wtorek, listopada 22, 2005

The Devil's Rejects


dzisiaj wieczorem zobaczylem film, bo to chyba byl film. The Devil's Rejects taki nosi tytul. zrobil go ROB ZOMBIE, film opowiada o duzej ilosci psycholi, obraz jest totalnie wyprany ze standardowej formy. pokazuje nam samym kiedy sie boimy a kiedy czujemy nienawisc,(pisze tu o widzu, nie opisuje filmu) zauwazamy w sobie przemiany jakie przezywamy ogladajac ten film. ostatnia scena jest rozbrajajaca, kiedy cos zupelnie nie cieplego, odbieramy jak przyjemny piknik, w rytm muzyki ala "dzieci kwiaty". polecam, ale uwaga duzo przemocy!!!

pozar na szymaly

przyjechali, zobaczyli i pojechali
wiecej szczegolow pewnie do Szkota( kto wie czemu ten wie)
przepraszam za jakosc zdjec ale dalej sie nie dorobilem pozadnej cyfrowki


"Pan Tadeusz" po koreańsku

W polskim radiu program 1, uslyszalem o niebywałym zdarzeniu, a mianowicie profesor Cheong Byung-kwon wraz z 3 asystentow przetlumaczyli nasza "epopeje narodowa" ( wiecej szczegolow dostepne na http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/wy_in_pan_tadeusz_korea_pld podejrzewam ze radiowcy z tad tez maja ta informacje) bardzo budujace ze gdzies tam, sa ludzie ktorzy beda musili sie zmusic do zdobycia informajci o naszym wspanialym :-) kraju. nawet maja polonistyke!! ale uwazam ze celem tego tlumaczenia bylo, zwiekszenie ruchu turystycznego do naszego wspanialego ;-) kraju. dlaczego tak uwazam? a no dlatego ze jak taki koreanczyk przeczyta sobie nasza "epopeje narodowa", ktorej aktualnosc co do mentalnosci naszego "narodu wybranego" jest oczywista, to zlapie sie za glowe ze slowami" nie mozliwe". i tak go to bedzie dlugo meczyc az stwierdzi ze" musze sprawdzic". wsiada w zamolot, przylatuje, wychodzi na miasto i stac go wtedy jedynie na cichy jek" a jednak".
ps.
pozdrawiam naszych nowych bratankow Korei, za wolnosc nasza i wasza.

sobota, listopada 19, 2005

UWAGA!!!!!! DARMOWY TRENING!!!!!











Informuje wszystkich czytelnikow moich wypocin, oraz fanki(ów) mojego psa, ze strona interentowa tarnogorskiej sekcji KRAV MAGA http://www.kravmaga.tgory.pl/, zostala totalnie przerobiona. teraz cieszy mila szata graficzna, przejrzystym menu i spora baza informacji. serdecznie zapraszam do odwiedzania(BANER DOSTEPNY Z PRAWEJ STRONY), no i oczywiscie zachecam do treningow. niestety na naszych ulicach nie jest bezpiecznie, czesto poswiecamy nasza wolnosc, tylko dla naszego bezpieczenstwa. KRAV MAGA nie jest zlotym srodkiem na cale zlo, i nie powinniście myslec, ze po tym krótkim czasie bedziecie jak Van Damme czy Segal, ale napewno umiejetnosci jakie nabywa sie podczas treningow, staja sie skutecznym narzedziem w sytuacjach, ktore niestety moga przytrafic sie kazdemu. TERAZ KAZDY MA MOZLIWOSC PRZEKONANIA SIE, CZYM JEST KRAV MAGA, 2 GRUDNIA O GODZINIE 19:00 W SZKOLE PODSTAWOWEJ NR 10 NA UL KOCHANOWSKIEGO W TARNOWSKICH GORACH ODBEDZIE SIE DARMOWY TRENING, SPECJALNIE DLA WAS, BEZ ZOBOWIAZAN!!! PRZYJDZ, ZOBACZ, PRZEKONAJ SIE CZY TO JEST DOBRA DROGA DO POLEPSZENIA JAKOSCI SWOJEGO ZYCIA. wiecej szczegołow na stronie sekcji http://www.kravmaga.tgory.pl/ lub pod nr telefonu Pawła Jagodzika (miedzynarodowy instruktor KRAV MAGA) 889 235 970
Mozesz takze napisac maila poczta@kravmaga.tgory.pl i juz teraz zarezerwowac sobie miejsce na tym darmowym treningu.

piątek, listopada 11, 2005

11.11

slyszalem w radiu audycje poswiecona tematyce," dlaczego nie obchodzimy swieta niepodleglosci tak jak innych swiat?". nie wiedzialem ze jest taki problem, no ale ponoc jest. ja sobie zawsze lubialem obejrzec defilade i inne takie w TV. no ale faktycznie, za oknem malo bialo-czerwono. audycja opierala sie na wywiadach i tak sie dowiedzialem ze nie obchodzimy i wogole bo:
1. w PRL nie mozna bylo i ludze jakos nie przywykli
2. ze wolimy bardziej zachodnie swieta(????)
3. ze w sumi eto nie wiadomo o co chodzi

