niedziela, września 30, 2007

foty i filmik na łące













Jak widać nasze maleństwo, rozwija się bardzo dobrze. Udało się też przyzwyczaić Nikitę, do obecności kolejnego domownika. To bardzo dobrze, gdyż to był główny problem. W zimie zaczynamy walkę o pierwsze tytuły. Liczymy na ukończenie i to szybkie młodzieżowego Championa Polski. Jest to zadanie o tyle trudne, że jest na to niewiele czasu, gdyż psy po prostu wyrastają z tej kategorii.
Pozdrawiam i miłego oglądania.

piątek, września 28, 2007

Głosuj na Wyspach!

21 października odbędą się przedterminowe wybory do polskiego parlamentu. Co należy zrobić, żeby wziąć w nich udział?

Aby oddać głos, najpóźniej na pięć dni przed terminem wyborów, czyli do 16 października, należy złożyć wniosek o włączenie do spisu wyborców we właściwym obwodzie. Wnioski należy składać w konsulatach właściwych dla danego obwodu.

Jak się zarejestrować?

Wyborcy przebywający za granicą i posiadający ważne polskie paszporty włączani są do spisu wyborców sporządzanego przez konsula, właściwego dla danego terytorium.

Zgłaszać można się osobiście, pisemnie, telefonicznie, telegraficznie lub telefaksem. Zgłoszenie należy złożyć w konsulacie właściwym dla danego obszaru. Powinno zawierać nazwisko i imiona, imię ojca, datę urodzenia oraz miejsce pobytu wyborcy, numer ważnego polskiego paszportu, a także miejsce i datę jego wydania.

Rejestracja w Wielkiej Brytanii nie wymaga załatwienia żadnych formalności w Polsce. Jak poinformował Miłosz Wilkanowicz z Zespołu Prawnego i Organizacji Wyborów Państwowej Komisji Wyborczej w przypadku osób zameldowanych na stałe na terenie Polski wpis na listę w Wielkiej Brytanii będzie równoznaczny z wykreśleniem z rejestru wyborców w Polsce.

O czym należy pamiętać?

Osoby, które planują wyjazd z Polski na krócej niż 5 dni przed terminem wyborów, a chciałyby wziąć udział w głosowaniu, powinny natomiast zaopatrzyć się w urzędzie gminy w zaświadczenie o prawie do głosowania. Takie osoby będą mogły wziąć udział w głosowaniu w określonych punktach, ustalonych rozporządzeniem ministra spraw zagranicznych. Prawdopodobnie będą to ambasady oraz placówki konsularne.

Na kogo będziemy głosować?

Polacy przebywający za granicą będą głosować na osoby kandydujące z list w warszawskim okręgu wyborczym.

Gdzie będziemy głosować?

Według aktualnych informacji MSZ w Wielkiej Brytanii zostanie otworzone 18 obwodów wyborczych. Konsulaty Generalne w Londynie i Edynburgu zaproponowały utworzenie czterech obwodów wyborczych w Londynie. 10 obwodów miałoby być w innych miastach Anglii i Walii, trzy w Szkocji i jeden w Irlandii Północnej.

Proponowane obwody wyborcze w Londynie to Ambasada RP, Konsulat Generalny RP, Polski Ośrodek Społeczno Kulturalny (Hammersmith) i Balham. W Anglii i Walii: Newcastle, Peterborough, Southampton, Bristol, Cardiff, Birmingham, Manchester, Ipswich, Kingston upon Hull i Wyspa Jersey. W Szkocji: Edynburg, Glasgow i Motherwell. W Irlandii Północnej: Belfast.

Według wydziału konsularnego ambasady RP w Dublinie na terenie Irlandii prawdopodobnie zorganizowane zostaną trzy obwody wyborcze. Pełna informacja zostanie podana w przyszłym tygodniu.

Głosowanie będzie odbywać się w ciągu jednego dnia, 21 października, od godziny 6.00 do 20.00 czasu brytyjskiego, na terenie wyznaczonych lokali
wyborczych.

Aktualne informacje dotyczące organizacji wyborów znajdą się na stronach konsulatów RP w Londynie i Edynburgu oraz ambasady RP w Dublinie.
zagranica@lid.org.plTen adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/wybory2007/1608239,news.html

środa, września 19, 2007

Karta Standardów Politycznych

Jeżeli jesteś:
- aktywnym działaczem politycznym lub samorządowym,
- parlamentarzystą, kandydatem do parlamentu,
- radnym, wójtem, burmistrzem, prezydentem miasta
- członkiem partii politycznej
i zgadzasz się z postanowieniami Karty Standardów oraz zobowiązujesz się do stosowania ich w życiu publicznym - KLIKNIJ TU i wpisz swoje imię i nazwisko.

Jeżeli nie bierzesz aktywnego udziału w życiu politycznym, a popierasz inicjatywę wprowadzenia w życie zasad Karty Standardów Politycznych jako uchwały Sejmu VI kadencji - udziel swojego poparcia:KLIKNIJ TUi wpisz imię i nazwisko.

Więcej o Karcie Standardów Politycznych znajdziesz tutaj http://www.kartastandardowpolitycznych.pl/

pierwsze lody przełamane

poniedziałek, września 17, 2007

niedziela, września 16, 2007

KAILUA DE CIUKCI

Kailua de ciukci, tak właśnie nazywa się nowy domownik, który od niedzieli zawitał wmoim domu. Jest to młoda suczka rasy Syberian Husky. Rasy o której się mówi, że albo się nie da rady i odda psa, albo się ją pokocha i będzie dążyć do jak się da największej hodowli. Jak widać w moim przypadku, a raczej w naszym, czy już precyzując, mojej siostry, jest to ta druga opcja. Ja generalnie jestem w szoku po tej niespodziance, więc więcej od siebie nie napiszę. Zrobiłem kilka fotek. Niebawem postaram się o jakiś filmik. Ah i jeszcze... suczka potocznie przez nas jest nazywana Kylie.




sobota, września 15, 2007

Królestwo Polne

Oj cuda, cuda się działy w Królestwie Polnym. A wszystko to za sprawą przyjęcia, jakie na swoim dworze urządził Wielki Król, postrach Prusaków i Moskwiczan, Król Małokaczy. Wieść o tym się niosła po krainie, a zaproszeni goście, wszyscy bez wyjątku, z najlepszych rodów byli. Niewątpliwie zdarzenie niesamowite. I tak wśród gości można by wymienić mości panów: Olejnczkowski, Tuskowski, Borowikowski, małżeństwo Belzebubów, czarnoksiężnika Rydza, a także brata Króla, wielce podobnego wyglądem fizycznym Jarosława Małokaczego. O innych gościach wspominać tutaj nie warto, choć było ich wielu, a nie wszystkie twarze na tyle znaczące by trzeba było je chwalić.
Tak więc goście zjechali się do stolicy, niepewnym krokiem podążając ku pałacowi, gdyż nie znali powodu, dla jakiego się przyjęcie działo.
Rydz popędził przodem, gdyż nie chciał by ktoś go ubiegł w kolejce do witania władcy. Wieść niesie, że król często korzysta z rady czarnoksiężnika. Podobno jego magiczne zdolności w jakiś nieznany sposób pomagają siać myśli króla po swym ludzie, przez co wszystkim się wydaje, że król jest dobrym władcą i postępują za jego myślą. Jednak cena tego układu jest dość wysoka, gdyż czarnoksiężnik wciąż zgłasza swoje żądania co do nowych włości. Król przerażony perspektywą nie tyle utraty takiego sprzymierzeńca, co wręcz przeniesienie jego usług na któregoś z wrogich mu włościan, spełnia jego żądania, może z grymasem, lecz bezzwłocznie.
Gdy już goście za stołem zasiedli, nieco pojedli i nieskromnie miodem popili, Król dał znak by grajki zamilkły. Wstawszy, oblizał wargi, wytarł nos i już chciał coś powiedzieć, gdy się obejrzał, zerknąwszy na Rydza, siedzącego przy jego tronie. Ten mu kiwnął nieznacznie, jednak na tyle wyraźnie by potwierdzić wcześniejsze ustalenia. Król stanął już naprzeciw gości, zerknął w kierunku służby i wydał rozkaz:
-Wnieście Tort!
Wtedy to kilku kucharzy wniosło na dużym stole tort tak duży, że wszyscy byli mocno napięci, a pot im z czoła się sypał.
Gdy już tort stał pośrodku sali król przemówił do zebranych:
- Oto tort, który symbolizuje moje królestwo. Ja sam rady już nim dłużej władać nie dam, gdyż na zdrowiu niedomagam. Muszę więc ten tort podzielić, tylko nie wiem jak.
Dlatego to, każdy z was musi mnie przekonać, że jemu należy się największy kawałek. Tak więc zaczynajcie!
Wśród gości zapanował niepokój. Pan Olejniczkjowski wyszedł na środek, wykorzystując zamieszanie i rozpoczął mowę:
- Drogi królu, to mnie powinien dostać się ten tort, ponieważ tak będzie dobrze dla królestwa. Jestem najmłodszy z gości. Słabo władam językami naszych sąsiadów, ale za to mam ładny uśmiech.
W tym momencie na sali można było usłyszeć głosy potwierdzenia, gdyż piękny uśmiech Olejniczakowskiego był osławiony już w wielu pieśniach.
Król przytaknął i wskazał by kolejny z gości wstał i przemówił. Na to zareagował Jarosław i mówi:
- Jak to bracie? Przecież wiesz że mi się należy całe królestwo! MOJE! MOJE!
Wykrzykując te słowa padł na ziemię puszczając z ust pianę. Służba przyciągnęła go z powrotem na miejsce siedzące, gdzie podając płyny pomogła wrócić do stanu „normalnego”.
Teraz przyszła kolej na pana Tuskowskiego, który eleganckim krokiem wyszedł na środek i przemówił:
-O Królu „wielki”. Wiadomo, że mnie się należy największy kawałek. Ja jestem najlepsiejszy. Wszystko robię fajnie i w ogóle jestem najfajniejszy. Jeżeli pytacie dlaczego? To ja wam odpowiadam. Bo ja jestem najfajniejszy. I w ogóle wszystko co ja jest fajne, bo ja jestem najfajniejszy. Może i za dużo nie robię, ale to dlatego, że ja jestem taki fajny , że nie mam czasu na nic więcej. Fajnym być to nie łatwe zadanie, gdyż trzeba bez przerwy trwać w tym stanie.
Tym rymem zakończył i usiadł.
Wstał Belzebub, i wykrzyczał w pocie łysego czoła:
-Ja to wszystko pier..le!
Wsadził palec do nosa, zrobił minę obrażona i już się do końca świata do nikogo się nie odezwał, ni słowa. Jednak Pani Belzebub, zobaczywszy postępowanie jej męża, podbiegła do króla, padła na kolana i modlitwy wznosić zaczęła, jednak coś dziwnego było w jej mowie, że nie było wiadomo o co tak w ogóle i naprawdę jej intencją było.
Ostatni z ważnych gości, pan Borowikowski, wytrzeszczył oczy. Wiary nie dając tym co się tam działo zaniemówił i zesztywniał, występu nie dając.
Król zdawszy sobie sprawę z położenia w jakim się znalazł, chrząknął, cmoknął i przed Belzebową padł trupem, jęknąwszy w locie. Belzebowa zobaczywszy to, nie zważając na męża, podskoczyła do Rydza, oddając mu pokłony.
A na sali, wszyscy prócz Belzebuba i pana Borowikowskiego, który to dalej oniemiały wiary nie dawał, rzucili się na tort, rwąc co się da.

Jaki morał z tej powiastki? Otóż taki, że jak kraj długi i szeroki, tak trudno ogarnąć jego władców poziom „głupoty”. Jednak zadajmy sobie pytanie, na czyje oni to robią zawołanie? Czy pragnienie igrzysk, cyrku, szaleństw, śmiechu, ale także nikczemności i podłości, nie przyćmiewa nam zwykłej, przytomnej normalności.

piątek, września 14, 2007

Przy piwie: Marek Borowski

->->->->LINK DO WYWIADU<-<-<-<-

WP.PL przeprowadziło specyficzny, ale za to bardzo ciekawy wywiad z Markiem Borowskim. Można go zobaczyć, klikając na link powyżej. Wywiad przeprowadza Damian Aleksander.
Warto posłuchać co Marek ma do powiedzenia. Zarówno tematy poruszane jak i poziom dyskusji, w pełni ukazują osobowość szefa SDPL. Jakie to nieosiągalne dla liderów PiS.

czwartek, września 13, 2007

środa, września 12, 2007

coś trzeba by...


