Każdy niedowartościowany człowiek, może się dowartościować popierając obecną politykę PiS. Tylko dlaczego, akurat kosztem zdroworozsądkowo myślącego społeczeństwa! Za nasze pieniążki, ma być ta impreza za sponsorowana, a suma jest spora.
"Bezpłodna" platforma, powinna korzystając z okazji, wykazać wszystkie posunięcia, nie zgodne z prawem, popełnione przez PiS. Dlaczego tego nie robi? Nie wiem?
W normalnym kraju, należało by się teraz szybko pochylić nad sytuacja, w celu szybkiego unormowania sytuacji. Skoro skala problemu, jest aż tak szeroka, należy wykryć przyczynę i naprawić obecny stan. Jeżeli prawo, działając wstecz, działa na korzyść osoby która musiała by ponieść ewentualne konsekwencje, wynikające z przepisów, to można sobie pozwolić na taką sytuację. Należało ten problem rozwiązać wcześniej, przed wybuchem sprawy z H. G. W., by uszanować wolę wyborców-podatników. Ustawa powstała w celu walki z korupcją, ale jak widać jej restrykcyjny charakter, się nie sprawdza. Bo lepiej zapobiegać, niż karać. ale to już inny, szerszy temat. Trudno przewidzieć, co wyniknie z tej sytuacji, ale ogólna, narodowa kompromitacja, do której tak łatwo przywykamy, już po raz kolejny, dała o sobie znać.

Skrzypek

skrzypek

Mikrofalówka

Jeżeli ciebie, podobnie jak mnie, męczyło pytanie: "Jak działa mikrofalówka?", to w niżej podanym linku, możesz znaleźć prostą odpowiedz na to pytanie.

http://www.knf.pw.edu.pl/fn/fn03/mikrofala/prezetacja_MIKROFALOWKA_pliki/frame.htm

ADS – nowa broń

Działanie broni o nazwie ADS polega na wysłaniu promienia energii o wysokiej częstotliwości – tak samo jak w kuchenkach mikrofalowych, gdzie fale elektromagnetyczne podgrzewają jedzenie. Trafiony przeciwnik ma uczucie, jakby ktoś przyłożył mu do skóry gorącą żarówkę albo tuż obok otworzył nagrzany piekarnik. Dziennikarze, którzy przetestowali broń na sobie twierdzą, że jedyną reakcją jest ucieczka.

Promienie ADS są bardzo efektywne mogą bowiem przebijać ubranie, ale nie powodują za to żadnych uszkodzeń ciała. Zasięg broni to 500 metrów.

Zdaniem Amerykanów ADS będzie bardzo pomocna podczas tłumienia zamieszek oraz w trakcie operacji w Iraku i Afganistanie.

źródło:
http://tvp.pl/1874,20070125450593.strona
http://tvp.pl/video/2007/01/25/106205/film.asf

poniedziałek, stycznia 22, 2007

Warte Twojej uwagi!

http://www.myspace.com/jammmchybasciebie

niedziela, stycznia 21, 2007

Requiem dla snu



"Requiem dla snu", nie jest to film nowy, bo z 2000 roku, jednak dopiero nie dawno miałem okazję go oglądać. Polecało mi go wiele osób, lecz zawsze miałem problem z zapamiętaniem pierwszego człona tytułu. Niedawno mi się udało, a jako że film wywarł na mnie głębokie wrażenie, chciałem się podzielić moją opinią. Oczywiście nie jestem krytykiem filmowym, więc ta recenzja będzie "po mojemu".

Opowiedzieć, o czym dokładnie opowiada ten film, jem trudno. Generalnie można by stwierdzić, iż jest to dramat kilku ludzi, oparty o narkotyki, a przesłanie proste, nie ćpaj. Jednak było by to płytkie stwierdzenie nie dające żadnego wglądu w złożoność i wieloetapowość problemów jakie są poruszone w "Requiem...".



Narkotyk- jego rola tutaj już nie jest standardowa, nie jest to już droga do uzyskania przyjemności. Etap w którym bohaterowie mogli by się bawić narkotykiem, mają już dawno za sobą. Mimo, że sprawia on im przyjemność, to tak naprawdę to wprowadza "normalność". Staje się on drogą do uzyskania, tego co jest prawdziwym pragnieniem. Dochodzi do iluzji, która nakazuje myśleć, że bez kolejnej dawki nie da się być tym, kim się chce. do czynienia mamy z ludźmi nie tylko młodymi, ale z pokoleniem ludzi starszych. Łączy ich wspólna cecha, chęć bycia "kimś" dla "kogoś". Z jednej strony mamy młodych ludzi, którzy pragną osiągnąć sukces, ponieważ wiedzą, że zawsze było to od nich oczekiwane. Droga do tego jest zawsze trudna, a i prawdziwe oczekiwania też są bardziej przyziemne, jednak wybór drogi na skróty i wysokie oczekiwania, pcha w obłęd. Druga strona, można by powiedzieć, drugi wątek filmu, opowiada o podobnym oczekiwaniu, jednak już nie osiąganiu, nie drodze do sukcesu, a o pragnieniu, bycia dumnym, czucia, że nasze życie jednak miało sens, że nie było kolejne i nie było bezsensowne. Często zastanawiam się, co musi czuć człowiek, który już nie musi podejmować tej bezwzględnej walki o istnienie, z jaką mamy na co dzień do czynienia. Wydawało mi się że to bardzo przyjemne, móc oddawać się do końca swoim sprawą, zainteresowaniom. Po prostu żyć. Jednak podejrzewam, że rzeczywistość, wcale nie jest taka przyjemna, gdyż moja obecna perspektywa, jest diametralnie inna. Ja osiągam i szukam drogi do samorealizacji, z drugiej strony mamy już kres tej drogi i refleksje, nad tym co się osiągnęło. Pojawia się pytanie:"Czy Ja coś osiągnąłem/am "?
Zapewne wiele można dać, tylko za to by odpowiedz była:"TAK, było warto, popatrzcie".