4. inne bzdety, nie do powtorzenia
no skoro zakladamy ze taki problem istnieje, to ja mam calkiem inne rozwiazanie w glowie.
odkad pamietamy trzeba sie bylo prac o ta nasza Niepodleglosc. i tak juz bylo zesmy sie rodzili po to zeby umierac za Niepodleglosc. i wkoncu weszlo nam to w krew tak mocno, ze jak juz mamy ta Niepodleglosc, zreszta po raz ktorys tam, TO NIE WIEMY CO Z NIA ZROBIC. I jakos nas to nie cieszy. Jak z dzieckiem ktoremu znudzila sie zabawka, a brakuje mu wyobrazni żeby sie nia dalej bawic.

czwartek, listopada 10, 2005

expose

podczas ciezkiej pracy, mialem mozliwosc uslyszec premiera marcinkiewicza w radiu, jak wyglasza swoje expose. nie slyszalem wszystkiego, ale wiekszosc mialem zaszczyt sobie posluchac. naprawde, tak budujacej, takiej pelnej nadzieji, bzudry to dlugo szukac. ale nie wnikam w te cuda i niesamowitosci co mu sie tam objawily, ciekawe zreszta kto im pisz te brednie, pewnie dorn, ponoc jest poeta. najlepsze w tym wszystkim jest to ze media sie podniecaja, mimo ze wiedza i same niektore mowia ze takie expose to nic warte, ze to taka formalna pogadanka. demokracja pod publiczke. cala prawda bedzie sie kryja w projektach budzetu. no ale media sie podniecaly a za nimi wiekszosc spolecznstwa, ta wiekszosc ktora to obchodzi. w sumie fajne sie tego sluchalo, niestety o moim mieszkaniu juz sie nie mowi, a ja juz sobie dzialke znalazlem :-(

moze sie dowiedzieli ze to o mnie chodzi i odwolali 3 mil. mieszkan. tez mi sie zachcialo pogladow!


na zakonczenie, napisze tylko ze jednak "w polsce to czas stoi".

środa, listopada 09, 2005

studenci


kupa smiechu, tak moge skomentowac protesty studentow przeciwko nie utworzeniu koalicji, bo tu chyba o to chodzi, pis i po. a czego oni sie spodziewali? plafusy nie chca sie utopic, wiec sobie odpuscily, za to czego chce pis, to ja nie wiem. tylko zastanawiam sie czemu za moje pieniadze!?!? i teraz mamy ze pis lpr i samo... sie spikly. psl nie wie, no bo zawsze moze powiedziec ze, oni na nich nie glosowali, zreszta ci co na nich glosuja to i tak ludzie ktorzy beda to robic dalej, bez wzgledu na to co sie tam dzieje. sld to nie wiem, nie rozumiem tych ludzi, albo rozumiem za bardzo, 4 lata w opozycji rowna sie duzy brzuch. wracajac do studentow, heh, madry polak po szkodzie, a niech wypija piwo ktore nawarzyli, niech patrza jakimi sa frajerami, jak ich latwo przeleciec, mimo wyksztalcenia. czy gdybym zostal zaproszony na jakas pikiete to poszedl bym? raczej tak, ale nie dlatego zeby wielce sie burzyc na to co POPIS nie zrobil, ale raczej zeby wyrazic moj sprzeciw na caly ten bajzel. zreszta lepiej niech protestuja, przynajmniej wiadomo ze sa. i na zakonczenie chcial bym tutaj przeczytac, w komentarzach czego mam sie spodziewac po "moim" rzadzie. bo ja tych ludzi nie rozumiem, tak jak nie rozumiem wiekszosci wierszy napisanych tak ze cos tam znacza, tak nie kumam tych gosci. tylko blagam bez pierdolenia , ze oni chca mi zrobic dobrze.

poniedziałek, listopada 07, 2005

czy jestes?

napiszcie mi jak rozumiecie wyrazy:
- zadzierżystość
- rzewność


czy znajdujecie cos z tych wyrazow w sobie?

czwartek, listopada 03, 2005

Na żonę należy wybierać tylko taką kobietę, jaką by się wybrało na przyjaciela, gdyby była mężczyzną. Joseph Joubert