Interesujący txt poniżej, specjalnie wkleiłem, by nikomu zainteresowanemu nie umknęło. Tomasz lis nie do końca jest dla mnie jakimś "autorytetem". W sumie to nie zbyt lubię gościa . Ale trafnie opisał obłudę, z jaką to mamy do czynienia.
Jako że zbliżają się wybory, podejrzewałem że będę sie częściej wypowiadał się na różne tematy z tym związane. Tak się nie dzieje. Sam nie wiem jak temu zaradzić, ale po prostu mi się nie chce. Nie z lenistwa! Co to, to nie. Po prostu nie lubię podejmować działań, które wydają mi się bądź bezcelowe, bądź zbędne, czy nie przynoszące mi jakiejkolwiek przyjemności. W tym przypadku mam chyba do czynienia z tymi wszystkimi negatywnymi czynnikami. Bo o czym tu pisać, skoro w tej "wolnej Polsce", "czas stoi". Nie potrafię zrozumieć, jak można dopuścić do sytuacji, w której w tak istotnym momencie dla naszego narodu, nie potrafimy utrzymać rządów? Przecież, żadna obca siła nam nie przeszkadza. Żadnej okupacji, żadnego zaborcy. TYLKO MY SAMI!
To już miało wiele razy w przeszłości miejsce, więc widocznie taka już nasza dola. Gdy się odzyska wolność, należy brać się do roboty, by udowodnić że się na nią zasługuje. Nie pogardą, obłudą i zaściankową głupotą, lecz ciężką pracą dla ojczyzny, a także Europy. No i na koniec dodam, że za to wszystko także należy zapłacić. Nie mówię tutaj o cenie moralnej, lecz tej materialnej-policzalnej. Takie wybory to droga impreza.
NIECH ŻYJE POLSKA! KRAJ DOSTATKU! GDZIE NIESZCZĘŚCIA, NIE ZASTANIESZ! itd..




ps.

No mam trochę przyjemności. Mianowicie ostatnie 2 lata zamknęły jadaczki namiętnym obrońca PiS, IV RP i sam nie wiem jeszcze jakiej bzdury. Jednak najgorsze jest to, że Ci ludzie, w większości chcieli dobrze i myśleli, że tak robią. Co im teraz zostało. "Chocholi taniec".

Tomasz Lis specjalnie dla Wirtualnej Polski

Na swój sposób zabawne jest obserwowanie jak nasi politycy próbują nas robić w konia. Te próby mają oczywiście charakter permanentny, ale w kampanii wyborczej szczególnie przybierają na sile. Nie ma takiej bzdury, której by nie powiedzieli, nie ma takiej obietnicy, której by nie złożyli. I nie przejmują się, że bzdury są oczywiste, a obietnice nie do spełnienia. Mają nas za durniów i zgodnie z tym założeniem działają.


Na początek kampanii premier Kaczyński okazał się cudotwórcą. Oto jeszcze kilka tygodni temu nie było ani grosza na służbę zdrowia, a tu, proszę - trzask, prask, i forsa jest. Wszystko zgodnie z hasłem - miliard w środę, miliard w sobotę. Jeśli PIS zauważy, że po złożeniu kilku takich obietnic w sondażach im skoczy, złożą i następne, warte miliard albo i pięć. W końcu to nie ich pieniądze, to co się mają martwić. Z naszych płacą, co nawiasem mówiąc jest ciekawą formą robienia prezentów - ukraść komuś pieniądze i mu je potem, oczekując wdzięczności, podarować.
Krok w krok za PIS-em albo obok PIS-u, podąża Platforma Obywatelska. Przez lata politycy tej partii mówili, że trzeba zreformować KRUS, bo przecież nie może być tak, że nauczyciele i lekarze płacą słono na swe emerytury a właściciele setek hektarów płacą grosze. Ale to było dawniej. Teraz trzeba zdobyć głosy, jakimkolwiek kosztem, za każdą cenę, więc PO mówi, że KRUS-u ruszać nie będzie. Oczywiście obecna próba robienia nas w konia nie jest niczym nadzwyczajnym. W końcu politycy tych dwóch partii dwa lata temu mówili nam, że stworzą koalicję. Wtedy byli przyjaciele z PO i przyjaciele z PIS. Potem okazało się, że to dranie z PIS i kanalie z PO. I oczywiście jedni i drudzy byli tym szalenie zaskoczeni, bo przecież jeszcze dzień przed wyborami mieli absolutne przekonanie o tym, że przyszły partner ma niemal same zalety.

Zaraz potem PIS ogłosiło, że zalety, to owszem ma, ale Samoobrona i LPR, a PO to jest we froncie obrony przestępców. Było to jakiś czas przed tym, gdy okazało się, że przestępcy, owszem są, ale w rządzie i że są to dokładnie ci, z którymi PIS chciało zaprowadzać nowy porządek moralny. PO w tym czasie popierała najgłupsze pomysły PIS-u, w tym kuriozalną lustrację i powołanie CBA, które potem Platforma nazwała policją polityczną. PIS rozwalało więc układ, który samo stworzyło, a Platforma krytykowała działania instytucji, w której powołaniu współuczestniczyła.

Dwa lata temu mieliśmy według PO genialnego Religę i pogubioną Gilowską, według PIS-u mieliśmy żałosnego Religę i żadną Gilowską, według Religi Tusk był super, a Kaczyński bee, chwilę wcześniej według Gilowskiej Kaczyński był do niczego, a Tusk był bratem. Potem się zmieniło. PIS uznało, ze Religa i Gilowska są super, PO uznała, że Gilowska i Religa są do niczego, Religa uznał, że Tusk jest do niczego, a Kaczyński super i podobnie uznała Gilowska. Wszyscy zmieniali zdanie na naszych oczach, na zdania przeciwne do poprzednich dokładnie o 180 stopni. Specjalnie się tym nie krępowali, bo przecież o co chodzi, robienie ludzi w konia mają we krwi.

Przed nami wielki wyborczy dramat, starcie, które zdecyduje o przyszłości Polski. Ejże, na pewno zdecyduje? Bo prawdę mówiąc czasem mam wrażenie, że nasza polityka wygląda jak imieniny u cioci, co jakiś czas następuje jedynie zmiana krzeseł, ale dla wszystkich przy stole najważniejsze jest, by nie zasiadł przy nim nikt inny. A już szczególnie ktoś, kto traktowałby nas wszystkich poważnie, gdybyśmy oczywiście, i jest to ryzykowne założenie, rzeczywiście chcieli być traktowani poważnie.

Obecna kampania na razie przypomina kampanię buraczaną. Nie usłyszeliśmy nic szczególnie ważnego czy mądrego. I, prawdę mówiąc, wątpliwe czy usłyszymy. Od lat dajemy się w końcu robić w konia, więc niby dlaczego ta praktyka miałaby być zaniechana. Za kilkadziesiąt dni zderzymy się oczywiście z pytaniem przy którym nazwisku postawić krzyżyk. A czy krzyżyka nie można by postawić na wszystkich?

Tomasz Lis specjalnie dla Wirtualnej Polski

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=27417&wid=9197194&rfbawp=1189601042.399&ticaid=14736

środa, września 05, 2007

MUSISZ TAM BYĆ!!!





kliknij na plakat by powiększyć

niedziela, września 02, 2007

Pij maślankę, będziesz wielki!



Rozpoczynam tego posta, świetnym kawałkiem, zespołu COMA, który można było usłyszeć na tego rocznym przystanku. Na przystanku nie byłem i się nie wybieram z powodów osobistych, jednak oglądając ten krótki film, przez chwilkę zastanawiałem się czy jednak nie było by warto.

Jak zerkniecie na listę moich ostatnich postów, nie trudno zauważyć, że zbyt wiele się tutaj ostatnimi czasy nie działo. Fakt, nie pisałem zbyt wiele. Nie miałem czasu. Ostatnie pół roku byłem zajęty pracą dla dużej(choć to mało powiedziane) Amerykańskiej firmy. Doświadczenie jakie tam zdobyłem jest bezcenne. Niestety warunki pracy, zwłaszcza te dot. czasu pracy oraz odległości do codziennego pokonania zmusiły mnie, mimo atrakcyjnych propozycji, do nie przedłużenia umowy. Z jednej strony żal mi czasu jaki poświęciłem tej firmie, gdyż starałem się jak tylko mogłem, jednak z drugiej strony wole czas poświęcać w innym kierunku, np. samemu sobie.

We wrześniu czeka mnie ciężka batalia z Uniwersytetem Śląskim, bo jak nie trudno się domyślić, nie miałem ostatnimi czasu na naukę. Ogrom pracy jaki muszę wykonać, by znaleźć się na V roku jest przytłaczający, jednak podobno mam"duszę wojownika" i tym cytatem pewnej życzliwej mi osoby, podtrzymuję się na duchu.

Zanim zapomnę, rozpisując się o innych, może mniej istotnych sprawach, chciałem napisać tylko, że naprawdę warto mieć przyjaciół.

Tak więc co u mnie, to mniej więcej wiadomo, dodam tylko że nie zamierzam długo pozostawać na bezrobociu, może nawet krócej niż bym chciał.

Teraz kilka słów o mojej ukochanej, pachnącej dworcem centralnym Ojczyźnie.
Tak jak sześć miesięcy temu, tak i teraz, ciężko sie połapać, po co to wszystko?
Czy naprawdę chęć władzy i pieniędzy, może posunąć ludzi do takiego zabagnienia swojej osobowości, co gorsza najczęściej przed sobą samym. Intelektualno-moralne dno, z jakim mamy do czynienia, wśród naszych wodzów, raczej nie przyprawia o optymizm. No chyba że dla kogoś jest to wizja optymistycznego wiatru przemian, w którym "zasady zobowiązują". Tak więc zbliżają nam się wybory, oczywiście znowu gówno z tego wyjdzie. Więc proszę bez optymistycznych komentarzy. Pewnie wygra PO, to samo bezpłodne PO, z którego pożytku nie ma zbyt wiele.

A może sie mylę.... miejmy nadzieję, my głupcy.

Polskie filmy. Raczej nie przepadam, strasznie tandetne, cienkie, bez sensu. Jednak jeden z głośniejszych na naszym kiepskim, małym, nie znaczącym rynku lokalnym, mnie zainteresował. "Testosteron". Głośno o nim było ze względy na obsadę. Na obsadę i nic więcej nie mówiono. Możliwe, że ze zrozumieniem były problemu choć specjalnie nie ma się nad czy tam zastanawiać. Film zaczyna się nudno i bez celu, jednak rozkręca się i potem mamy możliwość usłyszenia, jak bardzo żałosna jest rola faceta w naszym kraju. Jak bardzo nie radzimy sobie z "wiochą", jaka panuje w relacjach damsko-męskich. Generalnie muszę polecić, każdemu gościowi, który uważa że coś mu tu nie gra w tych "stosunkach"
Warto zobaczyć!

Dochodzi już późna pora, gdy piszę te słowa, więc trzeba by kończyć. Jednak zanim zakończę definitywnie to chciałem jeszcze zaprosić wszystkich na Koncerty Division by Zero : 07.09-T.Góry- Zacisze, 08.09- W-wa Progresja.


I tak zakończę już mało optymistycznie kolejnym filmem:

wtorek, sierpnia 28, 2007

DIVISION BY ZERO

DIVISION BY ZERO - Tyranny Of Therapy is out in USA and Canada!!! Thanks to NIGHTMARE RECORDS,since 28.08.07 you can get this CD in stores!

---

DIVISION BY ZERO - Tyranny of Therapy dostepne w USA i Kanadzie!!! Dzieki NIGHTMARE RECORDS. Premiera 28 sierpnia.

czwartek, sierpnia 23, 2007

!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Witam,


! KRAV MAGA !