Wg. mnie, film jest właśnie o tym, co tu napisałem.

Na koniec kilka słów o technicznych walorach "Requiem dla snu". Doskonała kamera, doskonała muzyka. Pozwalają poczuć więcej.


Requiem aeternam dona eis Domine et lux perpetua luceat eis.

powiało

W nocy z czwartku na piątek, jak zapewne wszyscy zauważyliśmy, mocno powiało. Z wielką nadzieją przyglądałem się temu zjawisku, widząc w nim nadprzyrodzoną moc, której obecność jest nie przypadkowa. Szczerze wierzyłem, iż jest to wiatr ZMIAN, NOWEJ NADZIEI. Niestety, wichura nie zmiotła stanu obecnego i mamy jak było.

Inny wiatr zawiał zdesperowanym skoczka narciarskim. Obecnie rzadko mam przyjemność oglądać skoki narciarskie. Minęła moda, której z przyjemnością się oddałem, podbudowując swoje mniemanie o sobie, zwycięstwami kogoś innego, który przypadkiem okazał się być też Polakiem. W sobotę jednak komercyjna chęć zysku, pokonała zdrowy rozsądek. Ktoś zapomniał, co jest najważniejsze i pozwolił sportowcom skakać. Skoczek to nie tchórz, skoczy. Ale on nie jest od podejmowania decyzji, czy powinien. Nieszczęście się stało, ale to już nie obciąża mojego sumienia.

sobota, stycznia 13, 2007

środa, stycznia 10, 2007

http://www.divisionbyzero.pl/




Division by Zero z przyjemnością i zaszczytem informuje, iż projekt okładki do naszej płyty wykonał Mattias Norén - ProgArt Media http://www.progart.com/ . Płyta nosi tytuł Tyranny of Therapy. Kolejne informacje na temat postępów prac nad płytą już niebawem.

źródło: http://www.divisionbyzero.pl/

sobota, stycznia 06, 2007

wyśmiać!

"Hitler w kinach... na wesoło

Pierwsza niemiecka komedia o przywódcy III Rzeszy Hitlerze „Mein Fűhrer – naprawdę najprawdziwsza historia o Adolfie Hitlerze” wejdzie 11 stycznia na ekrany kin.


Reżyser Dani Levy uważa, że jego film jest „formą terapii” w kraju, gdzie „dozwolone jest wszystko z wyjątkiem śmiechu z tych tam (nazistów)”. Natomiast niemiecki pisarz Ralph Giordano, prześladowany w III Rzeszy ze względu na żydowskie pochodzenie, ostrzega, że film może wyrządzić szkodę, stwarzając wrażenie, że Hitler był „śmiesznym facetem”.

W opublikowanym w środę wywiadzie dla agencji dpa Giordano powiedział, że zestawienie pojęć „Hitler” i „dowcip” wywołuje u niego „dziwne burczenie w brzuchu”. 83-letni pisarz nie ma „w zasadzie” nic przeciwko filmom o Hitlerze. Jednak tylko wąska ścieżka dzieli w sztuce sukces od porażki – powiedział. W tym drugim przypadku powstaną szkody, jeżeli publiczność pomyśli, że Hitler był śmiesznym facetem. – 15 milionów ofiar śmiertelnych po przeciwnej stronie to nie jest dowcip – podkreślił Giordano."

źródło: http://tvp.pl/1772,20070104441161.strona

Nie widziałem tego filmu. Nie wiem o czym dokładnie opowiada. Jednak z wypowiedzi ww. wnioskuję, że ma być to komedia, mająca na celu wyśmiać wszystko co związane z chorym systemem, panującym w III Rzeszy. Na moim Uniwersytecie, prof. Kaute, podczas wykładów, starając nam przybliżyć dzieła Gombrowicza, powiedział za nim, iż należy "wyśmiać" cały ten chory hitleryzm i jego zbrodnie. Nie pamiętam już szerszego kontekstu. Pewne jest, że należy te słowa rozumieć w sposób następujący: dopóki to zło istnieje w naszej świadomości, jako temat wszelkiej bojaźliwości, pogardy, ale na pewno w jakimś stopniu nie do końca określony jako absolutnie irracjonalny. Dopóki, każdy nie będzie sobie zdawał sprawy, z głupoty, jaką jest kierowana ta nienawiść. Będzie to problem obecny, bez względu na przemijanie czasu. Absolutne ośmieszenie, może stanowić jedyna skuteczną drogę, do przodu.

http://www.gdziejestmaciek.prv.pl/

http://www.gdziejestmaciek.prv.pl/

Piłeś - nie pojedziesz

Japoński producent samochodów, firma Toyota Motor Corporation zamierza wprowadzić do nowych modeli samochodów czujniki, wykrywające nadmiar alkoholu we krwi kierowcy, które mogą spowodować wstrzymanie pracy pojazdu.