Zostałem poproszony o napisanie mojej opinii, doświadczenia, zdania na temat przyjaźni miedzy kobieta a mężczyzną. Mimo ze temat chyba oklepany, zdałem sobie sprawę ze mnie przeraża. Pisanie bzdur teoretycznych nie wchodzi w grę. Zmyślanie tez nie, w końcu nie po to się tutaj sile, żeby opowiadać bajeczki. Wołałem skorzystać z empirycznej wiedzy. Z tego co mi się przydażyło,
co doświadczyłem. I tutaj się zaczyna przerażenie, bo ja nie mogę nic o tym napisać, gdyż zabardzo dotyka to mojego życia, które powinno zostać tylko
w obrębie mojej wiedzy. No ale zawsze można wyciągnąć jakieś wnioski, którymi postaram się podzielić. Moje obawy tez kierują się w stronę osoby, która mi podsunęła ten temat, najwyraźniej nie dawał jej spokoju, częściowo byłem temu winny. A wiec po krotce, czym jest przyjaźń? Jest to szukanie potwierdzenia siebie w kimś innym, czyli potrzebna jest osoba która będzie przytakiwać tak, jak tego oczekujemy, nie zawsze musi się z nami zgadzać, mowa o przyjaźni ze świata ludzi, a nie telenoweli. Czy przyjaciółka(będę używał określenia „ona”) potrzebuje w facecie przyjacielu(„on”) takiego potwierdzenia, wątpię. Tylko musze pamiętać , ze nie jestem kobieta, nigdy nie byłem i nie będę, wiec w sumie nie wiem. Czy on potrzebuje, chyba tak, w końcu nie szuka się jej po to żeby prawic komplementy czy może żeby nas posłuchała. Jesteśmy zamknięci w sobie, nie mówimy o uczuciach ,wiec chyba nie po to nam są potrzebna, jak jest ze mną, sam nie wiem, czasem marze o pytanie które przynajmnie po części zmusi mnie do otwarcia się, do ujawnienia tej drugiej strony mojej osoby. A czasem jestem jak głaz, twardy i zimny. Co lepsze?
Nie wiem. Potrzebna jest na pewno szczerość i lojalność. No ale stawiam tutaj inne pytanie. Czy jest taka przyjaźń możliwa? Możliwa na pewno, tylko trzeba przemyśleć jakie są motywacje i jakie są skutki. Jeżeli szuka się partnera
to często ludzie starają sprawdzić osobę z która chcą się związać. Ale jeżeli sami nie wiedza, ze szukają a szukają? Czy wtedy jest to ten swoisty test? A może
to już po prostu jakiś 1szy stopień miłości. Jedna ze stron takiego układu może chcieć czegoś więcej. To jest dość często spotykane, większość z nas tego doświadcza. W naszym kraju kobiety często lubią bawić się facetami, nie zdając sobie sprawy jakie są
w nich rodząc się żądze i pragnienia. Oczywiście pisze
tu o sobie, bo jestem byłem i będę tylko sobą. Mój znajomy, który ma rożne czasem bardzo abstrakcyjne teorie(nawet dla takiego dziwaka jak ja), twierdzi ze ludzie, jak maja jakiś wspólny cel, to wtedy działają na swoja korzyść.
Coś w tym jest, bo jakąś wspólna misją, zadaniem, pomagamy utrwalać znajomość do takiego stopnie, że można ją nazwać przyjaźnią. Wtedy ta motywacja pomaga powstrzymać hormony, zajmując je czymś innym.
Pewnie da się trzymać hormony na uwięzi, wtedy nie ma problemu, jeżeli ona
i on pasują do siebie to mogą się przyjaźnić, ale ja się pytam po co je trzymać, lepiej się tym cieszyć. Czy sex jest taką straszną sprawą, że zaraz musi zmieniać cos? Jeżeli zmienia w miłość szczera, to chyba dobrze, chyba o to chodziło. Jeżeli jego efektem będzie dziwny nie smak i całkowita zmiana relacji, to znaczy ze nie było szczerości, ze jedno chciało wykorzystać drugie. Sex jest fajny, a lepiej chyba jak się nim dzieli z ludźmi których się zna. Na zakończenie. Jeżeli planujemy sobie znaleźć przyjaciela innej płci, to po prostu grajmy w otwarte karty. Jeżeli nie mamy zamiaru współżyć, powiedzmy to, przypadkiem lub specjalnie. Jeżeli nikogo nie szukajmy, niech to będzie oczywiste. Czy pragnienie się wzajemne musi przeszkadza? Każdy z nas jest inny, ale mi się wydaje ze ono buduje. Trzeba tez pamiętać ze przyjaźń zamieniona w miłość nie musi się sprawdzić, może kierować nasze tory na nienawiść.

Ps. Pozdrawiam wszystkie moje prawdziwe przyjaciółki

Ps. 2 nie wszystkiego co tu opisałem, doświadczyłem.

Ps. 3 pisząc o seksie, niczego, nikomu nie sugeruje!