STARTUJEMY 3 WRZESNIA

Kobiety
poniedziałek 18.30 - 20.00

Poczatkujacy
wtorek, czwartek 18.00 - 19.30

Sredniozaawansowani
wtorek, czwartek 19.30 - 21.00

OD PAZDZIERNIKA URUCHAMIAMY GRUPE
KRAV MAGA DLA DZIECI
wtorek 16.30 - 17.30

OGRANICZONA ILOSC MIEJSC W GRUPACH

REZERWACJA:
GSM 502 22 15 15
poczta@kravmaga.tgory.pl



Pozdrawiam
Pawel Jagodzik
Instruktor KM
GSM 502 22 15 15
poczta@kravmaga.tgory.pl
http://www.kravmaga.tgory.pl/

poniedziałek, lipca 09, 2007

Ja Mmm Chyba Sciebie



Ja Mmm Chyba Sciebie popełniło jedynie utwór.

niedziela, czerwca 17, 2007

kilka kwestji

Zacznę od aktualnego tematu, dotyczącego zasad liczenia głosów w europejskiej radzie. Zapewne już każdego z nas dopadło za pośrednictwem mediów, że oto Polska musi "umierać za pierwiastki". I nie ma się o co czepiać! Walczymy przecież o swoje! Musimy mieć dużo do powiedzenia we wspólnocie. W końcu jesteśmy jej pełnoprawnym członkiem, a kto wie czy to nie jest przypadkiem nasza wspólnota,...tak jak u kierowców, którzy uważają że droga jest ich i wolno im wszystko. Niestety znowu odzywa się w nas kompleks, a do tego uzasadnienie jest śmieszne, bo kim jesteśmy? Bida i wiocha. Nie moc i wszechobecny bałagan. I zakładając, że dostajemy 2 razy więcej głosów niż Niemcy, które płacą najwięcej do unijnej kasy, to co z nimi robimy? No chyba pozostanie przegłosować, że jest super i nic więcej nie robić. Inna kwestią jest to, że znowu wychodzimy przed szereg, w dziurawych butach. Polacy zawsze pierwsi do wszystkiego. Historia pokazuje, że się nie opłaca.
Niesamowitym zjawiskiem jest stosunek pseudo liberałów z PO, którzy dla publiki są wstanie palnąć cokolwiek.
To tyle w tej kwestii.


Kolejny temat.



Generalnie mam mało czasu na czytanie gazet, czasopism, a i nawet niestety i książek. Jednak co wtorek kupuje "Tygodnik Powszechny", gdzie udaje mi się przeczytać przynajmniej pierwsza i ostatnią stronę. I tak oto na ostatniej stronie wydania "TP" z dnia 17 czerwca br., trafiłem na bardzo interesujący felieton Marcina Króla, pt. "Początek dnia".
Król opisał w ciekawy sposób nasza Polską codzienność. Dzieli nas już na stały, oczywisty podział optymistów i pesymistów. Jedni wstają "jak skowronki, inni z trudem i najwyższą niechęcią do świata". Ja nie wstaję jak skowronek, nawet jak się względnie wyśpię. Dodam więcej, że nie znam nikogo, komu sie w tym kraju wstaje tak lekko. Autor tłumaczy tą moja niechęć, "tajemniczą rzeczą, jaką jest usposobienie", cokolwiek to znaczy? Jak czytamy dalej, jesteśmy podobno wolni i możemy się rozwijać tak jak sobie tego chcemy. No bardzo ciekawe, naprawdę. Tak ciekawe, ze w następnym zdaniu, jest diametralna zmiana punktu widzenia, oto jednak jesteśmy niewolnikami. Następuje wymienienie czynności, które powodują w nas to uczucie, a mianowicie: mycie się, jedzenie śniadania itd, czyli wszystko to co czeka nas rano. To ma być takie przykre, że się nie chce wstać. Autor widocznie przemyślał tą kwestie i pod koniec dopisał "Nic z naszych usiłowań dokonania czegokolwiek choćby w minimalnym stopniu twórczego lub oryginalnego nie wyjdzie. A to z powoduje, że narasta w nas wściekłość lub rozgoryczenie(zależnie od usposobienia).
No i w zakończeniu mamy można powiedzieć bardzo optymistyczna myśl-"Znajomość samego siebie, swojego sumienia i usposobienia, jest zatem konieczna także każdego ranka, by nie zmarnować potencjalnego miłego dnia, tygodnia, a może i życia". Tak więc już wiem co jest przyczyna tego codziennego "kurwa mać!", powtarzając za budzącym się polonista, granym w "Dniu Świra", przez Marka Konrada. Winny jestem JA sam. I to jest prawda, ale winę trzeba dzielić. Gdyż moja postawa nie jest odosobniona. Gdy w tysiącach domów człowiekowi wstaje się tak jak mnie, to coś na pewno musi szwankować. Szkoda, że autor nie napisał co mam robić, skoro wstając rano wiem co za tandeta mnie czeka za oknem.

Król Marcin (ur. 1944) – filozof i historyk idei, publicysta. W 1978 założył i pełnił rolę redaktora naczelnego opozycyjnego, liberalnego pisma „Res Publica” (obecnie „Res Publica Nowa”), współpracownik „Tygodnika Powszechnego” oraz "Dziennika", profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, dziekan Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji tejże uczelni. Absolwent VI Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana w Warszawie.
źródło: http://pl.wikipedia.org/

środa, czerwca 13, 2007

piątek, czerwca 01, 2007

czwartek, maja 31, 2007

Się ten...

A wiec, zaczynając od kolejnej z moich nie do końca normalnych refleksji. Nie cierpię wstawać wcześnie rano, ale nie do końca. Nie znoszę się budzić wiedząc,
że następne czynności, będą zmierzały do obowiązków codziennych, które nie zawsze są na tyle pasjonujące, że się ich "oczekuje". Specjalnie wyraz "oczekuje" umieszczam
w cudzysłowie, podkreślając ten specjalny stan. Taki stan przeżywam, kiedy wiem,
że wstając będę się zbliżał do czegoś na tyle przyjemnego, ludzkiego, że warto. Jak chociażby spotkanie z przyjaciółmi. Właśnie tak motywuje się wstając wcześnie rano, gdy jadę na uczelnie, po całym tygodniu wstawanie wcześnie rano do pracy. Ich uśmiechnięte twarze i życzliwe słowa, dają mi nadzieje. Ale codzienność skłania mnie do innej refleksji. Mianowicie niebawem na pewno ktoś wymyśli... "cofacz czasu". Po prostu to się musi stać. Tak jak teraz w moim budziku w telefonie mam opcje "drzemka", tak niebawem będziemy mieli " 30 minut wstecz(np. 5 złoty za każde 10 minut)". Mimo, że nie lobię wydawać pieniędzy na bzdury, to nie raz bym poniósł taka stratę za te kilka chwil, spokoju, z dala od rzeczywistości, będąc pogrążony w śnie. Już nie wspomnę o tym, jak taka gałąź przemysłu mogła by się rozwijać, tyle kierunków można by objąć tym czaso-przen9ośnią, że zyski muszą wymusić opracowanie takich wynalazków.

Kolejna kwestia, którą muszę poruszyć, jest już związana z polityką, a mianowicie PiS. Aktualnie PiS stara się okiełznać władze sądowniczą, która ma sens tylko w momencie, gdy jest oparta o literę prawa, sprawiedliwego prawa, a nie partykularne o interesy KCyków Pisowskich i tej koalicyjnej bany.
To bardzo przykre i demoralizujące.

I już na zakończenie muszę się pochwalić. Zanim napiszę czym, uchylę rąbka tajemnicy- nie tajemnicy. Jestem częścią współczesnej, NOWOCZESNEJ INTELIGENCJI POLSKIEJ. I to wszystko dzięki panu wicepremierowi, ministrowi edukacji Romanowi Giertychowi. Jeden z rozdziałów mojej pracy magisterskiej, ma być oparty zupełnie o twórczość Witolda Gombrowicza. Wycofanie "Ferdydurke" (między innymi)z listy obowiązkowych lektur szkolnych, jest tak nieprawdopodobnym umysłowym kalectwem, że z radością mogę napisać, że jestem ponad "to". A już na koniec abstrahując, przykre to wszystko.

Have a nice live.

niedziela, maja 27, 2007

Przeczucie

Dopiero co wróciłem z kina i postanowiłem znowu zabawić sie w "krytyka". Ponieważ film o tytule "Przeczucie", na który się wybraliśmy jest wart kilku słów, postaram się napisać dlaczego nie była to strata czasu.
Jakoś ostatnimi czasy miałem wątpliwości, czy filmy z Sandra Bullock mogą w ogóle być dla mnie interesujące, jak zresztą prawie zawsze miałem wątpliwości co do decyzji. na szczęści pani Bullock, wykorzystała swój warsztat i nie zrobiła filmu familijnego z czegoś co miało być thrillerem. Film, różni się od produkcji bardzo popularnych ostatnimi czasy, w których przemoc i krew dominuje, dając widzowi wrażenia po które chodzi sie na thriller. Tutaj należy się "wczuć" w sytuacje bohaterów, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowych. Do końca w filmie nie opuszcza się motywu typowo rodzinnego, który jest bardzo przyjemny, więc tym bardziej jego zburzenie daje pożądany efekt. Drażniące jest to, że główna bohaterka jest typową "kurą domową", której cele w życiu są nieokreślone. Ale widocznie jej położenie może oddziaływać kontrastująco z sytuacją, która się wydarzyła. "Przeczucie" trzyma w napięciu, prawie do końca nie jesteśmy pewni o czym właściwie opowiada. Na końcu poznajemy morał, tandetny, ale jednak odzwierciedlający ponadczasowe wartości.
Generalnie polecam każdemu, kto ma ochotę na emocje oraz głębsze przemyślenia.

Przeczucie

Premonition (USA, 2007)
Thriller
czas 96 min.

Reżyseria: Mennan Yapo
Scenariusz: Bill Kelly



Obsada

Sandra Bullock - Linda Quinn Hanson
Julian McMahon - Jim Hanson
Amber Valletta - Claire
Peter Stormare - Dr Norman Roth
Nia Long - Annie

piątek, maja 25, 2007

A!

A MASZ, PACKĄ PO ŁAPACH! <-link

Oto przykład rozbrajającej niemocy, pogrążonej przez głupotę, rzeczywistości w której tkwimy.

niedziela, maja 20, 2007

OCH NIE!