Firma Toyota wyjaśnia, że czujniki będą umocowane w kierownicy samochodu i będą one oceniać gotowość kierowcy do bezpiecznego prowadzenia pojazdu. Zastosowana technologia pozwala określić poziom alkoholu we krwi kierowcy na podstawie analizy substancji chemicznych wchodzących w skład potu. Czujniki przesyłają informację do komputera pokładowego, który w razie przekroczenia dozwolonego limitu poziomu alkoholu we krwi spowalnia lub całkowicie blokuje ruch samochodu.

Według informacji podanej przez inicjatora pomysłu, do 2009 roku czujniki mają się znaleźć w pakiecie wyposażenia podstawowego każdego samochodu opuszczającego fabryki koncernu Toyota.
Źródło: 4Press.pl

Moje źródło: http://www.proline.pl/index.php?id=news&subid=piles_nie_pojedziesz_rs8u0e

Abp Wielgus

Ten cyrk jest wszędzie, nie można się uwolnić od inf. o problemach Abp Wielgusa z Katolikami i odwrotnie. Mnie to generalnie "rybka". Nie wiem czym się tu podniecać. Szef powiedział, że ma być i koniec. W tej "firmie" należy wykonywać polecenia. Szemrawa przeszłość wpływa istotnie na autorytet Abp Wielgusa. Ale dla kogo on jest tym autorytetem? To pytanie można zadać wszystkim księżą. Ciekawy jestem jak dwa kurduple i ich banda, będą teraz z tym żyć. A może jakaś schizma, na rzecz Rydzyka?
Oby winy były wybaczone, w końcu mowa o KATOLIKACH, a nie mściwych dzikusach!
Pozdrawiam
Szczęść Boże!

Dominiak: Nie niszczcie autorytetów, twórzcie nowe!!!

5 stycznia 2007


Dzielnicowi radni PiS z warszawskiej Woli, pod wodzą Beaty Gosiewskiej, aktualnej żony posła i ministra Przemysława Edgara Gosiewskiego, przystąpili do „naprawiania” Warszawy po rządach Lecha Kaczyńskiego, Mirosława Kochalskiego oraz Kazimierza Marcinkiewicza. Zamiast zając się ważnymi dla mieszkańców sprawami, radni PiS „heroicznie” rzucili się na postać Jacka Kuronia, którego jako patrona szkoły wskazali uczniowie i nauczyciele.

Zdaniem budowniczych IV RP przeszłość jednego z legendarnych działaczy demokratycznej opozycji w PRL jest „niewyjaśniona”. Owszem, dla radnych PiS niewyjaśniona jest historia i dorobek życiowy jednego z największych Polaków drugiej połowy XX wieku. Nie potrafią oni zrozumieć jak można działać przez całe życie dla innych, a nie dla siebie. Może dlatego, że Jackowi Kuroniowi nikt z rodziny nie załatwiał pierwszego miejsca na liście wyborczej?

PiS lubuje się w podwójnych standardach, innych dla wrogów politycznych, innych dla własnych działaczy. Zły jest Jacek Kuroń, ale już nie przeszkadza braciom Kaczyńskim i ich zwolennikom przeszłość Wojciecha Jasińskiego, ministra Skarbu Państwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a w przeszłości działacza PZPR.

Jacek Kuroń ma miejsce w historii (tej pozytywnej) zapewnione na wieki. W przeciwieństwie do Kazimierza Marcinkiewicza, Przemysława Edgara Gosiewskiego, Ludwika Dorna, Zbigniewa Wasseramana i wielu innych z PiS, Samoobrony i LPR, włączając w to radną Beatę Gosiewską. Bo historię tworzy się budując, a nie burząc.

W pełni utożsamiam się z uczniami liceum przy ul. Złotej. Na swojego patrona wskazali osobę, będącą Wielkim Autorytetem. Nie tylko dla nich, ale i dla ludzi różnych pokoleń. Dla ludzi, którym bliskie są: szacunek dla drugiego człowieka, tolerancja, chęć pomocy drugiemu oraz bezinteresowność w życiu publicznym.

Podczas głosowania w Radzie Warszawy zagłosuję za Jackiem Kuroniem jako patronem liceum na Woli. I zapewne uczynią trak wszyscy zacni radni.