wtorek, listopada 01, 2005

Samotność na pustkowiu od tej w tłumie różni się ciszą. Stanisław Gołąb

Czasem gdy się zastanawiam po co to wszystko, w jakim celu ścigamy się ze śmiercią? Odpowiedz znajduje tylko w innym człowieku. Czy faktycznie męczymy się(no chyba ze się nie meczymy) tylko po to żeby być dla kogoś? Czy bycie samotnym, czy odczuwanie samotności jest najgorszym stanem jaki można sobie wyobrazić, gdyż wtedy życie traci sens? Czy bycie pustelnikiem tez jest samotnością, wtedy żyje się dla siebie i jest się cały czas z sobą.
A czym jest nie samotność? Czy polega ona na możliwości porozmawiania z kimś? Może na robieniu czegoś dla kogoś, wykonywaniu jakiś czynności? A może tu chodzi o sex, kopulacje, rozmnażanie? A może to tylko ten moment kiedy się zasypia i czuje czyjeś cieple ciało przy sobie, czyjś oddech? Czy cos nam to może zastąpić, sms? Gg? Mail? Telefon? TV? Cokolwiek
z aktualnych środków przekazu informacji? Czy jak ktoś czuje się samotny, to potrzebuje uczuć wyższych, aby nie czuć się samotny, czy może wystarczy mniej? Kiedy możemy powiedzieć,
ze jesteśmy samotni? A kiedy możemy powiedzieć, ze nie jesteśmy samotni? Czy nawet jak się nikogo nie ma, a można dla kogoś cos zrobić, tak bezinteresownie, czy to pomaga zwalczyć samotność? Czy może oddane zwierzę nam wystarcza? Czy może musimy się przystosować do naszej sytuacji? Poddać się losowi, czekać aż odpowiedzi same nas znajdą. Doczekać się empirycznego doznania, bez walki. Może należy walczyć za wszelką cenę? Tylko o co
i czy napewno tego się chce? A jeżeli już walczyć to o który element? Tyle pytań.
Czy w życiu, które jest umieraniem, naprawdę trzeba się tak męczyć i głowic?

System Of A Down - Mezmerize


czy ktos lubi czy nie, ja mowie ze bardzo mi sie podoba, nie jestem znawca, ani krytykiem, ale bardzo milo sie slucha tej plyty. goraco polecam.

Częstochowa.

Dla wszystkich nie wtajemniczonych, to stolica Polski wcale nie jest Warszawa, tylko Czestochowa. Warszawa to tylko przykrywka. czemu? Sami się domyslcie. Jak się wam nie uda, to się nie dowiecie.

Soborzyce


Dziadek.

poniedziałek, października 31, 2005

45minut

Okolo 45 minut, tyle zajmuje spacer wzdluz torow tramwajowych lini 19, z pod budynku sadu w centrum Bytomia na Osiedle im. Gen. J. Zietka.

niedziela, października 30, 2005

historia nasza

Zainspirowany mal wymiana przemyslnych cytatow, spostrzezen w moim popszednim wpisie, postanowilem napisac cos, co moim zdania delikatnie traci o moje odczucia co do rzeczywistosci jaka sie nam kreuje, oraz co do rzeczywistosci jaka siedzi glegoko w nas i ciezko sobie ja wybic z glowy. jeszcze trudniej jest sobie zdac sprawe z tego ze trzeba ja sobie wybic z glowy. pomoge sobie tutaj Gombrowiczem, cytujac jego dziennik:
"Histora? Trzeba abyśmy się stali burzycielami własnej historii, opierając się tylko na naszej teraźniejszości- gdyż właśnie historia stanowi nasze dziedziczne obciążenie, narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, zmusza abyśmy upodabniali się do historycznej dedukcji zamiast żyć własną rzeczywistością."
nie podejme sie szukac powiazan z tematem PIS i LPR i reszty, ktora nas meczy demonami przeszlosci. mogl bym sie poslizgnac, za wczesnie na taka smialosc z mojej strony. sami sobie przemyslcie, napiszcie jak wy to widzicie, bardzo mnie to ciekawi, bo troche boje sie z kim kolwiek o tym rozmawiac. zadko mowienie prawdy czy dzielenie sie wlasnym zdaniem konczy sie pozytywnie, zwlaszcza towazysko.

czwartek, października 27, 2005

dyskusja

jest 3, wiec to chyba dobra pora zeby cos napisc. od pewnego czasu zastanawiam sie czy powinienem odpisywac na wpisy osob ktore mi sie tutaj wpisuja? czy moze pozostawic kazdy wpis bez odpowiedzi? bardzo czesto rozwija sie dyskusja, dyskusja ktora jeszcze czesciej doniczego nie prowadzi. ewentualnym koncem jej jest to ze dyskutanci, koncza obydwoje na przegranej pozycji. obrazeni, przekrzykujac sie nie przekonujac nawet w najmniejszym stopniu. czesto sam sie na to nabijam, czujac pozniej wstyd ze wdalem sie w taki incydent. moze gdyby jezyk, styl uzywany przezemnie i przez potencjalnych oponetow byl na tyle czarujacy, ze samo czytanie bylo by radosne. bardzo by mie cieszylo, gdyby ktos kwiecistym jezykiem przedstawil mi dlaczego sie ze mna nie zgadza. wrecz mnie poglaskal tymi argumentami. napewno bym nie pozostal obojetny wobec takiego stylu. juz wielokrotnie apelowalem, o to zeby osoby krytykujace moje poglady, podawaly fakty ktore nie opieraly sie na stereotypacg i populizmie. niestety nic z tego.