Piszę tego posta, ponieważ ma się wydarzyć coś strasznego! Mianowicie "Magda M.", ma się skończyć!!!
Jak czytamy na stronie
Koniec kariery Joanny Brodzik?
"Już w czerwcu zobaczymy ostatni odcinek "bajecznego" serialu "Magda.M.", w którym Brodzik wciela się w rolę tytułowej bohaterki."(portal http://www.plotek.pl/)



Dołączam się do grupy zmartwionych, cóż też będzie porabiać, rzekomo najpiękniejsza w całej wsi, Joanna.
No i czym teraz wypełnią czas widzowie, porywającego, niezwykle dużo wnoszącego do naszego świata, serialu Magda M.?

piątek, maja 18, 2007

"Ja mmm chyba ściebie"




Materiał stacji Comedy Central

sobota, maja 12, 2007

dziś jest sobota

Nadszedł od dawna oczekiwany moment, kiedy to teoretycznie mam możliwość odsapnięcia. Piszę teoretycznie, bo tak naprawdę nie miewam takich momentów. Jakoś się już tak zawsze poskłada, że zawsze trzeba coś zrobić, coś czeka gdzieś w ukryciu i albo zaraz wylezie, albo już wylazło i należy się tym zająć. Jednak od dłuższego czasu miałem ochotę napisać tu coś. Słomiany zapał. Jednak zdecydowałem się, usiadłem i piszę.
Na początek, chciałem podziękować wszystkim. którzy pamiętali o moich urodzinach. A jeżeli chodzi o tych którzy nie pamiętali, to wcale się im nie dziwię, bo mnie samemu jest trudno zapamiętać swoją datę urodzin, że nie wspomnę już o czyjejś. Jeżeli pamiętam miesiąc, to znaczy że musi mi na tej osobie albo bardzo zależeć, albo miałem możliwości imprezować w przeszłości i to mi utkwiło w pamięci.
Jako już 23 latek, czuję coraz bardziej przygnębiający fakt, że oto jedna trzecia mojego żywota uleciała, a do tego chyba to była ta właśnie najprzyjemniejsza, gdzie można się było jeszcze "upijać" różnymi wyobrażeniami świata.
Gdzie jestem? No, ze mną nie najgorzej. Pesymistyczne podejście do życia w tym kraju, po prostu najwidoczniej popłaca.Podobno pesymista, to dobrze poinformowany optymista. nie wiem, nie wnikam.
Ale co dookoła mnie? Bez zmian, dalej mieszkam w kraju, który w momencie swojej największe szansy na normalność, zaprzepaszcza wszystko chorymi względami, których znaczenie już dawno wygasło. Nawet bym zaryzykował tezę, że widoczne są ślady odwrotu od demokracji, które bym raczej tłumaczył ślepą i mściwa furią nierobów. Bo przecież łatwo się żyje za nasze podatki. Że tez nie da się wyjść z tego marazmu.
Na zakończenie, kilka spostrzeżeń, które moja praca mi dostarcza.
*Mianowicie w Cieszynie jest fajnie, z wielu względów.
*Polacy to beznadziejni kierowcy, im dalej od Bytomia i miast ościennych, tym gorzej, chyba.
*A po Bielsku fatalnie się jeździ, i jest mniej fajnie niż w Cieszynie, ale też fajnie.

I już kończąc, zacytuję Egona Bondy, polecając jego słowa pisiorom i reszcie tej wesołej ferajny, którzy na pewno się kiedyś skończą...albo i nie.
"Z delikatną ostrożnością pierdzę, żebym się nie zesrał"

niedziela, maja 06, 2007

JUŻ JEST!!!

Nowa płyta DIVISION BY ZERO,"Tyranny of Therapy". Płyta dostępna jest na stronie internetowej wytwórni www.insanity-records.pl oraz dobrych sklepach muzycznych. Z tej okazji zespół przygotował dla Was numer promujący płytę ”Your Salvation” do ściągnięcia tutaj.




Po inne szczegóły, oraz informacje o koncertach itp., zapraszam na stronę zespołu http://www.divisionbyzero.pl/

wtorek, kwietnia 24, 2007

rezerwa kadrowa IV rp

I kogo by tu na fotel marszałka?

czwartek, kwietnia 12, 2007

sobota, kwietnia 07, 2007

Lechoń Jan
Wielkanoc

Droga, wierzbą sadzona wśród zielonej łąki,
Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.
Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
Drogą, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
Idzie sobie Pan Jezus wpółnagi i bosy
Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.
Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.
Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
Upadła na kolana i krzyknęła: \"Chryste!\"
Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
I rzeknie: \"Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem\".





----------------------------------------------------------------------------------
Wszystkiego naj...!

słowo dnia

napisałem:
Witam Serdecznie

Już kilka lat jestem waszym prenumeratorem. Jednak zaniepokoiła mnie tzw. \"lekcja na dziś\" która jest pod cytatem. Załączam całość e-maila, by było wiadomo o czym piszę. Jako euroentuzjasta i socjaldemokrata, jestem głęboko zaniepokojony, że gdzieś w europie może dochodzić do dyskryminacji kogoś, że względu na wiarę, a także stawianie rządów konserwatywnych jako właściwej drogi, gdyż w mojej opinii jest to droga do \" Ciemnogrodu\". Jakiekolwiek sprzeczne działanie, z przykazaniami Bożymi jest, w moim rozumieniu nie możliwe, wśród ludzi, którzy miłują bliźniego, nawet jeżeli ich zachowanie jest motywowane kantowskim imperatywem.
Serdecznie pozdrawiam i niecierpliwie oczekuję odpowiedzi.
Michał Maciejewski
Bytom




Slowo.pl - Słowo Dnia

Kategoria:
Posłuszeństwo Bogu

Dzisiejszy werset:
Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi - odpowiedział Piotr i
Apostołowie.

Dzieje Apostolskie 5:29 / Biblia Tysiąclecia

Lekcja na dziś:
Gdy władze żydowskie zabroniły apostołom głosić Ewangelię, ci
odpowiedzieli Słowami dzisiejszego tekstu. Obecnie w Europie nasilają
się tendencje przeciwne wierze chrześcijańskiej. Choć w tej chwili w
Polsce mamy rządy konserwatywne, to w innych krajach uchwala się ustawy
dyskryminujące chrześcijan lub godzące w niezmienne Prawo Boże. Czy
będziemy gotowi przeciwstawić się władzy, jeśli zmuszać nas będzie ona
do działań sprzecznych z przykazaniami Bożymi? Bądźmy już teraz wierni
w małych próbach, by nie zawieść w wielkich, które nas czekają.

dostałem odpowiedź:
Witam,

Dziękuję za emaile oraz za pytanie. Ja nieco inaczej rozumiem problem niz autor lekcji na dziś - Szymon Matusiak. To znaczy - dla mnie nie ma znaczenia czy wladza jest konserwatywna czy tez liberalna. Zarowna jedna i druga moze doprowadzic do sytuacji, w ktorej wyznawcy Chrystusa zostawia postawieni pomiedzy wyborem posluszenastwa prawo ziemskiemu badz Chrystusowi.

Na chwile obecna dla mnie najwazniejsze jest nie tyle zamartwianie sie gdzie zmierza polityka, co co robie, by Królestwo Boze rozrastalo sie tu na ziemi. I dodam od razu, ze - podobnie jak Chrystus - nie mam w ogole na mysli krolestwa w wymiarze materialnym. Jemu wspolczesni - jego uczniowie - bardzo liczyli na takie krolestwo. Jak pokazuje historia Chrystus skutecznie przekonal ich do zupelnie innej wizji Krolestwa, za ktore pozniej 11 z apostolow oddalo swoje zycie.

Zgodnie z tym, co Pan pisze - jedyny sposob, by zdobywac serca innych dla Chrystusa to milosc Boza plynaca ze szczerego serca.

Nie wiem czy pomoglem, ale na wszelki wypadek kopiuje do Szymona, poniewaz to bardzo ciekawy temat i dyskusja.

Pozdrawiam serdecznie,

Zbigniew Szalbot
www.slowo.pl

po tej budującej odpowiedzi, nie doczekałem się kolejnej.

wtorek, kwietnia 03, 2007

300

Film opowiadający o wartościach, które są imponderabile.
Polecam

sobota, marca 31, 2007

820

Katowice, przystanek linii 820 i 830. Za chwilkę powinien pojawić się autobus. Jest przed 16, a słonko ładnie tej soboty świeci(dzień publikacji tego posta). Ludzie już stoją, blisko krawędzi, jak najbliżej, byle tylko wejść pierwszym, byle usiąść. Nadjeżdża 820, w środku jacyś luzie chcący wysiąść, lecz są bez szans, tłum napiera. Moment podjazdu autobusu nabiera dziejowy charakter. Ludzie bez skrupułów starają sie dostać do środka. Gdyby im dać miecze, zezwalając na użycie, to by sobie wyrąbali drogę. Gdyby szczekanie pomagało, pewnie nie jeden głos w tej tonacji, było by słychać.
Już prawie wszyscy się wepchnęli, czas na mnie. Stanę sobie na końcu, to może się oprę o drzwi i tak jakoś przeczekam drogę do Bytomia. Niestety, nie ma lekko. Drzwi środkowe, tak sie kieruje, lecz tuż za mną młody mężczyzna, prawdopodobnie narkoman. Nieprzyjemny zapach, czuć z daleka. Kolejne dziecko tych czasów. Wiem, że ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, to znosić Jego obecność. Wiem, egoistyczne. Prawda, ale nie zawsze ma się cierpliwość, nie zawsze ma się siłę, nie zawsze się chce. Uciekam do ostatnich drzwi, lecz On za mną! CO ZA KOSZMAR, pomyślałem, ale wracam się do środka, tam jest lepiej stać opartym o drzwi,. Niestety nie tylko ja na to wpadłem, gdyż On za mną. Ostatecznie wsiadam na końcu, On w środku. Już go więcej nie widziałem, nie musiałem, bo z tyłu taki sam. A wiec stoję, oparty o drzwi i o szybę oddzielającą mnie od siedzeń. Na jednym śpi jakiś facet. O tym koło mnie nie myślę, nie ma go. NIE, on tam jest. Stoi i mnie widzi a ja jego. Na szczęście nie rusza się, może nie oddychał. Może tylko "był". Zostawiam go. Proszę gościa naprzeciwko mnie, by skasował mój bilet, sam nie sięgam. Miły koleś, kasuje od razu, ładnie ubrany. Tak jak głupawe dziewczyny lubią, aby ich ciapowaci chłopcy wyglądali. Śmierdzi potem. O nim nie da się zapomnieć, ostry, przenikliwy. Kuje. Na szczęście mam mp3. Uciekam w muzykę, najgłośniej jak się da. Prawie zapominam o zapachach. Ludzie dookoła mnie rozmawiają o swoich sprawach, o swoich problemach. Ja błogosławiony muzyka w uszach, nie słyszę. Tak jedziemy.
Przystanek przy parku w Chorzowie. Nikt nie wysiadł. Koszmar. Wsiada stary facet z gitarą. Nie kasuje biletu ani za siebie, ani za gitarę, którą stawia na podłodze. Oboje zajmują miejsca tyle co kobieta z małym wózkiem. Nie ma ładnych dziewczyn, nie ma gdzie oka zawiesić, ale to dobrze. Przynajmniej żadna nie ma satysfakcji, że się któryś gapi. Tak jedziemy, ja dociśnięty już do ścianki, już koło tego, który kasował mi bilet. Dalej śmierdzi. On wyciąga kanapki. Z serem i szynka. I je. Bez najmniejszego skrępowania. Nie mogę znieść tego widoku. Nie patrzę w jego kierunku już do końca.
Przystanek w Chorzowie. Ktoś wysiadł. Wsiada cały tłum. Zwykłych szarych ludzi. Na szczęście. Ja już się nie muszę trzymać. Dociśnięty do ścianki. Muzyka mnie dalej oddziela od "współpasażerów". To jet wspaniałe, że mam drogę ucieczki.
W Bytomiu, zauważyłem przystanek przy Placu Sobieskiego. Ktoś wysiadł. Wsiadł tłum. Tłum któremu nie chce się przespacerować na dworzec, a dzień piękny, ciepły i pogodny. Stara kobieta, stoi za mną, a raczej we mnie wepchana. W plecy. Drobna czuje jej kości. Ja się nie ruszam, wiem że to się zaraz skończy.
Dworzec Bytom. Jak przewidziałem, większość wysiadła, w tym prawie wszyscy z Placu Sobieskiego. Przez chwilkę mam dużo miejsca. Nie śmierdzi już, a może nie czuje. Wsiada dwóch młodych mężczyzn, pijani albo naćpani. Staja koło mnie. Ich dłonie czerwone i brudne. Zmęczeni. Niesłyszeń ich rozmów, muzyka. Jednak sobą narzucają się nie tylko mnie. Nie tylko mnie psuja dumnie wypowiedziane zdanie
" Jesteśmy Polakami, jesteśmy wspaniali!".Zabawne. Oni, tymczasem nie mają siły stać. Kucają, i tak jadę , stojąc nad dwoma kucającymi produktami kapitalizmu, ubocznymi produktami. Ale o tym się nie mówi, nie wypada. Bo dopiero jak coś się stanie, to sie oczy otwiera, przeciera a później z powrotem zamyka.
Przystanek na "Vitorze". Stąd mam już niedaleko. Nie wytrzymuje, wysiadam. Przejdę sie, w końcu taki piękny dzień.
Spacerując sobie tak, raczej wolnym krokiem, nachodzi mnie myśl: Dlaczego w Polsce, jeszcze żaden terrorysta, nie wysadził się w powietrze, jadąc przepełnionym autobusem. Odpowiedź znalazłem szybko. Nie wysadził się żaden, bo po co. A niech sobie jeżdżą i się sami wysadzają, w sobie.