Bartosz Dominiak
Wiceprzewodniczący SDPL
Radny m.st. Warszawy

źródło : www.sdpl.pl

wtorek, stycznia 02, 2007

2 tematy

1.
Brakuje mi czasu. Tak bardzo mi go brakuje, że sam nie wiem co mam robić, a w efekcie nic nie robie. Chyba. W ogóle nie widze w tym sensu. Uratować mogła by mnie tylko wygrana w lotto. Strasznie naiwne. Trzeba się brać za siebie. Skoro jeszcze nie wyjechałem, trzeba "kombinować" tutaj. Jednak niezwykle dotkliwe jest to, że to nasze tutaj, nie pomaga! Często zastanawiam się dlaczego sobie nie ufamy? Odpowiedz może leżeć u podstawy tego "my". Od razu się zakłada, że nie wolno zaufać nam, że możemy zacząć kombinować, a my po prostu ten schemat powtarzamy. Nie przyjazne prawo, nieprzyjazna rzeczywistość, nieprzyjazny sąsiad. Wiele takich nie przyjazności nas spotyka. Zostaje sobie wmówić, że nasza praca jest bardzo ważna i poszukać sobie kogoś, kto nam będzie o tym przypominał, albo przynajmniej upewniał w przekonaniu, że się nie mylimy. szukajmy oparcia w drugim człowieku, bo tylko człowiek, tak naprawdę jest prawdziwy.
2.
Chciałem nie pisać, przemilczeć, a nawet nie myśleć o tym temacie. Jednak chodzi to za mną i muszę to jakoś uzewnętrznić. Saddam Hussein. Wina tego człowieka, jest bezsporna. No właśnie, jest zbrodnia, a teraz coś o karze. Skoro mieli go powiesić, to dobrze że od razu, bez przeciągania. Śmierć, spowodowała, że nie ma problemu. Jednak chciałem napisać co w ogóle myślę o karze jaka go spotkała. No bo czym jest śmierć, na pewno końcem życia. Czy na pewno dusza, jeżeli istnieje, może iść do piekła, w istnienie którego nie wierzę? A jeżeli jest(piekło) to właśnie się w nim znajdujemy. Jaką lekcje odebrał Saddam Hussein, umierając? Że to nie fajne? Wydawał rozkazy zbrodnicze, bo wierzył, że mu wolno. A czy nam wolno, bo możemy? Jeszcze dodam coś czego się boje, gdyż w gruncie rzeczy, jest to dosyć sadystyczne. Czy kara ciężkiego wiezienia do końca życia, bez perspektywy, nie jest gorszą karą, niż śmierć, która kończy cierpienie szybko i skutecznie? Wydaje mi się, że do póki życie ludzkie, każdego człowieka, nie stanie się wartością nadrzędna. Do póki każde istnienie ludzkie, jego ochrona i wspieranie, nie będzie naszym wspólnym celem. Nie mamy nawet liczyć na to, że o tym świecie, będzie można powiedzieć "raj".

poniedziałek, stycznia 01, 2007

Sylwester

Sylwester spędziłem w górach, a dokładniej w Brennej.
Dziękuję wszystkim towarzyszom, a zwłaszcza niezwykle cierpliwej Iwonce.
Mimo braku śniegu, czaru sylwestra w górach, nie zabrakło.

ocena roku 2006

Na pewno mniej przykry, dla mnie osobiście, niż poprzedni rok. Bardzo dużo szczęścia i życzliwości. Oczywiście nie cały rok było znośnie, ale generalnie, pomimo kilku absurdalnych incydentów, można powiedzieć, że 2006 był OK. Aż mi się lepiej zrobiło i jakoś bardziej pozytywnie się nastawiłem, jak to napisałem. Co do samo oceny premiera i jego bandy, to nie rozumiem ich optymizmu!? Jedyny sukces widzę w odebraniu elektoratu Ligi i sex-ekipie Leppera. Porażek za dużo by wymieniać, ale chyba największą widzimy na zdjęciu.


fot.: Agnieszka Sadowska /AG
źródło: http://www.gazetawyborcza.pl/5,75539,3800926.html

Święta





Jak zawsze, w Częstochowie. Jak zawsze, się przejadłem. Jak zawsze żałuje, że się skończyły.
Dołączam filmiki, które nagrałem na jurze. Nie myślałem, że będę je pokazywał, więc wyszło, jak wyszło, ale w przyszłości się poprawie.
Na fotach jest nasza choinka no i tez widoki z granicy jury.





sobota, grudnia 23, 2006

Wesołych Świąt


Jako, że w nie mam czasu bawić się w wysyłanie życzeń, chciałem tutaj złożyć wszystkim Gościom bloga, wesołych, radosnych, oraz pogodnych Świąt. By żyło się nam lepiej, co przełoży się na nasze wzajemne relacje(myślę o Polsce).

sobota, grudnia 16, 2006

Oral-B




ORAL-B, taka nazwę noszą produkty, jednego z gigantów produkujących te szczoteczki do zębów i nie tylko. Szczoteczka na zdjęciu, należy do mnie, jak widać jest złamana. Do złamania doszło podczas czynności, mających na celu przywrócić blask i świeżość mojej jamie ustnej. Myjąc sobie ząbki, ten szajs się połamał! Czy to, że nie używam drogiej szczoteczki, która ma różne bajery, które do niczego się nie przydają, ma oznaczać, że moja szczoteczka ma być gorsza! Już nie wspomnę o niebezpieczeństwie, jakie wiąże się z takim szajsem. Mogłem się zadławić odłamaną główką, albo wbić sobie, ostrą na złamaniu rączkę, w coś w środku jamy ustnej! Na szczęście, nic mi się nie stało, piszę to, żebyście się nie zamartwiali :-) Wykorzystując moją złośliwość, oraz chęć zemsty osoby oszukanej, chciałem firmie to odesłać z odpowiednią dedykacją, jednak oprócz faktu, że oral-b ma coś wspólnego z gillette, nie znalazłem żadnego adresu. Jeżeli ktoś ma jakiś ślad, proszę pomóżcie w zemście. "Rozbijmy ten układ". :D