poniedziałek, października 24, 2005

del pobre polaco

Martwy kot leżał przy progu jednego z domostw. Nikt go nie zauważył, prócz owadów które ucztowały w tejże padlinie. Nikt go nie sprzątną, gdyż wszyscy byli, gdzieś indziej. Już od dnia poprzedniego, wieści niosły o wielkim wydarzeniu. Cały Rzym rozbawiony wizją nadchodzącej przyszłości, zaczął już w nocy ściągać pod pałac. Było słychać, że mają nastąpić zmiany, zmiany gdzieś w wysokich urzędach, lecz nieśmiało zakorzeniona w ludzkich sumieniach myśl, dawała tylko małą wskazówkę, która przelotnie i nieśmiało świtała. Pałac już od dawna otoczony zwartym szeregiem, oddanych pretorian, którzy dopilnowali by nikt nie mógł wejść i zagrozić temu co się odbywało wewnątrz. Ich dowódca, wspaniały wojownik Polkus, z mieczem w ręku, stał na barykadzie dziedzińca i wydawał polecenia. Wojsko już od tygodni stacjonowało pod Rzymem. Wszystkie chorągwie, prócz tych które stacjonują na bliskim wschodzi, gdzie Cesarstwo dba o swoje wpływy, stawiły się na wezwanie uwielbianego Polkusa.

W Oknach pałacowych, było widać cienie, światło cesarskich świec rozświetlało obszerne, zdobione komnaty. Czasami w oknach ujawniała się przelotnie biała toga, zapewne konsularna, bądź poselska. Do Polkusa podszedł jeden z posłańców, przekazał wiadomość wskazując jedną z sal pałacowych, rozświetlona najmocniej. Noc powoli przeistaczała się w dzień, a wschód był wyjątkowo urodziwy, wiec utrzymywała się w powietrzu atmosfera silnie mistyczna, potęgowana kolorystyka pałaców cesarskich oraz pretoriańska gwardią w pięknie zdobionych zbrojach.

Na wezwaniu była pieczęć cesarska.

- A więc stało się- pomyślał.

Natychmiast wydał polecenia, po czym udał się do komnaty, gdzie został wezwany.

Wrota do komnaty były otwarte, ale zdawało się że już wszyscy byli na miejscu i oczekiwano tylko jego przybycia. Na końcu sali, na najwyższym siedlisku, siedział On, właściciel pieczęci, która ujrzał na liście przyniesionym przez posłańca. Cesarz Kaczonus siedział spokojny, wiedział że nie musi się obawiać, ze wszyscy stronicy są po jego stronie. Polkus czym prędzej oddał hołd, zapewnił o swojej wierności. Kaczonusa ucieszył ten akt wierności, choć nie dał poznać tego po sobie. Cesarz rozejrzał się po sali, byli już tam wszyscy, wszyscy których on tam chciał widzieć, gdyż już w nocy kazał ściąć wszystkich przeciwników, oraz ludzi, którzy nie posiadali obywatelstwa rzymskiego, a których wpływy były większe niż biednego chłopa rolnego. Z prawej strony, obok grupki swoich zwolenników, znajdował się, człowiek z którym wspólnie spiskowali przeciwko zmarłemu władcy. Tuskus udawał, że się raduje, musiał, ale czuł co go czeka, czuł że to tylko kwestia czasu, że niebawem coś się stanie i zginie.

Polkus staną obok tronu, gdzie stał już doradca Kaczonusa, Kurskus, oraz Rydzkus główny kapłan świątyni Jowisza. Rydzkus obserwował sale, starał się poznać sumienia obecnych, wniknąć w ich dusze i umysły. Kurskus szeptał coś Kaczonusowi do ucha, lecz przerwał gdy ten dał znać ręką.
Kaczonus lekko przechylił się do przodu, co natychmiast uspokoiło sale. Siedział na tyle wysoko i był tak wystrojony w szaty cesarskie, ze w blasku świec wydawał się odbijać światło jak słońce.
Popił winem, po czym zaczą mówić:

-Jak widzicie, bogowie się nad wami zlitowali, zsyłając swoje dziecię tu na ziemie, do mojego Cesarstwa, gdzie teraz będę władał.

- Niech żyje boski Kaczonus- zawołała sala.

Kaczonus kontynuował:

- Wiem, że część z was jest nie godna tego szczęścia jakie was spotkało, jednak bogowie są dla was miłosierni. Jeżeli chcecie im podziękować, to czekam na wasz krok. Skarbiec cesarski jest
w stanie pomieścić wiele waszej wdzięczności.

W zebranych zapanowała konsternacja, Kaczenus oraz jego doradca i kapłan zauważyli to
i wiedzieli że będzie trzeba zastosować pewne posunięcia, które będą sprzyjały zapełnianiu skarbca.

- Polkonusie- zwrócił się Kaczonus do dowódcy pretorian- czy moje dzieci zebrały się już u bram?

- Tak Panie, cały Rzym już czeka by cię przywitać- odpowiedział Polkonus.

- A więc chodźmy- powiedział Kaczonus po czym wstał i zaczął kierować się korytarzem prowadzącym na tarasy, skąd mogli go wszyscy zobaczyć.