---------------------------------------------------------------------------------



Fotka wykonana przez mnie, tego samego dnia, przed południem w centrum Bytomia. Ten "dziadziuś", cieszy sie swoim życie podśpiewując sobie niewyraźnie.
Ciekawe kto jest bardziej normalny i komu lepiej?

poniedziałek, marca 26, 2007

Dyskalkulia

Dyskalkulia bez tajemnic

Dyskalkulia, czyli zaburzenie zdolności matematycznych, może być spowodowane nieprawidłową pracą prawego płata ciemieniowego mózgu – wskazują najnowsze brytyjskie badania.

Dyskalkulia może też wpływać na naukę geografii, fizyki, chemii, a nawet historii czy muzyki (fot. arch.)

Do takich wniosków doszli naukowcy z Collegium Uniwersyteckiego w Londynie, którym udało się po raz pierwszy wywołać przejściową dyskalkulię u osób, które wcześniej nie miały problemów z matematyką.

Dyskalkulia jest dysfunkcją o różnym nasileniu, polegającą na trudnościach w wykonywaniu działań matematycznych, nawet tych prostych dla większości ludzi. Osoby z tym zaburzeniem mają kłopoty z liczeniem przedmiotów czy liczeniem na palcach, ale też z odczytywaniem czasu.



Dyskalkulia może też powodować problemy w życiu codziennym. U dyskalkulików często pojawia się awersja do gier związanych z cyframi lub przestrzennym kojarzeniem, błędy w używaniu pieniędzy, pomyłki telefoniczne, częste opuszczanie spotkań, kłopoty w podróży, czy problemy z gotowaniem.

Jest ono równie rozpowszechniona w społeczeństwie jak dysleksja i dotyczy 5 proc. ogólnej populacji. W Polsce dyskalkulia dotyczy prawie 2 mln osób. Zidentyfikowano ją jednak później niż dysleksję, dlatego jej diagnozowanie jest ciągle nieprecyzyjne, a neurologiczne podłoże pozostaje zagadką.

W najnowszych badaniach nad dyskalkulią brytyjscy badacze skorzystali z przezczaszkowej stymulacji magnetycznej mózgu (TMS), aby na bardzo krótki czas – liczony w setkach milisekund – wyłączyć pracę obszarów mózgu związanych ze zdolnościami arytmetycznymi. Są one zlokalizowane w prawym płacie ciemieniowym mózgu.

Testom poddano osoby, które na co dzień nie miały żadnych problemów z matematyką. TMS stosowano dokładnie w momencie, gdy badani mieli udzielić odpowiedzi na proste zadanie arytmetyczne, polegające na porównaniu dwóch liczb – np. 2 i 4, przy czym liczba o niższej wartości była przedstawiona większą czcionką. Uczestnicy testu mieli zdecydować, która z nich ma większą wartość, a która jest fizycznie większa.

Testy zaplanowano tak, by sprawdzały zdolność pacjentów do automatycznego przetwarzania liczb.

Okazało się, że gdy stymulacji magnetycznej poddawano neurony prawej bruzdy śródciemieniowej, osoby bez dyskalkulii miały takie same problemy z przetwarzaniem liczb, jak osoby cierpiące na to zaburzenie. Stymulacja lewego płata ciemieniowego nie powodowała podobnych zakłóceń.

Związek między czynnością prawego płata ciemieniowego a dyskalkulią został później potwierdzony w testach z udziałem osób cierpiących na to zaburzenie.

Praca opublikowana na łamach pisma „Current Biology” umożliwi dalsze badanie nieprawidłowości neurologicznych leżących u podstaw dyskalkulii oraz na opracowanie metod pozwalających wcześnie diagnozować to zaburzenie. Dzięki temu można będzie też stworzyć skuteczne modele kształcenia dyskalkulików.

źródło: http://tvp.pl/1874,20070323476156.strona

sobota, marca 17, 2007

http://www.wolnynet.pl

Rządząca koalicja planuje wprowadzenie ustawy, która pozwoli:
- odsłuchiwać Twoje rozmowy komórkowe,
- czytać Twoje prywatne rozmowy,
- śledzić strony internetowe, które odwiedzasz.
Jeśli chcesz czuć się bezpiecznie pracując w sieci lub rozmawiając z
przyjaciółmi podpisz protest tu:
http://www.wolnynet.pl

poniedziałek, marca 12, 2007

Nowa Sekcja Krav Maga TYLKO dla kobiet

Nowa Sekcja Krav Maga TYLKO dla kobiet

12 marca rusza nowa sekcja
Krav Maga TYLKO dla kobiet
Poniedziałki 18.00 - 19.30

Chcesz wiedzieć więcej?
Napisz: poczta@kravmaga.tgory.pl
lub zadzwoń: GSM 502 22 15 15

czwartek, marca 08, 2007

poniedziałek, lutego 26, 2007

BEZPIECZNA KOBIETA

Witam,


Tarnogórska Sekcja Krav Maga zaprasza tym razem wszystkie* kobiety do bezpłatnego udziału w Akcji BEZPIECZNA KOBIETA. Jest to wstęp do cyklu szkoleń Krav Maga dopasowanych do Waszych potrzeb i oczekiwań. W programie zajęcia praktyczne i teoretyczne.

Oprócz zajęć z zakresu walki wręcz, które poprowadzi Elina Toneva, jedyna w Europie kobieta-EKSPERT KRAV MAGA, psycholog omówi aspekt emocjonalny uporania się ze stresem w obliczu niebezpieczeństwa, a prawnik wyjaśni Wam granice obrony koniecznej oraz prawa ofiary przemocy.


(na zdjęciu Elina Toneva)
Koniecznie odwiedź specjalną stronę promującą akcję
www.bezpieczna-kobieta.pl

lub po prostu zadzwoń i zapytaj o szczegóły
Pawel Jagodzik +48 502 22 15 15

PAMIETAJ, MASZ PRAWO SIĘ BRONIĆ !


Pozdrawiam
Paweł Jagodzik
Instruktor KM
GSM 502 22 15 15
poczta@kravmaga.tgory.pl
http://www.kravmaga.tgory.pl/

_________________
* W akcji może wziać udział każda pełnoletnia kobieta. Ilość miejsc ograniczona. O przyjęciu decyduje kolejność nadsyłania zgloszeń.


niedziela, lutego 25, 2007

Bądźcie przygotowani!

Rozmowa z Eyalem Yanilovem:

Kliknij na zdjęcie, by powiększyć.







źródło: "Dziennik Zachodni" z dnia 20 Luty 2007 r.

sobota, lutego 24, 2007

Ci mężczyźni zabili w Myślenicach właściciela kantoru i jego syna


Małopolska Policja opublikowała portrety pamięciowe bandytów podejrzewanych o napad i zabójstwo właściciela kantoru i jego syna w czwartek w Myślenicach.

W związku z tą sprawą policja szuka trzech mężczyzn: pierwszy nich wygląda na ok. 45-50 lat, mierzy ok. 170 cm. Jest mocnej, krępej budowy ciała, ma ciemne włosy średniej długości, na twarzy kilkudniowy zarost, śniadą cerę. Drugi z poszukiwanych wygląda na ok. 35 lat, jest wzrostu ok. 180 cm. Ma ciemne włosy - mocno przylegające lub krótko obcięte, szczupłą sylwetkę. Nie ma portretu trzeciego z poszukiwanych - najprawdopodobniej czekał na swoich kolegów w samochodzie.


W Myślenicach w czwartek dwaj bandyci zaatakowali ojca i syna wracających z utargiem z kantoru. Pieniądze zrabowali, a obu mężczyzn zastrzelili z broni maszynowej. Mieszkańcy i właściciele kantorów z Myślenic ufundowali 100 tysięcy złotych nagrody dla osoby, która przyczyni się do ujęcia przestępców.

Do podobnego napadu doszło w piątek w Dobiegniewie w woj. lubuskim. Na szczęście pracownica kantoru tylko najadła się strachu. Również dwaj mężczyźni - niewykluczone, że to ci sami sprawcy - sterroryzowali kobietę w kantorze i zabrali ok. 30 tys. zł. Potem uciekli samochodem, w którym czekał trzeci z bandytów.

Wcześniej, w środę, napadnięto również pracownika kantoru w Tarnowie. Ranny 57-letni mężczyzna leżał na trawniku pod jednym z bloków. Jego rany, początkowo określane jako zadane nożem, okazały się ranami postrzałowymi. Jedna z nich została zadana z bliskiej odległości w skroń. Nikt jednak nie słyszał strzałów, mężczyzna nie został obrabowany.

Do tej pory nie udało się ustalić również sprawców tragedii w Ostrowie koło Przemyśla i Przeworsku. W obu napadach, do których doszło w połowie listopada i na początku grudniu ubiegłego roku, zginęły cztery osoby. Nie wiadomo też, kto dokonał nieudanego napadu na kantor w Dębicy, podczas którego sprawca zgubił broń.

W Komendzie Głównej została powołana specjalna grupa koordynująca działania w tej sprawie i analizująca materiały z innych napadów z całego kraju.

Osoby, które mogą pomóc w ustaleniu sprawców napadu proszone są o kontakt z komendą wojewódzką policji w Krakowie ul. Mogilska 109 (wydział dochodzeniowo – śledczy policji lub wydział kryminalny) lub telefoniczny na numer (012) 413-44-44. Policja zapewnia całkowitą dyskrecję. Na ten numer od chwili uruchomienia zadzwoniło bardzo wiele osób.

Dostaliśmy bardzo dużo telefonów - dzwonili mieszkańcy Myślenic i okolic - mówił w TVN24 rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak. Najważniejszym zadaniem dla nas w ciągu najbliższych godzin jest sprawdzenie tych wszystkich informacji - dodał. (bart)

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1329&wid=8746184&rfbawp=1172321409.052&ticaid=13476

Zamieszczam ten txt, gdyż przeraża mnie ta obrzydliwa zbrodnia, a to jest jedyna rzecz, jaką mogę zrobić by wyrazić mój sprzeciw.

bye bye Rafałek



No i stało się. Kolejny NASZ poleciał na wyspę, zarabiać w funtach. Choć żal i smutek, to mam nadzieje, że droga słuszna, a mam pewność że pozytywne będą konsekwencje. MY już tęsknimy. Wszystkiego najlepszego Rafale, Robercie, Piotrze, Tomku, Cezary, ... .



Fotki i filmik z imprezki pożegnalnej.
Jeżeli chodzi o filmik, to proszę pamiętać, że się intensywnie przed i w trakcie "wzmacnialiśmy" :-)

poniedziałek, lutego 19, 2007

Znalezione w sieci: Część 4(4)

Autor: W. Gombrowicz

Izolacja i osamotnienie

Jakie są inne przyczyny erotycznego okrucieństwa? Po pierwsze - izolacja i osamotnienie (o czym również już mówiliśmy). Każda kobieta wie z własnego doświadczenia, jak normalnieją i łagodnieją stosunki z mężczyzną, gdy z „nieznajomego” przekształca się on w „znajomego”. Kiedy młody człowiek znajdzie się w miejscu, gdzie są kobiety zrazu spogląda na nie z daleka, jak dzikie zwierzę, potem jednak, zatańczywszy zjedną i drugą, całkowicie traci swoją dzikość. Wielka to szkoda, że w krajach latynoskich tyle jest „nieznajomych” obojga płci, i że obie one przypatrują się sobie, ponad dzielącą je przepaścią seksualną, z tak wielkiej oddali! Jednakże samotność południowego Amerykanina płynie również z niedostatku kontaktu psychicznego z mężczyznami, co jeszcze potęguje gorzki jej smak.Druga przyczyna jest taka, że kobieta południowoamerykańska niewątpliwie nadmiernie spekuluje na temat męskiego głodu seksualnego. Mężczyźni często czują się upokorzeni przez ten głód, który zmienia ich w niewolników kobiety wyciska z nich mnóstwo energii i czyni z nich żebraków gdy już nie mogą być zdobywcami. Jeśli kobieta nie potrafi zachować umiaru w okazywaniu władzy, jaką ma nad zwierzęcą stroną mężczyzny, jeśli chce jego instynkty wykorzystywać w sposób nazbyt bezwzględny i otwarty - on odpłaca jej taką samą monetą cynizmu i niegodziwości. Dzieje się tak głównie wtedy, gdy chodzi jej o korzyści ekonomiczne. Rola pieniądza w sprawach erotycznych jest bardzo ciekawa i warta przestudiowania z większą niż dotąd powagą przez psychologów, jak i przez moralistów Z jednej strony pieniądz zdaje się być śmiertelnym wrogiem erotyzmu, z drugiej zaś widzimy, jak w naszych czasach staje się on kupidynkiem ułatwiającym i legalizującym miłość.