??"Wirtualny cmentarz"??

http://www.wirtualnycmentarz.pl/ pod tym adresem, mamy interesujący portal, mający pełnić funkcję... cmentarza? Ładna oprawa graficzna i dźwiękowa, godna produktu marketingowego, naszych czasów. Generalnie krok czasów, w których ludzie zajęci pracą, mają coraz mniej czasu, na obrzędy. W różnych kulturach, zawsze powstawał problem zmarłych i różne pomysły, na ich czczenie . Mam jednak wątpliwości, czy bajkowa sceneria, jak z gry komputerowej, w ogóle daje jakieś możliwości do refleksji, która tak bardzo pomaga nam pogodzić się z utratą? Ja osobiści, nie odczuwam od tego miejsca żadnej emocjonalnej więzi. Może jeszcze nie jestem gotowy, na taki postęp? Całe przedsięwzięcie, ma na celu przynosić dochody, co znowu komplikuje sprawę instytucją religijnym, które zarabiają na naszej kulturze. A może niebawem, kościoły też przeniosą się do sieci?
źródło:
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=9912&wid=8646363&rfbawp=1166256708.939

środa, grudnia 13, 2006

A co tam w polityce?

odp. albo sex albo jakiś "stan wojenny".
Chciałem zgłosić moje "nie" dla głupot, które są po to, by zamydlać nam oczy.

czwartek, grudnia 07, 2006

http://www.um.bytom.pl/

"DEBATA w Radio "Plus" 96,2 FM
06-07.12.2006

W nocy z 06 na 07 grudnia br. w studio nagraniowym Radia "PLUS" ponownie spotkali się kandydaci na Prezydenta Bytomia, Piotr Koj -kandydat KW PO oraz Krzysztof Wójcik urzędujący Prezydent - kandydat KKW SLD+SDPL+PD+UP Lewica i Demokraci.

Za zgodą Radia "PLUS" udostępniamy zainteresowanym wierny zapis audycji. "

źródło : http://www.um.bytom.pl/

Tam można znaleźć, nagrane w formacie mp3,audycje obu debat. Są do ściągnięcia.
have fun

środa, grudnia 06, 2006

Piotr Koj vs. Krzysztof Wójcik

Na antenie Radia PULS, w dniu 20.XI.2006r., odbyła się debata między kandydatami na prezydenta Bytomia. Mam tą debatę nagraną na CD. Wnioski, jakie z niej wysnuwam, niczym nie różnią się od tego co pisałem wcześniej. Pan radny Koj, jest niekompetentny. Oczywiście, ja nie mogę być tak do końca obiektywny, więc jestem w stanie pożyczyć, nagrać czy jeszcze jakoś inaczej udostępnić tą debatę. Fakty mówią same za siebie.
Zanim wybierzesz, warto posłuchać! MASZ GłOS, MASZ WYBóR.

poniedziałek, grudnia 04, 2006

A to, można znaleźć na stronie www.sdpl.pl

Aktualności z regionów - województwo mazowieckie
Warszawa: wiedza + prezerwatywa = bezpieczeństwo
3 grudnia 2006

Z okazji obchodzonego 1 grudnia Światowego Dnia AIDS Socjaldemokracja Polska i Stowarzyszenie Młoda Socjaldemokracja zorganizowały akcję pod hasłem "wiedza + prezerwatywa = bezpieczeństwo". Przy wejściu na stację metra "Centrum" zostało rozdanych kilkaset prezerwatyw, ulotek oraz czerwonych wstążek symbolizujących solidarność z chorymi na AIDS. W akcji wzięli udział m.in: wiceszefowie SDPL Bartosz Dominiak i Michał Syska, sekretarz generalny SDPL Wojciech Filemonowicz oraz członek Zarządu Krajowego SDPL Przemysław Gołębski.

Polska Agencja Prasowa:

Z okazji Światowego Dnia AIDS, działacze SDPl rozdawali w centrum Warszawy prezerwatywy i ulotki, informujące o tym, jak należy się zabezpieczać przed tą chorobą.

Hasłem akcji było: "wiedza + prezerwatywa = bezpieczeństwo". Jak mówił w czasie akcji wiceszef SdPl Bartosz Dominiak, ludzie zarażają się najczęściej AIDS ponieważ nie są świadomi tego, jak powinni zabezpieczać się przed tą chorobą. "Wiedza i prezerwatywa - to daje gwarancję bezpieczeństwa" - zaznaczył Dominiak.

W ocenie wiceszefa SDPL, państwo polskie robi bardzo niewiele, by zapobiegać AIDS. Dominiak odniósł się przy tym do ministerialnej kampanii promowania naturalnych metod antykoncepcji. "Zadaniem państwa nie jest promowanie poszczególnych metod antykoncepcji. Zadaniem państwa jest informowanie o wszystkich metodach, tak, żeby ludzie mogli sobie sami wybrać" - podkreślił wiceszef SdPl

Sekretarz generalny partii Wojciech Filemonowicz zwrócił uwagę, że nawet Watykan uruchomił już dyskusję na temat dopuszczenia prezerwatywy jako środka antykoncepcyjnego. "My w Polsce wypowiedziami czołowych polityków staramy się cofać do ciemnogrodu, do Średniowiecza" - ocenił

Źródło: Informacja własna, PAP
Artykuł dodany 2006-12-03 przez Bart D

ppa :-)

Nie wiem co to jest, ale mnie zainteresowało, więc daje linka, na moim blogu.

http://ppa.14.pl/

sobota, grudnia 02, 2006

http://www.eurostudenci.pl/

Jest to zawartość e-maila, który otrzymałem w tej sprawie, więc nic nie zmieniam, tylko publikuje, tak jak jest. Specjalnie dla Iwonki. :-)
Tylko dodam, że ta akcja jest koordynowana przez Młode Centrum. Ani ja, ani żadna organizacja, której jestem członkiem, nie bierze udziału, jako organizator. Zresztą na stronie http://www.eurostudenci.pl/ wszytko jest napisane.