Obok niego szła ta sama trójka, która stała przy nim w sali, z której właśnie wszyscy wyszli.
Kaczonus już od pewnego czasu słyszał jakieś szepty w głowie, teraz już wiedział co one oznaczają, lecz spytał się o nie kapłana Rydzykusa:

- Czy te głosy które słyszę, które mi podpowiadają jak rządzić, kto zasługuje na życie a kto nie. Czy te głosy coś znaczą?

- Owszem, to jest Głos Jowisza! Ty jako bóg, masz ten przywilej, na który tylko ty zasługujesz- prędko odpowiedział Rydzykus.

Kaczonus wiedział że tak jest, chciał tylko się upewnić, czy Rydzykus oby pamięta o jego boskości.

Gdy dotarli do balkonu, Kaczonus staną na specjalnie dla niego podstawionych schodkach, skąd mógł obserwować wszystkich, z góry. Ludziom zebranym wydawało się że góruje nad wszystkimi wzrostem i potęgom. Tłum rozpoczął radosny śpiew, krzyki i oklaski były wszech obecne. Trębacze zadęli, gdyż przybyli przedstawiciele wojsk stacjonujących pod Rzymem. Każdy dzierżył złotego orła, symbolizującego dany pułk. Orły zostały złożone Cesarzowi, na znak posłuszeństwa i akceptacji jego osoby jako wodza armii, przez co Cesarza republiki Rzymskiej.

Po wszystkich ceremoniach formalnych, Kaczonus rozpoczął przemawiać. Nie miał do tego zdolności, ale nadrabiał treścią, treścią która była muzyką. Każdy usłyszał to co chciał usłyszeć. Tłum jak zaczarowany, spijał każde słowo z ust swojego Cesarza. Kaczonus na zakończenie zaskoczył wszystkich, chociaż wszyscy liczyli, że właśnie coś takiego im się przydarzy:

- Dzisiaj w nocy, kazałem dla was coś przygotować, miała to być niespodzianka, niespodzianka na którą wszyscy zasługujecie. Wydałem dekrety, na mocy których w Koloseum całą noc trwały przygotowania. Tłum zaczął szaleć, wiedział już co zaraz powie ich Cesarz. Kaczonus uspakajając tłum ręką, a po chwili mieczami swoich pretorian, co szybko poskutkowało, mówił dalej:

-A wiec udajcie się wszyscy na arenę, gdyż z tego miejsca ogłaszam...

Zapadła cisza.

Kaczonus z lekkim uśmiechem, który szybko zamienił na lekko groźny grymas wykrzyczał ostatnie zdanie:

- IGRZYSKA UWAŻAM ZA ROZPOCZĘTE!

Tłum oszalał.

© Copyright by Michał Maciejewski, 2005

piątek, października 21, 2005

11:14


11:14 taki ma tytul film ktory dzisiaj obejrzalem, film fajny, ale pisze o nim tutaj dlatego ze naprawde warto go zobaczyc, bo mimo ze zostal nakrecony pod amerykanow, to w naszych realiach tez moze znalesc miejsce "przeslanie" jakie niesie. nie jest ono skomplikowane w skrocie PIŁEŚ= NIE PROWADZ. inne przeslania tez niesie, ale to juz kwestia co kto lubi.

czwartek, października 20, 2005

Donald Tusk- Sztab Wyborczy Kandydata na Prezydenta cz2

dzisiaj dostalem odpowiedz na moj list, !@#$%^&, zreszta sami przeczytajcie :






Szanowni Państwo, Drodzy Internauci,

Piszę, bo chciałbym Wam podziękować za tysiące listów, jakie w tej kampanii do mnie dotarły. Czytając je coraz mocniej czułem, jak wielka jest wśród Polaków potrzeba „przyjaznej władzy”. Władzy, która w swej istocie jest służbą dla obywateli. Nie zdążę już przed dniem wyborów każdemu z Was odpowiedzieć. Nawet z pomocą moich współpracowników. Liczę na Waszą wyrozumiałość.

W swoich listach pytaliście mnie o wiele różnych spraw. Czasem ogólnie, często bardzo konkretnie. Niektóre pytania, często dociekliwe, mobilizowały mnie i współpracowników do przemyślenia licznych trudnych problemów, których istnienia czasem nawet sobie nie uświadamialiśmy. Wielu z Państwa pisało, co powinienem zrobić, jak poprowadzić kampanię. Wiele z tych listów niosło słowa otuchy i wsparcia. Wiele wiarę w to, że Polska może być krajem, w którym chce się żyć, że Polska może być krajem i wolnym i solidarnym, że razem możemy zbudować Polskę, z której będziemy naprawdę dumni. Polskę, w której tym, którzy sobie radzą, państwo daje wolność, a bezradnym – prawdziwą pomoc. Chcę, żebyśmy żyli w kraju, w którym będzie miejsce dla każdego.

Dlatego proszę o głos każdego z Was. A jeśli wciąż się wahacie, proszę jeszcze bardziej – nie zostawajcie w domu. I poproście o to swoich bliskich, kolegów i przyjaciół. To bardzo ważne, aby prezydent został wybrany jak największą liczbą głosów.