Miły prezencik
Mężczyzna poludniowoamerykański, podobnie jak wszyscy inni, nie zawsze zdaje sobie sprawę, że to, co nazywamy trywialnie „wyciąganiem forsy” od niego, ma dla kobiety sens o wiele bardziej erotyczny, niż się wydaje. Kiedy wiejska dziewczyna wydębi od swego kawalera jakiś miły prezencik, oznacza to dla niej nie tylko mały triumf jej kobiecości, ale także jest w jej oczach najlepszym dowodem siły i szczerości ofiarowywanych jej uczuć. Przede wszystkim jednak w sytuacji, kiedy nie doszło jeszcze do wytworzenia się hardziej bezpośrednich i spontanicznych form zażyłości erotycznej, pieniądz i wszystko to, co on umożliwia, służą jako pretekst do zbliżenia. Często kobiecie łatwiej przychodzi przyjąć zaproszenie do kina ze strony nieznajomego, niż propozycję wspólnego spaceru. Idąc do kina daje ona do zrozumienia, że lubi kino, podczas gdy godząc się na spacer, aż nadto wyraźnie okazuje, że podobajej się głównie towarzysz. Byłoby wielką naiwnością sądzić, że materializm, z którym tak się we wzajemnych stosunkach obnoszą zarówno mężczyzna, jak i kobieta, jest tylko i wyłącznie materializmem. Prawdziwa miłość także przecież polega na handlu: mężczyzna „sprzedaje” swą osobę kobiecie, w zamian „kupując” jej osobowość. Taka osobowa wymiana to jednak sprawa dość delikatna: żeby wyznać miłość, trzeba starannie dobierać słóxy, przezwyciężyć pewien „dystans”, przyjąć inny ton, na koniec wreszcie przejść od jednej formy współżycia do innej. Kiedy dwoje ludzi nie potrań uporać się z tą trudnością i lęka się takiego spontanicznego zbliżenia, wolą oni nadać temu zbliżeniu inny sens opierając je na racjach materialnych, konkretnych, ekonomicznych bądź cynicznych. Tak więc za amerykańskim materializmem kryją się raczej nieporadność i naiwność w stosowaniu form, nieśmiałość, wrażliwość, duma... Wszystko to nie byłoby niczym specjalnie złym. Prawdziwe zło polega na tym, że ani mężczyzna, ani kobieta nie są w pełni świadomi istot nych źródeł swego materializmu, skoro dają się zwieść pozorom i obwiniają się wzajemnie o najwstrętniejszy cynizm. Więc kiedy ona (biedaczka!) nie wiedząc, co powiedzieć, wydusi z siebie: „A może byś mi kupił kapelusz?”, on wpada w cichą furię, przekonany, że ona chce go wykorzystać.
Gorzkie kłamstwo
Zwykle mężczyzna wpada w złość, gdy kobieta stawia go w sytuacji trudnej bądź fałszywej; widzieliśmy już, że przesadny lęk prowadzi go do brutalności. Podobnie rzec można, iż kobieca przesada w dbałości o wygląd roznieca w nim złość. Instynktownie czuje w tym kłamstwo, gorzkie kłamstwo tego anielskiego, czystego i słodkiego świata, jaki ona mu narzuca, i właśnie wówczas jego męski realizm, jego zmysł śmieszności szuka Ujścia w mściwych, prostackich dowcipach i sprośnościach. Im bardziej kobieta pragnie ulatywać w niebiosa, tym bardziej mężczyzna będzie szukał ziemi. I znów .- nie ma nic specjalnie złego w takiej reakcji; zło polega na tym, że mężczyzna daje się zwieść swemu pozornemu cynizmowi, nie rozumie mechanizmu, który go do niego popycha, t rzeczywiście zaczyna wierzyć we własną „niegodziwość”. Ale oprócz tego jest w nim jakaś siła z zasady sprzeciwiająca się wszelkiej sublimacji, zarówno moralnej, jak i estetycznej. Dlaczego kobiety silniej wierzą, są większymi idealistkami, łatwiej akceptują moralność kościelną? Dlaczego, kiedy chłopiec stara się dosłownie przestrzegać owych wzniosłych nakazów, jest wyśmiewany przez kolegów, którzy przypinają mu łatkę „maminsynka”? Moralność przeciwstawia się życiu albo przynajmniej nadmiarowi życia; tymczasem oni wolą żyć, niż być moralnymi, wolą też być męscy niż moralni. Ascetyzm ich nie zachwyca.

Niezrozumienie własnej psychologii
Jeśli moralność, idealizm, przyzwoitość mają się okazać do przyjęcia przez męską młodziez, muszą być jej zaproponowane w sposób nie urażający jej męskości. Wydaje się, że w Ameryce Południowej moralność w ogóle, a moralność seksualna w szczególności wpajana jest mężczyznom w sposób zanadto bezpośredni i teoretyczny Najgłębsze kazanie, najbardziej nawet natchniona mowa nie zdołają w takiej mierze przekonać młodych (podobnie zresztą jak i dorosłych), jak te same zasady ucieleśnione wjakimś „męskim ideale” czy męskim obyczaju. Typ „gentlemana” czy wojskowe zwyczaje honorowe bądź wreszcie sportowe zasadyfair play oddziałują na nich nieporównanie silniej, gdyż symbolizują kwintesencję męskości. Nie, południowy Amerykanin nie jest z natury zły, cyniczny ani egoistyczny; niekiedy bywa zly, bo wścieka go samicza pycha kobiety, jej sztuczki i przesada w zachowaniu, albo też mylnie interpretuje intencje kobiety ijej skomplikowaną psychologię, bądź wreszcie nie rozumie własnej psychiki i nazbyt serio bierze własne postępki tudzież słowa, sądząc, że płyną one z jego prawdziwej natury. Tymczasem dyktują mu je często okoliczności zewnętrzne, toteż bardzo często mają one charakter reakcji mechanicznej. Innymi słowy, jeśli mężczyzna
południowoamerykański bywa zły, to dlatego przede wszystkim, że sam w swoją niegodziwość wierzy.. oraz że „drań” jest dla niego synonimem mężczyzny
Reforma erotyczna Wypada teraz zapytać, jak ma wyglądać konkretny program społecznego działania mającego na celu położenie kresu erotycznemu dramatowi w Południowej Ameryce? Do czego powinni zmierzać wszyscy ci, co jasno widzą wszystkie katastrofalne następstwa aktualnego stanu rzeczy? Pierwszym krokiem powinno być wezwanie do otwartej i szczerej dyskusji. Nie jest prawdą, że w Ameryce Południowej istnieje wolność słowa. Najbardziej nawet dyktatorski rząd nie byłby w stanie tak skutecznie skrępować dyskusję publiczną jak fałszywy wstyd i kult konwenansu. Na co się zdadzą gwarancje konstytucyjne, jeśli co bardziej swobodna wypowiedź jest czymś szokującym, jeśli naczelni redaktorzy dzienników i czasopism dygocą ze strachu wobec każdego delikatnego tematu i jeśli
najważniejszych problemów nie mozna wszechstronnie roztrząsać na łamach prasy? Dość już pisania o Madame Pompadour czy innych takich poczciwych głupstewkach, które z pewnością nikogo nie szokują. Głos najlepszych, najbardziej świadomych i dojrzałych synów Ameryki musi zostać usłyszany wbrew temu, że... co najwyżej nie spodoba się on jakiejś czytelniczce, inna zaś nadeśle list protestacyjny w imię jej najświętszych przesądów „Elita” musi upierać się przy swoim prawie do kształtowania duszy ludu, do pisania nie tylko „dla czytelnika”, ale i „przeciwko czytelnikowi”, jeśli zajdzie taka potrzeba. Fałszywy wstyd, w najwyższym stopniu prowincjonalny, nie ma nic wspólnego z powagą i moralnością; jest czymś niepojętym, dlaczego w Ameryce nie można publicznie omawiać spraw o których zupełnie swobodnie rozmawia się w gronie prywatnym. Ci, którzy obawiają się takiej swobody słowa, nie są ani konserwatystami, ani postępowcami, lecz tylko należą do potężnej, światowej partii marnych pisarzy oraz ludzi ograniczonych i bojaźliwych, którzy, niestety panoszą się we wszystkich kręgach opinii publicznej. Dla pisarza autentycznego, choćby nawet był bardziej katolicki niż sam papież i bardziej postępowy niż sam Wells, prawo do wypowiadania się w sposób szczery, uczciwy i poważny jest czymś równie niezbędnym jak powietrze. Dlaczego w Europie prasa katolicka posługuje się językiem jędrnym i nie boi się żadnego tematu, podczas gdy tu, w Południowej Ameryce, dziennikarzy tak łatwo paraliżuje zbytni formalizm, przesadny lęk przed popadnięciem w nieprzyzwoitość, troska o „rozwagę”, co koniec końców okazuje się szkodliwe dla samej sprawy? Tak więc pierwszym krokiem powinna stać się swobodna dyskusja. Drugi będzie o wiele trudniejszy i ważniejszy: otóż trzeba stworzyć atmosferę sprzyjającą odnowie erotycznej.
Ewolucja erotyczna
Dopóki przeciętny Amerykanin będzie przekonany, iż wszystko to, co aktualnie dzieje się między nim a kobietą, jest jak najbardziej naturalne i tak będzie na wieki, bo przecież „takie jest życie”, dopóty żadna zmiana nie będzie możliwa. Jeśli jednak pewnego dnia ludzie zrozumieją, że coś zaczyna się ruszać, że istnieje stanowcza wola przemian i odnowy, choćby nawet wypływała ona od szczuplej grupki, wówczas cała ta „wieczność” rozwieje się bardzo prędko. Wystarczy proklamować w Ameryce ewolucję erotyczną, aby doprowadzić do zmiany obyczajowości, a im ta zmiana będzie bardziej spontaniczna, tym lepiej. Narodów nie można uczyć życia konstruując programy; jedyne, co można zrobić, to skłonić je do przemian i pozwolić, by nowe zwyczaje wytworzyły się same zgodnie z tym, co podpowiada im instynkt rasy Czyż erotyczny postęp Europy w ostatnich czasach był owocem programów i teorii? Bynajmniej; wszystko, co w tej dziedzinie było teoretyczne i wydumane (na przykład osławiony ruch kobiecy na rzecz absolutnego zrównania kobiet z mężczyznami), wnet popadio w zupełną śmieszność. Jednakże właśnie takie burze w szklance wody wytworzyły klimat sprzyjający odnowie, pobudziły dyskusję i krytykę, przekonały współczesnego Europejczyka, że sam musi sobie stworzyć własną obyczajowość, podobnie jak jego przodkowie stworzyli sobie własną. Kult tradycji to rzecz wspaniała, ale ten, kto jedynie imituje przodków nie naśladuje ich właściwie, bo staje się identyczny z nimi pod wszelkimi względami z wyjątkiem jednego - twórczego ducha, jakiego oni okazywali w swoim czasie.
Precz z letniością!
W Ameryce Łacińskiej nigdy nie doszło do takiej generalnej bitwy między młodymi a starymi, jaka rozegrała się w Europie i z jakiej młodzi wyszli zwycięsko. Tutaj młodzi są zbyt spokojni, nie buntują się wystarczająco energicznie, toteż wypada przypomnieć im surowo, że nie dopełniają najświętszego obowiązku młodości. Trzeba im wykazać, że amerykański dobrobyt jest czymś bardzo niekompletnym i że lodówki oraz łazienki nie potrafią zrekompensować utraconej urody życia, a bilard nie zastąpi namiętności. Młodzieży trzeba wpajać, że nie jest dość szczęśliwa, tak aby szukała nowych dróg do szczęścia. Ojcowie, którzy chełpią się „dobrym wychowaniem” swych synów, są bardzo powierzchowni. „Bądźcie zimni albo gorący, ale nigdy letni” - mówi ewangelia. Jeśli pewnego dnia młodzież letnia i dobrze wychowana będzie musiała stawić czoło młodzieży z innych kontynentów gorącej jak ogień albo zimnej jak stal, okaże się z całą oczywistością, że nadmiar rozwagi, spokoju i dobrego wychowania nie zawsze jest najlepszym pedagogiem. Krokiem trzecim powinno być sprzyjanie wszelkimi możliwymi sposobami zbliżeniu i wzajemnemu zrozumieniu między obiema płciami. Wspominaliśmy już o pilnej potrzebie połozenia kresu tej straszliwej samotności, panującej przede wszystkim w wielkomiejskich środowiskach robotniczych. Gdy ubogi chłopak opuszcza rodzinną wioskę i przybywa do Buenos Aires, bezpowrotnie kończy się szczęśliwy okres jego życia; nierzadko się zdarza, że odtąd przez wiele lat żyje on spoglądając na kobiety jedynie z daleka. Jednakże problem ten, w gruncie rzeczy czysto techniczny nigdzie w Ameryce Południowej i w żadnej warstwie społecznej nie został właściwie rozwiązany. Wyciągnąć dziewczęta z domów! Stworzyć młodzieży więcej okazji do spotykania się! Tu właśnie otwiera się pole do wspólnego działania, do interwencji państwa, stowarzyszeń i związków, pole dla zdrowej i rozsądnej polityki w dziedzinie erotycznej. Jeśli zbliżenie obu płci nie zostanie ułatwione, nigdy nie skończą się brutalność w dziedzinie obyczajowości seksualnej, gorzka samotność, smutek panujący wśród amerykańskiej młodzieży