Warto!!! przeczytajcie do końca


Drodzy studenci,

Oficjalnie rusza ogólnopolski projekt Młodego Centrum i ALDE -
Eurostudenci.pl!

Celem projektu jest uświadomienie młodym ludziom jak wiele możliwości daje
nam członkowstwo w Unii Europejskiej i jakie korzyści wiążą się z wyjazdem
na zagraniczne stypendium, staż czy praktykę.

Konkurs!
Dla uczniów, studentów i młodych osób aktywnych w swoich środowiskach
przygotowaliśmy konkurs! Ma on zachęcić do promocji idei i informacji na
temat programów młodzieżowych UE tak, abyśmy mogli w pełni wykorzystać
stwarzane nam szanse!

Co trzeba zrobić aby zostać Eurostudentem?
· do 15 grudnia zarejestruj się na stronie www.eurostudenci.pl!
· przejdź szkolenie e-learningowe nt. programów młodzieżowych UE!
· przeprowadź event!

Co można wygrać?
· staż w Brukseli dla dwóch osób!
· wizyta studyjna w Brukseli dla 40 finalistów!

Wszelkie szczegóły i regulamin konkursu znajdziecie na stronie
www.eurostudenci.pl.

Interaktywna mapa Erasmusa!
Na stronie www.eurostudenci.pl, dzięki interaktywnej mapie, znajdziecie
zakładki wszystkich 1300 erasmusowych uczelni i miast w Europie. Baza
tworzona jest przez studentów, którzy mieli już okazję studiować za granicą,
dla studentów chcących skorzystać z niepowtarzalnej szansy spędzenia kilku
miesięcy na zagranicznej uczelni!

Więc:
· jeżeli jesteś byłym Erasmusowcem wejdź na stronę, dodaj informacje do
formularza (www.eurostudenci.pl/form/) i pomórz tworzyć na bazę
erasmusowych uczelni!
· jeżeli szukasz informacji nt. uczelni uczestniczących w programie Erasmus
wejdź na www.eurostudenci.pl!

Patronat!
Honorowy patronat nad projektem „Eurostudenci.pl” objęli posłowe do
Parlamentu Europejskiego Prof. Bronisław Geremek i Dr Jan Kułakowski, a
medialnie wspierają nas Gazeta Wyborcza, Polityka, magazyn studencki
„Dlaczego” i miesięcznik edukacyjny „Perspektywy”.

Przekaż dalej!
Projekt „Eurostudenci.pl” jest skierowany do Was i Waszych rówieśników,
dlatego przekażcie tę informację przyjaciołom, znajomym, kolegom i
koleżankom ze szkoły czy studiów, a przede wszystkim członkom Waszej
organizacji, w myśl hasła: zdobywaj i dziel się wiedzą!

Zapraszamy na stronę www.eurostudenci.pl!

Nie interesujesz się polityką? I bardzo dobrze, to nic ciekawego, ale zawsze możesz czuć się bezpieczniej w swoim mieście, dzięki samemu sobie!

Witam,

Z przyjemnością zapraszam wszystkich członków naszej sekcji Krav Maga na zajęcia z cyklu
*City Extreme*
które odbędą się w Parku Miejskim w Tarnowskich Górach.

TEMAT: Uzbrojony agresor w kontekście parku

Termin:
12 grudnia (wtorek)
18.00 - 21.00

Koniecznie zabierz ze sobą:
- ochraniacz strefy kroku
- lekkie buty

Opcjonalnie:
- ochraniacz zębów
- ochraniacz piszczeli
- ochraniacz kolan
- rękawice bokserskie (min 12.oz)
- rękawice przyrządówki

Jeżeli masz jakieś pytania to śmiało pisz lub dzwon.

Przy okazji...
Klikając poniższy link możesz obejrzeć wywiad w języku angielskim z Eyalem Yanilov'em Prezesem Międzynarodowej Federacji Krav Maga:
http://www.youtube.com/watch?v=hJ1h0uVAGjg
miłego oglądania!


Pozdrawiam
Paweł Jagodzik
Instruktor KM
GSM 502 22 15 15
poczta@kravmaga.tgory.pl
http://www.kravmaga.tgory.pl/

czwartek, listopada 30, 2006

TAK dla Wójcika

Zgodnie z zapowiedziami, 30 listopada odbyło się spotkanie z mieszkańcami dużych osiedli, okręgu nr 3. Sala klubu znicz była pełna, a pytań całe mnóstwo, o różnej tematyce. Wstęp był wolny, wiec kilka osób próbowało zakłócać spotkanie, jednak nie udało się to "agentom" Paczochy. Rewelacji nie było, Prezydent bez trudu odpowiadał na każde pytanie, tłumacząc wyczerpująco zasady funkcjonowania miasta. Nie ma się co rozpisywać. Gdzie zaczyna się profesjonalizm, kończą się "kacze obiecanki". Właśnie tym słowem, najłatwiej określić Krzysztofa Wójcika- profesjonalista.