Dziękuję za Waszą cierpliwość. Z wyrazami szacunku,

Donald Tusk
Kandydat na Prezydenta RP

środa, października 19, 2005

Donald Tusk- Sztab Wyborczy Kandydata na Prezydenta

Dnia 11 Pazdziernika, pozwolilem sobie wyslac list elektroniczny(e-mail), za posrednictwem strony jdnego z kandydatow( www.tusk.pl), proszac o wyjasnienie, dreczacych mnie zagadnien( niektorych oczywiscie, ale dosyc istotnych). mialem nadzieje ze otrzymam odpowiedz, jednak takowej mimo zapewnien w liscie potwierdzajacym moje dzialanie, nie otrzymalem. mialem nadzieje ze podziele sie odpowiedzia, z ludzmi odwiedzajacymi moj Blog. niestety moge tylko zaprezentowac tresc mojego listu:

1.Prosze sie ustosunkowac do prowokacji zwiazanej z p. Anna Jarucka. Ja w II turze oddam na pana glos, ale ta akcja budzi we mnie nie smak. czy w poslce bedziemy mieli wiecej takich akcji jak pan wygra, wkoncu prezydent tez moze miec swoje sluzby, bo to wplywowe mimo wszystko stanowisko.
2. Prosze powiedziec, czy gdyby srodowiska homoseksualne, chcialy sie pokazac na np. paradzie, jakie jest pana stanowisko do takiej akcji? Czy chce byc pan prezydentem wszystkich polakow czy tylko tej czesci co widzi w sobie cud spelnienia?


jezeli zaglada tutaj jakis fan PO i Tuska, to prosil bym moze o ustosunkowanie sie do moich odpowiedzi.
do sztabu pana kaczynskiego nic nie bede wysylal, bo to i tak nie mialo by sensu, a odpowiedz byla by kpina(prawdopodobnie).

sobota, października 15, 2005

I ty Brutusie?

Gombrowicz w swoim "Dzienniku" napisal:" Gdyż Bułgar nie ufa Bułgarowi, Bułgar gardzi Bułgarem, Bułgar Bułgara ma za ...(tu trzeba by użyc słynnego wykropkowanego słowa)" Czy my, Polacy, jestesmy tacy sami? chyba nie, wolimy cos innego, wolimy byc dla siebie Brutusami.

piątek, października 14, 2005

dziadek tuska

dziadek tuska w Wehrmachcie, a ja sie pytam: No i co z tego? moj jeden dziadek zabijal niemcow, drugi ukraincow, pradziadek tez niemcow tylko wczesniej. no i co z tego? niemcy mordowali mi rodzine. no i co z tego? czy teraz mam ich za to sadzic? kogo? czy to ze dziadek tuska byl w Wehrmachcie cos zmienia? no ale wiekszosc moich rodakow, wybralo pis. zal mi was. no a tusk sciemnia, po co? dlaczego? bo to takie samo szambo jak ten pis, tylko troche mniej smierdzi.

czwartek, października 13, 2005

news

DIVISION BY ZERO

informuje ze zespol wydal swoja plytke, wiecej informacji na stronie: http://www.divisionbyzero.pl lub pod adresem:
contact@divisionbyzero.pl , na stronie mozna posluchac kilku kawalkow, goraco polecam.



http://www.pajacyk.pl


jak widac dodalem banerek Polskiej Akcji Humanitarnej, kazde wejscie i klikniecie na takiego pajaca jak ten daje PAH 5 gr. wysilek zaden, a jednak mozna pomagac

mecz

wczoraj, jak wszyscy wiemy, reprezentacja Polski zmierzyła sie z reprezentacja Angli. wiadomo mistrzostwa, eliminacje, kasa. dla mnie bylo to niesamowite zdazenie. obudzila sie we mnie po raz kolejny chce udowodnienia swiatu, ze nie jestesmy tylko biednym czlonkiem, spolecznosci swiatowej, udowodnienie ze my tez cos potrafimy. polacy, glodni sukcesu jak zawsze, no bo czemu mamy nie byc glodni, skoro wszedzie fiasko, gdzie sie nie ruszyc. media, nie wiem czemu, stonowaly, tak jak by same nie wiedzialy co mowic. oczywiste bylo ze angole nam naklupia, bo maja lepszy zespol, no ale jednak polskie media sa polskie, wiec czemu maja sie zachowywac jak nie polskie? no ja w kazdym razie calym sercem chcialem sobie udowodnic, ze potrafimy, ceremonialnie dokonalem zakupu browara(knajpa odpada, problemy finansowe) i rozsiadlem sie w fotelu(do ludzi nie mialem jakos sily isc, celebrowalem w samotnosci, zreszta nikt nie prosil na salony). zagral hymn, ehh, coz jakos przygaslem, nie jestem muzykiem, ale trudno bylo rozpoznac mazurek, no ale zaraz znowu zdalem sobie sprawe ze skoro juz mam pivo to musze celebrowac, bo juz mam pivo otwarte wiec ceremonia sie zaczela. poczatek przerazajacy, juz sie przestalem przejmowac i mimo ze jeszcze bylo 0:0 pogodzilem sie z porazka. strate bramki odebralem rutynowo, wkoncu mam 21 lat i zdazylem sie przyzwyczaic. az tu nagle bach, 1:1, normalnie cala silnie udawadniana wspaniala historia ktora nas oniesmiela, skupila sie w bramce Frankowskiego, nawet wyraz jego twarzy byl przepelniony polskoscia. ja w przerwie lece po 2 pivo, wkoncu jest wazna okazja. 2 polowa ladna, szkoda ze nie bylo remisu, ale jak mogl byc skoro grali polacy. mi s emecz podobal, a to ze przegrali nie nazywam porazka, tylko normalnym stanem rzeczy, gdzie lepszy wygrywa.