Wiedza psychologiczna
Równie niezbędne jest szerzenie wśród obu płci wiedzy psychologicznej. Dlaczego, zamiast wykładać w szkołach średnich mnóstwo całkowicie nieprzydatnych do niczego przedmiotów nie wprowadza się lekcji psychologii kobiecej dla chłopców a męskiej - dla dziewcząt? Młodzież potrzebuje zarówno wiedzy o aspekcie higienicznym i fizjologicznym tych spraw jak i o ich aspekcie psychologicznym; przekonaliśmy się już przecież, jaka masa naiwności składa się na erotyczny dramat poludniowoamerykański. Potrzebne są tysiące broszur, odczytów artykułów i książek, aby zasypać duchową przepaść między tutejszym mężczyzną a jego towarzyszką. Jeśli wszystko to dalo się przeprowadzić w Europie, dlaczego miałoby być niemożliwe w Ameryce? Trzeba wreszcie sprzyjać rozwojowi duchowego współżycia między mężczyznami, umacniać mężczyznę wobec kobiety tworzyć owego ducha męskości, który przekracza kobiecość i potrafi ją zdominować. „Ktoś” musi rozpocząć dzieło odnowy erotycznej w Ameryce Południowej, i tym kimś musi być mężczyzna. Południowy Amerykanin nie może już dostosowywać się do swej kobiety ijej rozlicznych masek, lecz musi stworzyć ją na nowo wedle swych prawdziwych duchowych potrzeb, tak aby odnowiona w ten sposób kobieta z kolei jego samego stworzyła i odnowiła.

niedziela, lutego 18, 2007

Znalezione w sieci: Część 3(4)

Autor: W. Gombrowicz

Słowo ostateczne - miłość

Prawda jest taka, że żadna kobieta w żadnym cywilizowanym kraju nie może pozwolić mężczyźnie na wszystko, i że ostatnim słowem kobiety zarówno w Europie, jak i w Południowej Ameryce, będzie zawsze miłość i małżeństwo. Główna różnica między dwoma kontynentami tkwi raczej w czynnikach natury psychicznej:
Europejczyk ma te same, albo prawie, kłopoty erotyczne, co mieszkaniec Południowej Ameryki, tyle że traktuje je inaczej, a przede wszystkim umie wydobyć z nich więcej radości i duchowego pożytku. W Europie jest z pewnością mniej owego chorobliwego, posępnego erotyzmu, który na nowym kontynencie stał się prawdziwą plagą. Ażeby krytyka kobiety ze strony mężczyzny stała się głębsza i skuteczniejsza, trzeba we wszystkie te chaotyczne żale i chybione porównania wprowadzić trochę ładu. Myślę, że bez większych trudności określić można główne przywary i ułomności właściwe kobiecie południowoamerykańskiej oraz znaleźć ich historyczne źródło; otóż skutkiem liczbowej przewagi mężczyzn wykreowany został typ kobiety poszukiwanej i cenionej. Tradycja arabska, poprzez Hiszpanię, stworzyła typ kobiety biernej; życie mieszczańskie i spokojne stworzyło typ kobiety-mieszczaneczki. Oto i trzy choroby dziedziczne, nadwątlające zdrowie tej kobiety tak świetnie uposażonej, i spychające ją na pozycję niższą względem reszty ludzi. Która to reszta, co oczywiste, również ma swoje słabostki - ale są to właśnie nasze słabostki. Nie wystarczy buntować się przeciwko pewnym zwyczajom, trzeba zaatakować samego ich ducha.

Nie należy zwalczać zasad, lecz...
Wjaki sposób kobiety będą się bronić przed taką krytyką? Najpierw z czarującym uśmiechem powiedzą nam: „Mimo wszystko musicie przyznać, że i tak strasznie wam się podobamy”. Gdy jednak uświadomią sobie, że sprawa jest poważniejsza i nie da się jej załatwić uśmiechem, odpowiedzą surowo i z oburzeniem:
„Ach! Nie podobamy wam się, bo jesteśmy kobietami przyzwoitymi”. Kobieta przyzwoita! Oto i bicz, którym kobieta południowoamerykańska wymierza karę. Karze zarówno bezczelnego Faceta, który lezie za nią ulicą, jak i tego, który z rozmaitych, poważniejszych powodów nie całkiem akceptuje reprezentowany przez nią obecnie typ. Ten ostateczny argument utwierdza jej godność, podkreśla jej niezależność, podaje w wątpliwość dobrą wiarę krytyka. Nikt oczywiście nie będzie się spierał z postulatem przyzwoitości, bez której tak kobieta, jak i społeczeństwo pogrążyłyby się w anarchii. Oby wszystkie były przyzwoite, i to wjak najwyższym stopniu! WAmetyce Południowej nie trzeba zwalczać zasad, gdyż niemal wszystkie zasady są tu zdrowe, a tutejsze młode i pełne wigoru społeczeństwa wykazują znakomity instynkt życia zbiorowego. Niebezpieczeństwo polega na tym, że zasady, ideały, aksjomaty mają tutaj tendencję do kostnienia i formalizacji. Pozory dominują nad duchem, a forma zabija treść. Kobiety należy uczyć, że nawet owa „przyzwoitość”, jeśli jest źle rozumiana i stosowana powierzchownie oraz schematycznie, może przedzierzgnąć się we wroga numer jeden właśnie przyzwoitości.

„Kobieta przyzwoita”

Co właściwie znaczy określenie „kobieta przyzwoita”? Otóż kobieta przyzwoita to taka, która postępuje zgodnie z prawem i z pewnymi konwenansami, narzuconymi przez społeczeń stwo. Same w sobie nie mają one żadnej wartości, służą tylko jako środki pomocnicze przy realizacji wzniosłych zasad naszej katolickiej morałności. Kobieta przyzwoita nie pozwoli nieznajomemu towarzyszyć sobie na ulicy, nie iżby to było złe samo w sobie, ale dlatego, że skutki takiego nadmiernego zaufania mogłyby okazać się szkodliwe dla jej moralnego zdrowia. W Europie waśnie i kryzysy, wstrząsające tym kontynentem, nie pozwalają ludziom zapomnieć o względnej wartości konwenansów toteż kobieta europejska lepiej rozumie, ze zachodzi pewna różnica między niesłychanie istotnym problemem obnażania się na plaży a kwestią, jak mężnie i ofiarnie przetrzymać naloty latających bomb. Wszelako w Ameryce Południowej dla wielu nieskazitelnych, szacownych pań i kobiet, hołubionych troskliwie przez swoje służące, nie istnieje żadna hierarchia wartości; wszystko się miesza, wszystko jest jednakowe. Kobieta nie powinna zdradzać męża, ale nie powinna też nosić zbyt krótkich spódnic! Gdy cały świat drży ogarnięty straszliwym kataklizmem, gdy wszystkie narody muszą przygotować się do najwyższego wysiłku, one mają tylko jedno zmartwienie - nagość na plaży; bardzo też surowo osądzają kobiety, które farbują sobie włosy
Kobieta powinna kipieć życiem

Wszelako gdyby nawet kobiety południowo-amerykańskie nieporównanie głębiej i poważniej pojmowały problem przyzwoitości, niewiele by to pomogło. W każdym społeczeństwie istnieją wartości łatwe do zdefiniowania, a tym samym do przestrzegania, oraz inne -mniej wyraźnie określone, a przecież nie mniej wazne. Pojęcie przyzwoitości kobiecej aż do najdrobniejszych szczegółów zostało określone przez moralność, Kościół, opinię; ale przecież poza tym kobieta powinna tryskać życiem, mieć duszę poetyczną, powinna być dynamiczna... Społeczeństwo, w którym kobietom zabrakłoby tych przymiotów tak subtelnych ajednocześnie
elementarnych, byłoby narażone na ogromny duchowy uszczerbek. W przeszłości młode społeczeństwa Ameryki Południowej grzeszyły raczej nadmiarem witalności, toteż nie dziwota ze cały wysiłek kierowano w nich przeciwko namiętnościom i w pewnym sensie przeciwko życiu. Dziś jednak Ameryka Południowa nie może uskarżać się na nadmiar życia, przeciwnie, życie w tych krajach wydaje się przygaszone, tutejsza zaś młodzież niekiedy zazdrości starej Europie jej twórczych cierpień. Tym, czego obecnie tutaj potrzebujemy, jest jakiś środek tonizujący, nie zaś uspokajający; pod żadnym pozorem nie można dopuścić do tego, by ciasna i płaska, formalistyczna i powierzchowna przyzwoitość zabiła w kobietach życiowy instynkt i wrodzoną im energię.
Do jakich więc wniosków prowadzą nas powyższe uwagi? Otóż trzeba zreformować ideał urody naszych „kobietek”. Trzeba unowocześnić ich wyobrażenie mężczyzny Należy uporządkować i pogłębić męski krytycyzm, naprowadzając go na prawdziwe przyczyny zła.
To nie kobieta jest winna; winne jest środowisko. Mężczyzna południowoamerykański ijego ideał urody


A może również mężczyzna południowo-amerykański pragnie być piękny? Jaki wówczas obiera sobie ideał urody?


Nie ulega wątpliwości, że mężczyzna południowoamerykański pragnie być piękny albo co najmniej dobrze wyglądać - być dobrze uczesany i ubrany Niewiele jest krajów na świecie w których można zobaczyć krawaty tak dobrze dobrane do koszuli i marynarki jak tutaj, buty kupowane z podobną jak tu starannością czy skarpetki lepiej zharmonizowane z chusteczką. „Dawniej młodzieńcy nie używali brylantyny”. Dziś używają nie tylko brylantyny; używają i nadużywają również kremów, masaży, maseczek kosmetycznych - prawie jak kobiety. „Instytut piękności” dla mężczyzn miałby wielkie szanse powodzenia. Byłyby to kobiece cechy dbałego o urodę mężczyzny południowoamerykańskiego. Cechą najbardziej męską jest wąsik. Przybysz z Europy wykrzykuje nieodmiennie: „Psiakość, ileż tu wąsów!” A jednak... Południowy Amerykanin jest bardzo przebiegły i co się tyczy wąsów, kalkuluje chytrze; nosi je, ponieważ wie, że one to lubią. Zadaniem wąsika jest wywrzeć wrażenie na płci pięknej; to rodzaj kokieterii bardzo podobny do damskiej.