środa, listopada 29, 2006

NIE DLA KOJA

29 Listopada 2006 roku, w Wyższej Szkole Ekonomi i Administracji w Bytomiu, odbyła się debata miedzy aktualnym prezydentem Bytomia, Krzysztofem Wójcikiem, a radnym, Piotrem Kojem. Obaj panowie są kandydatami na stanowisko prezydenta Miasta Bytom. Nie będę ukrywał, że moim kandydatem zarówno politycznym, jak i programowym jest obecny Prezydent. Jednak to co usłyszałem na tej debacie, przeraziło mnie. Chodziły słuchy, iż pan Koj, jest kiepski merytorycznie, jednak to co usłyszałem, nie tylko potwierdza ten fakt, ale wręcz pozwala pójść dalej z krytyką. Koj oznacza ZMARNOWANIE 4 LAT, DLA BYTOMIA! Każdy myślący człowiek, zdaje sobie sprawę, że Byto fatalnie wyszedł na "restrukturyzacji górnictwa", że to miasto potrzebowało i dalej potrzebuje, gwałtownej zmiany kierunku działania. Ludzie bez pracy, muszą ją znaleźć w innych sektorach. Wszystko to jest realizowane w Bytomiu. Jednak do takiej pracy potrzeba wykwalifikowaną kadrę. Po terapii z Paczochą, może nas spotkać nieudolny skok na władze PO-PiS`u. Wracając do debaty, Pan Koj już na wstępie, nie chciał odpowiedzieć, kogo by widział na stanowiskach swoich zastępców, bo nie. Czyżby się wstydził, swoich kumpli z PiS? A może nam z Paczochą wyskoczy!? Dalszy ciąg debaty polegał na omijaniu odpowiedzi, opowiadaniu jakiś bajek,ze strony pana Koja,lub zgadzaniem się z tym co mówił Prezydent Wójcik, który merytorycznie tłumaczył procesy niezbędne. Mam poważne wątpliwości, czy pan Koj, w ogóle wie na co się porywa! Przecież tutaj nie chodzi o jego posadę, tylko o NASZE MIASTO! Debata była początkowo nagrywana, jednak pan Koj, kategorycznie zażyczył sobie, wyłączenia urządzeń rejestrujących. Po co? Może jego cukierkowy wizerunek, na jaki wykreowały go bilbordy z dziećmi, nie wytrzymał by krytyki merytorycznej. Apeluje do wszystkich odpowiedzialnych mieszkańców Bytomia, odpuście sobie tego człowieka! Zresztą Prezydent Wójcik, odpowiadając na pytanie(w przeciwieństwie do pana Koja), wymienił pana Koja, jako osobę którą widzi na stanowisku wiceprezydenta. Zapewne względy polityczne, za tym przemawiają, bo merytorycznie, to tylko był by kłopot i kolejna pensja.
Zapewne poleje się na mnie lawina krytyki "ślepców", za ten post, jednak, proszę mnie nie obrażać NIE MERYTORYCZNYMI wypowiedziami. Pamiętajcie, że w normalnym kraju, politolog( w moim przypadku, nie doszły jeszcze, ale jednak IV rok!), jest uznawany za osobę kompetętną do wypowiedzi. Jeżeli nie rozumiesz tego zdania, to właśnie o tym piszę.

KRAV MAGA - MASZ PRAWO CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE

1.
Oficjalnie informujemy wszystkich zainteresowanych, iż 30 listopada odbędzie się trening bokserski dla aktywnych członków Tarnogórskiej Sekcji Krav Maga. Zajęcia poprowadzi Adam Cichowski, licencjonowany trener boksu. Jest to pierwszy trening z cyklu "zobacz jak ćwicza inni". Wierzymy, ze zajęcia te będą pouczające i zaciekawia obie strony.
Zapraszamy w najbliższy czwartek:
- Grupa początkująca: 18.00 - 19.30
- Grupa średniozaawansowana 19.30 - 21.00

2.
Trwają zapisy do grupy początkującej w Piekarach Śląskich. Zajęcia w każda środe 19.00 - 20.30 w
Spółdzielczy Dom Kultury
ul. Kazimierza Wielkiego 1
Piekary Śląskie

3.
Po weekendowym wypadzie na skały (zjazdy na linie, wspinaczka...) został przygotowany fotoreportaż do zobaczenia już wkrótce w dziale Galeria.
Zapraszamy!

W razie pytań zapraszam do kontaktu droga telefoniczna lub mailowa.


Pozdrawiam
Paweł Jagodzik
Instruktor KM
GSM 502 22 15 15
poczta@kravmaga.tgory.pl
http://www.kravmaga.tgory.pl/

ps.
Ja, czyli autor tego bloga, też jestem do waszej dyspozycji, w razie jakichkolwiek
pytań

niedziela, listopada 26, 2006

bez komentarza

Niedziela, 26 listopada 2006
Napadli na przechodniów, bo mieli za długie włosy
PAP 16:01

Grupa młodych, ogolonych na łyso i ubranych na czarno ludzi, napadła na ulicy w Białymstoku na dwóch przechodniów, bo nie podobały się im ich długie włosy - poinformował Andrzej Baranowski z zespołu prasowego podlaskiej policji. Dodał, że napastnicy wznosili faszystowskie hasła.