środa, października 12, 2005

od 22:00 do 04:30




ladne te slaskie miasteczka sa w nocy, szkoda ze nie mam pozadnej cyfrowki, tylko to co w tel. czy ktos poznaje ten budynek na jesnej z fotek?

niedziela, października 09, 2005

m jak miłość, g jak gówno



cyrku ciag dalszy, nie mam na to sily, ale niebawem sie mocno wypowiem(jak mozna takie geby...? naprawde ludzie ja was nie rozumiem, kiedy wy wpadniecie na to wkoncu ze sie nie znacie!!!)

prawy prosty

http://galba.blox.pl/html cos dla innych(chcialem napisac debili, ale to nie politycznie), nie czytalem tam nic, bo mi sie zygac chcialo jak to zobaczylem. czekam na relacje

czwartek, października 06, 2005

spacerek









dzisiaj obudzilem sie z podejrzanie dobrym humorem(prawdopodobnie efekt wczorajszej sesji w plenerku) i kozystajac z ladnej pogody, udalem sie na spacerek do SEGIETU z Nikita(moj husky). jako ze to bardzo ladna okolica, to zrobilem kilka fotek i umieszczam je tutaj( istnieje frakcja osob ktore tu zagladaja, glownie w celu ogladania mojego psa, wiec to wlasnie specialnie dla nich).

wtorek, października 04, 2005

Roman Polko

Roman Polko . Ukończył Wyższą Szkołę Zmechanizowaną we Wrocławiu i Akademię Obrony Narodowej. Szkolił się również na kursie dla komandosów amerykańskich (rangersów). Dowodził 6. batalionem desantowo-szturmowym w Niepołomicach i 18. batalionem desantowo-szturmowym z Bielska-Białej, który w ramach sił KFOR pełnił służbę w Kosowie. W 2000 r. został szefem elitarnej jednostki wojskowej Grom.

Prośbę o odejście z wojska złożył ministrowi obrony Jerzemu Szmajdzińskimu 24 grudnia 2003 r.; minister przyjął ją dopiero 20 stycznia, po rozmowie z pułkownikiem.


Płk Polko zawsze byl miom idolem, nawet jego odejscie bylo z gromu, jest godne podziwu. niewiele jest ludzi w tym kraju, z ktorych pragne czerpac przyklad. nawet to ze pracuje dla kaczynskiego, bylo niewazne, bo robi cos bardzo waznego dla stolicy, no i niestety, zobaczylem go jak chwali kaczynskiego w jego spocie wyborczym. dalej go szanuje, ale jakis niesmak mi pozostal. napewno kierowalay nim jakies wazne powody, dlaczego tak chwalil tego typa, moze kaczka mu cos obiecala, cos waznego dla polskiej armi? bo nie wierze zeby czlowiek z takim bagazem doswiatczen mogl poipierac L.K. z powodu jego pogladow. prosze o jakies komentaze, bo ne wiem co myslec tak do konca o tym.

niedziela, października 02, 2005

Ewa Sonnet


Ewa jest debiutujaca "wokalistka", jej spiew daje wiele do zyczenia, no ale ona nie musi ladnie spiewac, wkoncu jest "fotomodelka" , jezeli chodzi o mnie to jest wszystko ok, nawet kawalek R`nB mi sie podoba, chociaz ambitne to jak cholera. ale jedno wiem, ze wolal bym ja na ekranie ogladac, moze w jakiejs super produkcji polskiej, zreszta w ramach "fotomodelowania" nagrala kilka "filmow". na jj stronie www.ewasonnet.pl mozemy poslychaj kilka kawalkow jej nowej plyty, rasowe disco polo, poczytac txt`y piosenek i zobaczyc co ona pisze o sobie i jak nie wiem po co sie tlumaczy z fotek z cycami. jezeli kogos interesuja dokonania foto albo avi ewy to prosze dac znac na e-mail to powysylam bo necie jest full wypas ewa stuff(tylko znajomi).

wszystko na temat



po wiecej zapraszam na http://paski.org/

sobota, października 01, 2005

Boze daj mi pewna reke i bystre oko...


...abym na drogach nikogo nie skrzywdzil. naucz mnie uzywac pojazdu dla dobra bliznich i pochamuj pokuse predkosci. AMEN