Południowy Amerykanin nie zatracił swej „męskości”

W tej sytuacji pojawiają się pytania ogromnej wagi. Czy mężczyzna południowoamerykański nie zniewieściał aby zanadto? A może te pozory nie są zachowaniami drugorzędnymi, nie mającymi związku z rzeczywistością duchową, psychiczną? Byłoby czymś bardzo powierzchownym formułować oskarżenie tak poważne na podstawie faktów tak nieistotnych. Rzeczywiście, przyjrzawszy się temu problemowi dokładniej zobaczymy coś całkiem przeciwnego: południowy Amerykanin nie utracił nic ze swej odziedziczonej po hiszpańskich przodkach odwagi i śmiałości; posiada on właściwe mężczyznom poczucie honoru i, co bodaj najważniejsze, nie brak mu pewnej duchowej surowości, stanowiącej chyba zasadniczą różnicę między duszą męską i kobiecą. Wobec tego najtrafniejsze byłoby chyba stwierdzenie, że południowy Amerykanin, pozostając w głębi duszy stuprocentowym mężczyzną, wykazuje pewną tendencję do zniewieściałości w swym sposobie bycia, ubierania się, mówienia, i że jego „społeczny sposób bycia” jest bardziej kobiecy niż on sam. Wydaje się, że w tej dziedzinie kobieta zdołała narzucić mu swoje gusta, swoje subtelności i słabostki - we wszystkich tych sprawach, które składają się na jego „sposób bycia”, tzn. przejawiania na zewnątrz swej osobowości. Na przykład południowy Amerykanin potrafi być bardzo dzielny we wszelkiego rodzaju walce, ale staje się absolutnym tchórzem, gdy ma uczynić jakąś nieprzyjemną uwagę swemu przyjacielowi; jeśli zajdzie taka potrzeba, będzie zuchwały, a nawet brutalny w interesach czy polityce, jednocześnie wszakże w rozmowie jest delikatny, w obcowaniu z innymi - łagodny i bierny; krawaty dobiera z niejaką kokieterią i bywa przesadnie wrażliwy. Bardzo łatwo jest w każdym kraju dostrzec, kto dominuje w jego kulturze - mężczyzna czy kobieta. Są kraje, gdzie prawo mężczyzny przeważa zarówno w dziedzinie moralności seksualnej, jak i w formach współżycia płci, gdzie nawet dowcipy opowiadane przez kobiety są „męskie”; wszelako Ameryka Południowa podbita została przez kobietę. I to wbrew faktowi, że są one w takim stopniu niewolnicami mężczyzny, że tak ulegle dostosowują się do jego gustów i kaprysów! Każda z nich z osobna jest jedynie „kwiatem” i „dziewczątkiem”, ale wszystkim razem, wbrew swej pozornej słabości i nieśmiałości, udało się podbić kontynent!
Kiedy pragnie zdobyć kobietę...
Widać to właśnie w sposobie podejścia mężczyzny tutejszego do własnego ideału urody Mężczyzna nie musi przeglądać się w oczach kobiet, aby sprawdzić swoją urodę, która zresztą nie jest wyłącznie seksualna... Gdy mężczyzna pragnie zdobyć kobietę, ma przed sobą dwie drogi: może próbować pozyskać jej względy przymilając się jej, dostosowując się do jej wymagań, albo też, przeciwnie, może narzucać jej prawo swej własnej natury. Dziś mężczyzna naprawdę zakochany we własnej męskiej piękności gotów jest raczej doznać porażki, niz wyrzec się pewnych swoich przymiotów naturalnych. Nigdy na przykład taki mężczyzna nie pójdzie na ustępstwa wobec kobiecej małostko wości, gdyż jeśliby nawet tym sposobem zdobył kobietę, to jednocześnie utraci własną urodę. Jednakże dla wielu południowych Amerykanów kobiety stały się bodaj celem samym w sobie; im bardziej takl mężczyzna podoba się kobietom, tym jest piękniejszy; im więcej kobiet zdobył, tym więcej miał uciechy z życia. Toteż gdyby nagle kobiety zażądały od mężczyzn malowania sobie nosów na zielono, oni, zachwyceni, natychmiast pomalowaliby sobie nosy na zielono... Tutaj nie tylko kobieta żyje niemal wyłącznie dla mężczyzny wyzbywając się własnej osobowości; tu również mężczyzna często żyje nie dla siebie, ale dla kobiety. Skąd pochodzi ta psychiczna słabość mężczyzny i dlaczego w Europie płeć brzydka jest bardziej świadoma swej siły i potrafi lepiej ją wykorzystywać?
Czysto męska poetyka

W Ameryce Południowej mężczyzna, a przede wszystkim chłopiec, bywa osamotniony wobec kobiet. Męska uroda, męski obyczaj, mity i Formy współżycia między mężczyznami kształtują się pośród mężczyzn. Czynnikami tworzącymi ową specyficzną męską piękność są koleżeństwo, zauFanie do przyjaciół z tego samego klubu, stowarzyszenia w obrębie poszczególnych dziedzin aktywności, grupowe rozrywki. Chłopcy w gimnazjum tworzą sobie własną mitologię, własne zwyczaje, nawet język, i tak są dumni z tego własnego stylu, że żaden z nich by go nie zdradził nawet dla najpiękniejszej kobiety. Również w wojsku mężczyźni tworzą sobie własny świat, który darzą niekiedy wielką miłością. Wówczas kobieta przestaje być dla nich jedynym źródłem miłości i piękności; marynarz własną urodę i siłę uświadamia sobie zarówno dzięki kobiecym ustom, jaki dzięki swemu pancernikowi, swoim piosenkom i mundurowi, dzięki temu wszystkiemu, co nosi miano „marynarki”. Ta specyficzna, męska poezja bardzo mu pomaga w opieraniu się erotycznemu czarowi córek Ewy; dzięki niej może nad nim zapanować i przeciwstawić mu własny urok. Młody południowy Amerykanin, włączając się w te wielkie instytucje zbiorowe, jak armia czy flota, wyposażone we własną tradycję i styl, z łatwością nagina swoją psychikę do ich wymagań. Jednakże w zwyczajnym życiu kontakty mężczyzn między sobą wypadają jakoś ubogo i blado. Ciekawe jest na przykład porównanie między młodym środowiskiem literackim tutaj i w Europie. Młodzi artyści południowoamerykańscy najchętniej chadzają w pojedynkę, rzadko skupiają się w grupy i zwykle wykazują niewielką ochotę do „podkręcania się nawzajem . W stolicach europejskich młodzi mają swoje bary, kawiarnie czy restauracje, w których upijają się zarówno napojami wyskokowymi, jak żartami, wygłupami słownymi, utarczkami ideologicznymi. Młodzieńcy owi mają własny styl ijęzyk, podobnie jak licealiści, ijeszcze zanim ukształtują się jako pisarze, czerpią mnóstwo uciechy z owego piękna, jakie w swoim gronie wytworzyli. Mężczyzna, który przeszedł taką szkołę, wyposażony zostaje na całe życie w kapitał świętego szaleństwa, które broni go przed smutkiem, cynizmem i nudą. Dlaczego czegoś takiego nie ma w Ameryce Południowej? Dlaczego tutaj kobieta tłumi mężczyznę zupełnie, tak że stał się on jej niewolnikiem?
Brak „męskiego stylu”

Jest to „błędne koło”. Młodzieniec południowoamerykański mało obcuje ze swymi kolegami i czyni to w sposób powierzchowny gdyż tym, czego w sensie psychicznym i fizycznym potrzebuje najbardziej, jest kobieta. Zajęty problemem dla siebie kapitalnym nie ma ochoty angażować się całym sercem w inne dziedziny życia. Wszystko inne jest drugorzędne; uwaza on (i wjego wieku jest to zupełnie naturalne), że traci czas, gdy właśnie nie „podrywa” jakiejś panienki. Z drugiej strony wspólnotowe obcowanie mężczyzn, mniej tutaj rozwinięte niż w Europie, nie narzuca się mu jako coś oczywistego. Tak więc nie obcuje on z mężczyznami i właśnie dlatego w chwili, gdy musi stawić czoło kobiecie, znajduje się w pozycji gorszej, brak mu bowiem owego „męskiego stylu”, który mężczyźni wytwarzają między sobą. Nie tyle pragnie on oczarować kobietę własnym urokiem, ile raczej posiąść jej uroki. Nie potrafi jej zdominować, lecz raczej ulega jej dominacji. Potrzebuje jej i dlatego musi się do niej dostosować. Jeśli na przykład młodzieniec europejski powie do swej towarzyszki stanowczo i z energią „idziemy do kina!”, to południowy Amerykanin spyta: „co byś, kochanie, powiedziała, gdybyśmy poszli do kina?” Europejczyk będzie próbował zdobyć swoją wybrankę popisując się męską urodą, stanowczością, energią, siłą. Południowy Amerykanin będzie raczej starał się zaspokoić jej pragnienia, przypodobać się jej. Europejczyk nie będzie tak bardzo obawiał się utraty kobiety, bo nie cała poezja jego życia do niej się sprowadza; natomiast południowy Amerykanin tracąc swoją dziewczynę zostaje skazany na samotność i ma już tylko przed sobą perspektywę przesiadywania w kawiarni i wymieniania dowcipów z przyjaciółmi, którzy nie zawsze są przyjaciółmi prawdziwymi. Tak by to wyglądało... gdybyśmy z uporem usiłowali Amerykę malować czarnymi barwami, wychwalając pod niebiosa starą, bardziej dojrzałą Europę. Ale nie wolno zapominać ani na chwilę, że wszystko, co tu mówimy, jest z konieczności uproszczone, niesprawiedliwe i przesadzone, jak zawsze w tego rodzaju schematycznych ujęciach. Europa często okazuje się tak bardzo nieokrzesana, płaska, sztuczna i odrażająca, że w istocie młoda i świeża Ameryka nie ma jej czego zazdrościć. Tak czy owak uważamy za uzasadnione główne tezy tych uwag - mianowicie że południowy Amerykanin o swoją urodę troszczy się niemal tak jak kobieta, tzn. w sposób nieco zniewieściały; że skutkiem rzadkiego obcowania z mężczyznami brak mu do pewnego stopnia tego, co można by nazwać „stylem męskim”; że nie zawsze potrafi on uzewnętrznić swoją naturalną męskość w kontaktach z kobietami, i że wreszcie, choć głęboko jest wrażliwy na piękność i urok kobiety nadal nie umie uświadomić sobie własnego uroku.
Mężczyźni to wielcy dranie
Zwykle południowy Amerykanin bywa dla kobiety niedobry ponieważ błędnie interpretuje jej złożoną psychologię bądź też dlatego, że irytuje go jej seksualna pycha.
„Są bardzo mili, kiedy są zakochani, ale kiedy indziej to wielcy dranie” - powiedziała mijedna, druga zaś rzekła: „Nie mają dla nas współczucia ani litości, są absolutnymi egoistami i szukają tylko własnej korzyści”. Opinie te wydają się nieco przesadzone, tym zaś, co najbardziej zadaje im kłam, jest spojrzenie południowego Amerykanina. Raczej trudno uwierzyć, aby oczy tak zacne i łagodne mogły należeć do demona; owa męska niegodziwość musi więc mieć jakieś szczególne źródła. Postaramy się dokładniej określić niektóre z nich, przedtem jednak powiedzmy od razu, że nasze zadanie w znacznej mierze komplikuje pewna żywiołowa siła - potężny temperament południowego Amerykanina, jego wybujała zmysłowość. Chociaż - jak o tym już wspominaliśmy - zmysłowość ta w nie-
małej mierze jest wynikiem sztucznej ekscytacji i obsesji, to przecież ta reszta jest dostatecznie duża, aby przyczyniać zgryzot kobiecie. Na to nie ma rady, chyba że mężczyźni ograniczyliby spożycie mięsa...