źródło:
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=35116&wid=8618923&rfbawp=1164574729.085&ticaid=12c0e

sobota, listopada 25, 2006

polecam

Przedstawiam fragmenty książki, którą właśnie mam przyjemność czytać, a mianowicie :"Dzieje głupoty w Polsce", autorstwa Aleksandra Bocheńskiego.

jako wstęp mamy: "Tylko dla tych, którzy mają ambicję lub okazję myślą lub czynem wpływać na losy zbiorowiska naszego, pisał autor."


"Utarło się, że nie wolno inaczej walczyć o odbudowę państwa, jak tylko ze wszystkimi zaborcami jednocześnie. Hasło to wyraził i sformułował Kościuszko w 1800 roku, potem powtarza się stale przy wszystkich akcjach powstańczych do 1846 roku, kiedy to w Krakowie oddział złożony z 600 ludzi wypowiedział jednocześnie wojnę Rosji, Prusom i Austrii - ówczesnym trzem największym mocarstwom świata. Dzięki temu systemowi polityka polska, miast przyśpieszać, uniemożliwiała konflikt rosyjsko-germański. Źródło tego szaleństwa - źródło niszczące nie tylko nasze szanse międzynarodowe, ale i pchające nasz naród do powstań, organizowanych zawsze przy beznadziejnym stosunku sił - leżało na pewno w dwu kompleksach psychicznych, z których niezmiernie trudno było naszym przodkom wyzwolić się: w kompleksie nie uzasadnionej wyższości - z jednej strony, w kompleksie nie uzasadnionej obawy - z drugiej. Celem naszej polityki porozbiorowej miało być uniemożliwienie dogodnych koniunktur zagranicznych oraz wzmacnianie sił własnych. Kompleksy powyższe będą nam psuć koniunkturę i podcinać siły."


"Przeceniliśmy znaczenie siły zbrojnej, nie doceniliśmy znaczenia oświaty. Doświadczenia poszczególnych dzielnic wykazały, że nie powstania, lecz oświata i propaganda podtrzymywały ducha narodowego."

UFO NAD BYTOMIEM!!!




W nocy z 24 na 25 Listopada, zaobserwowano kilka niezidentyfikowanych obiektów latających, nad Bytomiem. Świadkowie twierdzą, że były bezgłośne i bardzo szybkie. Udało się zebrać kilka zdjęć, zrobionych przez przypadkowych przechodniów, ich domowymi aparatami.

piątek, listopada 17, 2006

Dla przyjaciół z UK i nie tylko












Kochani!
Zobaczcie sami, jaki ten nasz Bytom piękny, jak się dobrze poszukać.
Specjalnie dla was, zdjęcia z mojego spaceru.
Miłego oglądania!
























































foto made by:Michał Maciejewski
all rights reserved

WYBORY 2006


Witam serdecznie wszystkich czytelników mojego bloga, po dosyć długiej przerwie. Długo tutaj nie pisałem, bo nie chciało mi się. Nie miałem też za bardzo pomysłu. Ale na pewno tez nie miałem takiej potrzeby. Aktualnie mam chwilkę czasu. No i jeden z "fanów" zwrócił mi uwagę, że chętnie by przeczytał coś nowego. Aktualnie udało mi się dotrzeć do IV roku studiów, co nie było, dla mnie, łatwe. Jestem też, świeżo, po przegranych wyborach. Startowałem na stołek radnego, nie powiodło się, choć wynik niczego sobie, 107 głosów znalazło się przy moim nazwisku. W tym jeden mniejszy sukces, mianowicie, na mojej liście(lista nr 6), na ulicy, na której mieszkam, zająłem pierwsze miejsce. To właśnie widać na zdjęciu.
Moja kampania, opierała się na 3 filarach:
1) to były plakaty. wydrukowałem 20, i tylko kilka mi ukradli
2) ulotki, których wydrukowałem 3 tyś., zostały rozdane, w celach informacyjnych(gdzie mnie szukać), oraz w celach marketingowych
3) polecanie i kontakt ze znajomymi, ludzie którzy mnie znają w większości ten fakt wystarczał, by mnie poprzeć. korzystałem też z polecenia mnie znajomym, przez rodzinę i przyjaciół.

najwięcej pracy, prócz wykonania projektów ulotki i plakatu(bo sam dla oszczędności, je zaprojektowałem), miałem przy rozmowie z mieszka naszego okręgu i dystrybucji ulotek. łączyłem kontakt z wyborcą, z dystrybucja, czego efektem była możliwość przeprowadzenia setek rozmów dot. problemów lokalnych, trapiących nasze miasto, okręg. Wiele z tego nie wynikło, niepopularna lista, nie ta moda. Jednak muszę powiedzieć że jestem zadowolony i pewien kapitał polityczny posiadam.
Tutaj chciał bym serdecznie podziękować, każdemu kto pomógł mi w kampanii, oraz każdemu kto oddał w niedziele na mnie głos.
Michał Maciejewski